CNN TürkVideoyu durdurup ekrandaki kişiye soru sorabileceksinizBollywood HungamaSCOOP: The Royals Season 2 shoot hits a major roadblock in JaisalmerPunchMr Macaroni surprised me with ₦1m after our film — Peter FatomilolaThe Jerusalem PostEgyptian intelligence chief visited Israel days before Oct. 7 to issue security warning - report한겨레[속보] 첫 출전 4명, 한국 펜싱 여자 플뢰레 단체전 은메달 합작 …12년 만의 정상 탈환은 실패ColliderNetflix’s 9/10 ‘Bosch’ Replacement Officially Returns in 2027 for Final SeasonSky TG24Usa, una forte tempesta minaccia la costa orientaleBlickPolit-Zoff um Olympia 2038: Stoppt ein Volksentscheid das Wintermärchen?Observador Desporto"Mundo não deve estar dividido" entre religião e ciênciaIl Sole 24 OrePonte sullo Stretto, il direttore tecnico passa ad Anas come Chief operating officerSportstarIndia vs Iran LIVE score, Asian Games 2026 kabaddi finals: IND 17-20 IRI; Men's gold-medal match on; Indian women's team wins gold (IND 37-34 IRI)VanguardShettima tasks ECOWAS leadership on sub-region’s unity, integration
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, September 26, 2026

Minister Przydacz dla WP: "Nie ma powodu do paniki, którą premier próbuje wywołać"

Translate
  • Zaproszenie Putina na szczyt G20 do Miami nie zmienia planów Karola Nawrockiego: prezydent jedzie, bo "jest to w naszym interesie". Marcin Przydacz przyznaje, że Polska jako gość nie ma wpływu na listę uczestników. Jeśli Putin rzeczywiście przyjedzie, Warszawa skonsultuje to z sojusznikami.
  • Minister odrzuca zarzuty dotyczące Polish-American Economic Summit i "cennika" za możliwość spotkania z prezydentem. - To obrzydliwe kłamstwo wymyślone przez wrogie media - mówi. Przyznaje jednak, że "komunikacja zawsze może być lepsza". Pytania o wpływy z pakietów VIP odsyła do fundacji i ministra Rabendy.
  • Marcin Przydacz podtrzymuje, że premier "okłamał Polaków", mówiąc o raporcie od szefa CIA. Jego zdaniem była to tylko relacja ministra koordynatora służb Tomasza Siemoniaka z wizyty w USA. Przydacz twierdzi też, że jego wpis na X był reakcją na pytania Amerykanów.
  • Nasz rozmówca przestrzega Donalda Tuska przed "straszeniem pełnoskalową wojną" dla korzyści w polityce wewnętrznej. Premier powinien "przestrzegać, a nie siać paniki", bo grozi to "znieczuleniem społecznym": – Od roku mówi, że już za moment coś się stanie, i wielu Polaków już macha na to ręką.
  • Stała baza wojsk amerykańskich w Polsce jest uzgodniona politycznie, ale według Przydacza proces "się rozciągnął" i sugeruje brak determinacji lub umiejętności po stronie MON. Decyzja o lokalizacji bazy ma zapaść wraz z publikacją przeglądu amerykańskiej obecności wojskowej na świecie.
  • Prezydencki minister nie jest optymistą co do porozumienia z MSZ ws. ambasadorów. Wg niego to premier zablokował wiosenny pakiet nominacji, bo "ma być wojna z prezydentem".
  • Pałac nie wierzy w zbliżenie z Białorusią, a takie opinie pojawiły się po spotkaniu szefa MSZ Radosława Sikorskiego z jego białoruskim odpowiednikiem.

Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze Wirtualnej Polski: Amerykanie zaprosili Władimira Putina na grudniowy szczyt G20. Słusznie?

Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta: Nam się to nie podoba. Ale my na szczyt G20 zostaliśmy doproszeni na zasadzie gościa i nie jest naszą rolą wskazywanie uczestnikom formatu, kto powinien być jego częścią. Gdyby to od nas zależało, Rosja powinna być izolowana na wszelkich międzynarodowych forach.

Format G20 ukształtował się po kryzysie finansowym prawie 30 lat temu. Od początku należały do niego Chiny, Stany Zjednoczone, Rosja, Arabia Saudyjska, Brazylia i Japonia. To nie my ustalaliśmy tę listę. W 2023 r. rozszerzono ją o Unię Afrykańską, a teraz zabiegamy o rozszerzenie jej o Polskę. W tym roku gospodarz, czyli USA, zaprosił nas w charakterze gościa. Uznaliśmy to za duży sukces, bo pokazuje rosnącą rolę Polski. 

Tyle że Putin to nie jest jeden z wielu przywódców, tylko człowiek ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny. Prezydent pojedzie do Miami bez względu na to, czy on tam będzie?

Tak, Putin jest ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny i powinien odpowiedzieć za swoje zbrodnie. Polska będzie na szczycie G20, bo jest to w naszym interesie. Pan prezydent wybiera się więc do Miami i na tym etapie nie zamierza zmieniać planów. To zresztą niejedyny format, w którym zasiadamy z państwami, z którymi się nie zgadzamy. Przed chwilą obradowała Rada Bezpieczeństwa ONZ i polski przedstawiciel siedział naprzeciwko przedstawiciela Rosji.

Rada Bezpieczeństwa ONZ to jednak nie rodzinne zdjęcie przywódców. Co zrobi prezydent, jeśli w Miami Putin wyciągnie do niego rękę?

Na razie Władimir Putin to raczej chce ścigać prezydenta Nawrockiego. Umieścił go przecież na liście poszukiwanych za jego działalność jako prezesa IPN, czyli za dekomunizację polskiej przestrzeni publicznej i likwidację pomników gloryfikujących sowiecką Rosję. Nie sądzę więc, by doszło do jakichkolwiek innych interakcji. 

Jeśli rosyjski przywódca rzeczywiście będzie zamierzał przyjechać, a nie tylko zostanie zaproszony, będziemy o tym rozmawiać z naszymi europejskimi i euroatlantyckimi sojusznikami.

A jak daleko jesteśmy od statusu stałego członka G20?

G20 rozszerzyło się dotąd tylko raz, w 2023 r., na zasadzie konsensusu wszystkich państw. Polska dziś korzysta z zaproszenia prezydenta Trumpa na ten rok. Będziemy przekonywać każde z nich do wartości, jaką wnosi Polska, choć wiemy, że to może być trudny proces. Dlatego korzystamy ze statusu specjalnego gościa, którego może zaprosić każdy gospodarz. W przyszłym roku gospodarzem będzie Wielka Brytania. Liczymy, że dyplomatycznie uda się wypracować zaproszenie także na kolejny rok, chyba że wcześniej całe G20 zgodzi się na rozszerzenie.

Co chcecie tam załatwić?

Mamy trzy priorytety. Pierwszy to wniesienie do G20 perspektywy Europy Środkowej, dotąd tam nieobecnej. Mamy doświadczenie wychodzenia z autorytarnych rządów komunistycznych, reformowania państwa, zwalczania korupcji i budowania dynamicznej gospodarki. Z tej pozytywnej lekcji mogą skorzystać inne regiony świata. Polska będzie też reprezentować całe Trójmorze.

Drugi priorytet to bezpieczeństwo energetyczne. Nie chcemy, by nośniki energii były instrumentem nacisku politycznego, bo są kluczowe dla rozwoju gospodarczego. Będziemy promować inne podejście niż państwa dominujące dziś na rynkach energii.

Trzeci priorytet to globalna dyskusja o demografii. Poza chyba Indonezją i Arabią Saudyjską, w których dominuje islam, większość państw G20 ma duże lub wręcz gigantyczne problemy demograficzne.

Tylko czy takie gremium jest w stanie zmienić demografię? Pomijając samą diagnozę, mamy przecież potężny nurt zmian kulturowych, jeśli chodzi o dzietność.

W tym formacie spotyka się dwadzieścia kilka państw odpowiadających za 80 proc. światowego PKB. To państwa bardzo wpływowe gospodarczo i politycznie. Mają też wpływ na to, jakie wartości dominują w kulturze. Kultura jest wolna, ale państwo ma swoje instrumenty. Może pewne rzeczy promować, a przy innych pokazywać ich negatywne konsekwencje.

Przy okazji szczytu ONZ w Nowym Jorku zorganizowaliście Polish-American Economic Summit. Skończyło się oskarżeniami, że czas i uwagę prezydenta wyceniono w cenniku dla sponsorów. W Miami szykujecie powtórkę?

Równolegle do politycznego szczytu G20 odbywają się zwykle B20, czyli Business 20, i T20, czyli Think Tank 20. Ale choć do szczytu zostały trzy miesiące, Amerykanie wciąż pracują nad koncepcją tych formatów. Jeśli będzie taka możliwość, będziemy tam promować polski biznes i polskie think tanki, bo prezydent chce maksymalnie wykorzystać obecność w Miami.

Co do drugiej części pytania: odnotowujemy, że część mediów skupiła się nie na meritum wizyty w Nowym Jorku, czyli na spotkaniach politycznych, wystąpieniu w ONZ i promocji biznesu, lecz na wynajmie sali i realizacji forum.

Media skupiły się na sali i forum, bo to Kancelaria je sfinansowała, a sponsorom rozesłano cennik. Nie jest łatwiej przyznać, że to była co najmniej wpadka?

Prezydent wielokrotnie występował na forach gospodarczych. Nikt nigdy - także i w tym wypadku - nie brał opłat za spotkanie z prezydentem. To obrzydliwe kłamstwo wymyślone przez wrogie media. Mam wrażenie, że chodziło o odwrócenie uwagi od niewątpliwego sukcesu wizyty i o atak na prezydenta pod tym pretekstem. Podczas gdy Karol Nawrocki wprowadza Polskę do G20, Donald Tusk polską gospodarkę zwija.

Komunikacja zawsze może być lepsza i być może pewne rzeczy należało wyjaśnić od początku. Ale pan prezydent nie zajmuje się wynajmowaniem sal, od tego byli inni.

Zarzuty są m.in. takie, że Kancelaria Prezydenta zapłaciła za miejsce i wydarzenie, organizatorem była prywatna fundacja z ludźmi mniej lub bardziej powiązanymi z waszym środowiskiem, która następnie wystawia zaproszenia za kilkaset tysięcy dolarów.

Po pierwsze, nigdy nie było mowy o odpłatnych spotkaniach z prezydentem. To kłamstwo. W cenniku organizatora, który pokazują dziennikarze, chodzi - jak rozumiem - o ekspozycję logo i udział w panelach, w których prezydent nie uczestniczył. Pan prezydent otworzył forum wystąpieniem i spotkał się z trzema potencjalnymi amerykańskimi inwestorami. I tyle. Nikt upoważniony nigdy nie oferował odpłatnych spotkań. 

Salę wynajęliśmy od państwowego Instytutu Pileckiego. Prezydentowi na tym zależało ze względu na jego zainteresowania historyczne. Uznaliśmy też, że po co wyprowadzać pieniądze publiczne poza polskie instytucje. Przelano je więc z jednej kieszeni do drugiej, tzn. z budżetu Kancelarii do budżetu Instytutu.

Czy potem ta fundacja oczekiwała takich sum cennikowych dla siebie? Kto miał dostać te wpływy ze stawki rzędu 100 tys. dolarów za pakiety VIP?

To pytanie do organizatora. Myślę, że chodziło o pokrycie kosztów dodatkowych, na przykład tłumaczenia, kosztów przelotu, obsługi technicznej, nagłośnienia, adaptacji pomieszczenia, oświetlenia, prowadzącego czy cateringu. Fundacja wytłumaczy, ile zgromadziła, bo ja nie mogę tego zweryfikować. Szczegóły zna lepiej minister Karol Rabenda, który to organizował. Ja odpowiadałem za całość wizyty w ONZ.

Wracając do pytania: z kim spotkał się pan prezydent?

Odbył trzy indywidualne spotkania. Pierwsze z Lockheed Martin, dostawcą m.in. F-35. Osiem z nich jest już w Polsce, a zależy nam, by jak najszybciej pojawiły się na polskim niebie. Rozmawiano też o centrum serwisowym rakiet PAC-3 do Patriotów. Dziś serwis odbywa się w USA. Prezydent - na prośbę rządu - zabiegał o ulokowanie tego centrum w Polsce. Rozmowa była bardzo dobra, choć końcowych decyzji jeszcze nie ma. MON mówi wprost, że decyzja zależy od Białego Domu, a prezydent zabiegał o to bezpośrednio u prezydenta Trumpa. Tym bardziej bezczelny jest zarzut, że prezydent kupczy urzędem.

Drugie spotkanie odbył z Boeingiem w sprawie śmigłowców Apache i innego uzbrojenia, przy którym MON zabiega o najlepszą ofertę. Prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych prowadził dyplomację ekonomiczną. Trzecie spotkanie odbył z Palantirem, firmą o kapitalizacji szacowanej na 144 mld dolarów. Ona również rozważa inwestycje w Europie Środkowej i szuka partnera.

Nie boicie się współpracy z Palantirem? Spośród firm technologicznych jest w czołówce, jeśli chodzi o kontrowersje wokół tego, czym i jak się zajmuje - rzecz jasna w kontekście inwigilacji.

Współpracę z tą spółką koordynujemy na bieżąco z rządem, MON i służbami specjalnymi. Skoro jednak Palantir szuka partnerów w regionie i najpewniej ich znajdzie, grzechem byłoby nie rozpoznać jego oferty. Jeśli nie zainwestuje w Polsce, trafi gdzie indziej. Wtedy mieliby panowie słuszny zarzut, że nawet nie spróbowaliśmy rozmawiać. Palantir wykonał też wiele działań, które przysłużyły się bezpieczeństwu światowemu. Kontrowersje będziemy rozwiewać - mam nadzieję - wspólnie z rządem.

Centrum serwisowe amerykańskiej broni w Europie to jeden z punktów, w których rząd i prezydent są dość zgodni. Jak daleko jesteśmy od tego, o czym pan mówił?

Bardzo niedaleko. Przesądzone jest, że centrum powstanie w Europie i że Lockheed Martin jest gotów je szybko stworzyć. Pozostaje decyzja raczej polityczna niż gospodarcza: czy będzie w Europie Zachodniej, czy Środkowej. Dlatego prezydent rozmawiał o tym z firmą i z prezydentem Trumpem.

A jak daleko jesteśmy od stałej amerykańskiej bazy wojskowej w Polsce?

Rozmowy zaczęliśmy 3 września ubiegłego roku w Białym Domu. Naszą ambicją było sfinalizowanie procesu wraz z ogłoszeniem lokalizacji do 17 września tego roku. Na poziomie politycznym się udało. Po raz pierwszy prezydent USA powiedział publicznie, że będzie amerykańska baza w Polsce i że uzgodnił to z prezydentem Nawrockim. Faza wykonawcza, na linii MON-Pentagon, wymaga więcej czasu. Być może w Pentagonie są głosy spowalniające, być może zabrakło determinacji lub umiejętności dyplomatycznych po stronie MON. Nie przesądzam, ale faktem jest, że proces się rozciągnął, a nie powinien.

Znam tylko oficjalny powód, czyli wizytę prezydenta Chin. Choć gdy minister to spotkanie umawiał, być może było już wiadomo, że w tym czasie w Waszyngtonie będzie przewodniczący Xi. Nie chcę się dopatrywać negatywnych sygnałów. Źle, że do wizyty nie doszło. Powinna odbyć się jak najszybciej, a jeśli MON zechce, zawsze pomożemy.

Z rządu słyszymy, że decyzja co do lokalizacji i początek procesu inwestycyjnego przypadną na koniec roku, razem z zakończeniem amerykańskiego przeglądu obecności wojsk w Europie. Macie podobne sygnały ze strony amerykańskiej?

Teraz czekamy na wybór lokalizacji z bardzo krótkiej listy. Decyzje zapadną zapewne wraz z publikacją Global Force Posture Review – przeglądu amerykańskiej obecności wojskowej na świecie. Można się spodziewać ograniczenia obecności USA w Europie Zachodniej. Jak mówił ostatnio ambasador USA przy NATO Matthew Whitaker, priorytety Amerykanów to kolejno: własne państwo, półkula zachodnia, Pacyfik, a dopiero potem Europa. Obraz nie jest super optymistyczny, ale rola Polski jest w nim zarysowana inaczej. Prezydent Trump, często krytykowany, czasem z pewnym uzasadnieniem, akurat bardzo lubi Polskę.

Uważa pan, że to kwestia sympatii czy raczej jego interesu?

Jedno i drugie. Przy takim prezydencie jak Donald Trump sympatia ma znaczenie. Pewne rzeczy da się załatwić, bo lider mocarstwa lubi dane państwo, a inne kraje tego nie mogą, bo traktuje je mniej korzystnie. Dlaczego dla naszego bezpieczeństwa nie korzystać z dobrej chemii w Waszyngtonie? Temu służy polityka prezydenta.

Kiedy byliście w Stanach, premier wystąpił w Sejmie w sprawie zagrożeń. Mieliśmy też sygnały szefa czeskiego wywiadu i wizytę Ratcliffe’a w Moskwie. Jak oceniacie zagrożenie dla Polski i wschodniej flanki ze strony Rosji? Rośnie? Trump po spotkaniu z Zełenskim i w wystąpieniu w ONZ mówił, że wbrew temu, co się mówi, liczy na szybki koniec wojny.

Cele Rosji się nie zmieniają. Nie chodzi jej tylko o Ukrainę czy Donbas, ale o przebudowę architektury bezpieczeństwa co najmniej w Europie. Chce powrotu do koncertu mocarstw, w którym decyduje za innych dzięki sile militarnej i szantażowi. Od ponad czterech lat Rosja utknęła jednak na Ukrainie, bo wspiera ją Zachód, w tym Polska. Bohaterstwo ukraińskich żołnierzy nie podlega dyskusji, ale bez sprzętu nikt nie wygra. Rosja gra więc na zmęczenie Zachodu, wzmacniając to dezinformacją. Prowadzi też operacje hybrydowe, by podnieść nam cenę pomagania Ukrainie i doprowadzić do zniesienia sankcji, bo jej budżet jest w złym stanie. Widzimy to: incydenty przy granicy, próby destabilizacji kolei, kryzys migracyjny, balony, drony, napięcia na Bałtyku.

Przestrzegam jednak premiera Tuska przed wykorzystywaniem tego w rozgrywce wewnętrznej i straszeniem pełnoskalową wojną. Polacy będą się bać, jeśli premier kłamie, że ma na biurku raport bezpośrednio od szefa CIA, co okazało się nieprawdą.

A ma nie ostrzegać? Zwłaszcza że premier nie mówił o wojnie pełnoskalowej, raczej o eskalacji i incydentach hybrydowych.

Wielu europejskich liderów, z którymi prezydent rozmawiał w Nowym Jorku, a ja stałem obok, krytycznie oceniają to, jak Donald Tusk rozgrywa tę sprawę dla punktów w polityce wewnętrznej. Niektórzy mówią, że jeśli Tuskowi się wydaje, że to, czym straszy Polaków, nie jest słyszane w ich krajach, to się myli. Sianie paniki szkodzi także ich bezpieczeństwu. Wysyłają więc do Warszawy sygnały, by premier przestał grać tą kartą.

No właśnie: premier sieje panikę czy przestrzega? Nie mówił o rzeczach, które się nie zdarzyły. Prognozował eskalację tego, co już było. A więc drony, uderzenie rakiety itd.

To bardzo delikatna granica. Zachęcamy premiera, by przestrzegał, a nie siał paniki i przegrzewał temat, bo skutkiem będzie znieczulenie społeczne. Od roku mówi, że już za moment coś się stanie, i wielu Polaków już macha na to ręką. A kiedy coś naprawdę się wydarzy, nikt go nie będzie słuchał. Tak, Rosja będzie prowadzić operacje hybrydowe i zapewne je eskalować, ale nie ma powodu do paniki, którą premier próbuje wywołać.

Rzecznik rządu Adam Szłapka uważa, że to, co pan mówi o raporcie CIA, to głupota i chlapnięcie. Według niego informacje o zagrożeniach przekazano przez ministra Siemoniaka i trafiły one na biurko premiera.

Rząd próbuje bronić się po kompromitacji. Premier powiedział wprost, że dostał bardzo precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA.

Na papierze czy nie?

Polacy, słysząc to, byli przekonani, że istnieje taki dokument. A go nie było. Minister Siemoniak odbył rozmowy w USA i przekazał premierowi swoje refleksje z wizyty. To naturalna procedura.

Czyli raportu nie ma, ale minister zaraportował i stąd cały ambaras? Czy nie tworzymy wojny definicyjnej zamiast skupić się na treści ostrzeżenia, na tym, jakie wnioski z niego płyną i czy je wyciągamy?

Mogę przekazać tyle: nie brońcie, panowie, premiera w tej sprawie. Okłamał Polaków, a kłamstwo ma krótkie nogi. Taka postawa premiera podważa zaufanie sojusznicze. Amerykanom bardzo nie spodobało się to, jak premier rozgrywał kwestię rzekomego raportu. Mój wpis na X, że nie ma żadnego raportu CIA na biurku premiera, nie wynikał z domysłów, tylko z konkretnych reakcji sojuszników.

Czyli zareagował pan na prośbę Amerykanów?

Nie. Amerykanie zaczęli mnie po prostu pytać, dlaczego polski premier mówi o raporcie od szefa CIA, skoro nic takiego nie miało miejsca. Rząd zakręcił się we własnych kłamstwach i teraz wyśmiewa tych, którzy krzyknęli, że król jest nagi. Premier budował atmosferę grozy, mówiąc o bezpośrednich kontaktach z szefem CIA i specjalnym raporcie. Tymczasem jego minister po prostu opowiedział o wizycie w USA. Polacy powinni o tym wiedzieć.

Radosław Sikorski spotkał się ze swoim białoruskim odpowiednikiem. Wracamy do ocieplania relacji polsko-białoruskich?

Łukaszenka od ponad 30 lat gra w tę samą grę. Gdy chce odetchnąć od nacisków Rosji, zwraca się do Europy i prosi o zniesienie sankcji. Gdy już odetchnie, dokręca śrubę obywatelom, zamyka ich w więzieniach, a na ulicach Mińska leje się krew. Tak było w 2020 r., po kilku latach odwilży. Łukaszenka wybrał przemoc i zwrócił się ku Moskwie. Dziś pewnie przestraszył się rosyjskiej dominacji i kosztów unijnych sankcji. Skoro w Polsce rządzi inna ekipa, próbuje ocieplić relacje z Zachodem. Natura reżimu się jednak nie zmienia.

Nie znam treści rozmowy ministra Sikorskiego z ministrem Ryżenkowem ani warunków, jakie postawiła Polska. Jesteśmy sąsiadami i nimi pozostaniemy, ale przestrzegam przed naiwnością. Białoruś destabilizowała granicę i zginął nasz żołnierz Mateusz Sitek. Koszty tej polityki były gigantyczne. Białoruś więziła własnych obywateli tylko za to, że byli Polakami, i niszczyła buldożerami cmentarze akowskie. Łukaszenka chce sprzedawać potaż, a nie ma dostępu do morza, więc cena Polski za dialog powinna być wysoka. Mam nadzieję, że minister Sikorski tego nie robi dla zdjęcia i chęci pochwalenia się, jakim jest rzekomo skutecznym dyplomatą.

Jak pan ocenia szanse na porozumienie się z MSZ w sprawie ambasadorów? Może być w procentach.

To, że się dogadamy z MSZ, już było faktem. Odpowiadam więc: 100 proc.

Pytamy o finalizację porozumienia.

Tu nie jestem optymistą. Problem w tym, że minister Sikorski usiadł do negocjacji bez upoważnienia i pełnomocnictwa. Ma słabą pozycję w rządzie, a decyzje podejmuje tutaj Tusk. Okazuje się, że szef MSZ nie ma w tej sprawie żadnej podmiotowości.

To może trzeba umówić się z Tuskiem i na takim szczeblu dojść do porozumienia?

Pakiet jest na stole. Wynegocjowaliśmy go z MSZ wiosną, został zablokowany przez premiera, ale my kilka miesięcy czekaliśmy na zmianę postawy rządu. Porozumienie było dobre, bo oznaczało powrót MSZ do przestrzegania prawa i do tradycji współpracy. Obejmowało konkretne placówki i konkretne nazwiska. Premier go zablokował, bo nie chce żadnych porozumień z prezydentem. Nie chodziło o treść, o to, że może nie ta placówka albo nie ta osoba. Po prostu ma nie być porozumienia. Ale my pozostajemy otwarci. Jeśli premier zmieni zdanie, do dialogu na pewno dojdzie, bo tak prezydent rozumie interes państwa. Polska powinna mieć ambasadorów.

Może premierowi po prostu nie pasują wasze warunki? Przecież chyba nie było tak, że wszystko dogadano, a premier powiedział "nie", bo nie lubi Nawrockiego.

Premier w ogóle nie odnosił się do warunków ani nie krytykował uzgodnień. Po prostu: nie, bo nie. Ma być wojna z prezydentem, bo idzie kampania i premier chce polaryzacji. Nie ma Polakom nic do zaproponowania, więc walką z prezydentem odwraca uwagę od wysokich cen energii, słabej ochrony zdrowia i dziury budżetowej. Polacy będą codziennie elektryzowani działaniami PR-owo-prokuratorskimi.

Zgodnie z Konstytucją prezydent mianuje ambasadorów, a zasadniczy ciężar polityki zagranicznej spoczywa na rządzie.

Wyjaśnił to Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu z 2009 r. Wynika z niego, że prezydent ma współpracować z rządem, a rząd z prezydentem - w obie strony. Artykuł 133 Konstytucji mówi wprost, że prezydent mianuje i odwołuje pełnomocnych przedstawicieli RP za granicą. Rozumiemy, że są miejsca kluczowe dla rządu, jak zapewne Berlin dla premiera. Nie chcemy przejmować od niego pałeczki pierwszeństwa w polityce proniemieckiej. Ale jest wiele innych miejsc, gdzie można współpracować.

Czy ta wasza wojenka nie podkopuje na dłuższą metę skuteczności polskiej dyplomacji?

To pytanie do ministra Sikorskiego, bo to on ją wywołał. W marcu 2024 r., bez konsultacji z prezydentem Dudą, odwołał do kraju 50 ambasadorów, licząc, że sprawę rozwiąże wybór Rafała Trzaskowskiego. Zignorował kompetencje prezydenta i de facto zdekapitował 50 placówek. Gdy jako poseł z Komisji Spraw Zagranicznych zapytałem go, jaki ma plan, odpowiedział: "Mój pomysł nazywa się Rafał Trzaskowski. Po wyborach wszystko mi podpisze".

Czy prezydentem byłby Trzaskowski, czy Nawrocki - szef MSZ nie mógł ściągnąć ambasadorów z placówek?

Ambasadorów odwołuje prezydent. Minister jedyne, co może, to czasowo zawrócić ich do kraju, a na miejscu ustanowić chargé d’affaires. Obniża w ten sposób stan relacji. Czy to dobrze dla Polski? Mógł przyjść do Pałacu i powiedzieć: "Panie prezydencie, wygraliśmy wybory, pan nadal jest prezydentem, proponuję współpracę. Kilku ambasadorów oceniam źle, ale wielu powinno dokończyć kadencję." Chodziło o to, żeby uderzyć. Ale rząd się przejechał.

Chcecie mieć swoją pulę ambasadorów, a resztę zostawić rządowi?

W tym porozumieniu prezydent nie wskazał na ambasadorów żadnych swoich ministrów. Część nazwisk to profesjonalni dyplomaci, ale tacy, z którymi da się współpracować, a nie ludzie pokroju Schnepfa czy Klicha. Jeśli chodzi o profesjonalizację, niech minister Sikorski zastanowi się nad kilkoma wyborami. Czy to dobry wybór, że w Madrycie jest działaczka Platformy, a w Rzymie mąż propagandystki TVP? Że w Waszyngtonie jest były senator i minister rządu PO, a na kilku placówkach absolwenci moskiewskiej szkoły szpiegów? Czy ludzie ściągnięci z głębokich emerytur, którzy nie zajmowali się już służbą zagraniczną?

A Szymon Hołownia w Watykanie byłby z waszej perspektywy dobrym wyborem?

Według mojej wiedzy Szymon Hołownia nie jest dyplomatą.

No, zawsze można pewne rzeczy nadrobić. Pan też kiedyś nie był dyplomatą, zanim trafił do MSZ.

Każdy się uczy. Ale Szymon Hołownia jest dziś wicemarszałkiem Sejmu, posłem i ma chyba ambicję, by znów przewodzić swojemu środowisku, czyli Polsce 2050 Szymona Hołowni…

Nie, nie. Polska 2050 RP.

Czyli Rzeczpospolita przejęła Polskę 2050 od Szymona Hołowni… Zatrzymam się na tym. Jeśli rząd uważa, że Hołownia byłby doskonałym dyplomatą, może zaproponować go w zablokowanym przez premiera pakiecie zamiast mniej lub bardziej akceptowalnego kandydata. Tylko niech nikt nie mówi, że chodzi o profesjonalizację służby zagranicznej. Ewidentnie chodzi o wysłanie kolegów na placówki.

Być może, ale niektórzy kalkulują, że prezydent ma wobec niego dług wdzięczności za zaprzysiężenie.

Przestrzeganie prawa nie powinno rodzić długów wdzięczności. Marszałek Hołownia zachował się zgodnie z prawem i z przyzwoitością, co na tle tej koalicji jest wyjątkiem. Na tle bandyckich działań tej władzy zachował się inaczej i Polacy to doceniają. Nie wiem, czy zrobił to z dobroci serca, czy ze strachu przed odpowiedzialnością. Artykuł 7 Konstytucji mówi wprost, że organy władzy działają na podstawie i w granicach prawa. Pan Hołownia to rozumie, a pan Czarzasty nie. Pewnie wynika to z jego biografii członka PZPR w czasach reżimu Jaruzelskiego.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.

Minister Przydacz dla WP: "Nie ma powodu do paniki, którą premier próbuje wywołać" — KioskNews