Sebastian M. prosi o uniewinnienie. "Przekroczyłem prędkość, do czego nie powinienem dopuścić. Przepraszam"
Obrońcy podważali rekonstrukcję wypadku
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Piotr Krysztofiak tvn24.pl
Po tym, jak swoje stanowiska w mowach końcowych przedstawiła prokuratura, obrońca rodzin ofiar wypadku na A1, matka Martyny, która zginęła i obrońca oskarżonego, na sam koniec właśnie sam Sebastian M. zabrał głos.
- Najszczersze wyrazy współczucia w związku ze śmiercią państwa dzieci, nie ma adekwatnych słów, żeby opisać stratę, cierpienie i ból - zaczął oskarżony. - Media zrobiły ze mnie osobę, którą nie jestem, zawsze żyłem w poszanowaniu życia ludzkiego, a rodzina była dla mnie najważniejsza. Dlatego staram się z państwem utożsamić, utożsamić z państwa cierpieniem i stratą. Nie ma dnia, abym nie myślał o wypadku, który nie powinien się wydarzyć. Ta tragedia zmieniła los i życie wielu rodzin. Przekroczyłem prędkość, do czego nie powinienem dopuścić. Przepraszam - kontynuował Sebastian M. W czasie kiedy wypowiadał te słowa, salę sądową ze łzami w oczach opuściła matka Martyny, która zginęła w wypadku na A1. - Tego nie można było słuchać - mówiła potem na korytarzu kobieta.
Sebastian M. prosił sąd o uniewinnienie
Źródło zdjęcia: Piotr Krysztofiak tvn24.pl
"Proszę o uniewinnienie"
Sebastian M. po chwili zaczął odnosić się do samego zdarzenia i po raz kolejny przekonywał, że jest niewinny. - Zanim ktokolwiek dysponował kompletnym materiałem, zanim przesłuchano biegłych, dla opinii publicznej było już wiadomo, że to ja zabiłem trzy osoby - mówił. - Posiadam prawo jazdy od 18. roku życia i nigdy nie spowodowałem kolizji ani wypadku, żyłem zawsze z poszanowaniem życia ludzkiego i nigdy nie chciałem nikomu zrobić krzywdy. Uważam, że materiał dowodowy stoi w sprzeczności z ustaleniami biegłych, dlatego proszę sąd o uniewinnienie mnie od zarzutu spowodowania wypadku - zakończył Sebastian M. Sędzia Renata Folkman przekazała, że wyrok ogłosi 21 października w samo południe
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.