Mamy kopię tajemniczego dysku polskiej aktywistki. Kosztował ją życie
Wirtualna Polska dotarła do dokumentów, które zgromadziła Monika Silva-Koniuszek, aktywistka zamordowana w Ekwadorze. Polka odkryła sieć spółek powiązanych z albańskimi gangami, które służyły do prania pieniędzy z narkobiznesu. Powiadomiła o tym rząd ekwadorski i ambasadę USA w Quito, ale te nie zareagowały.
- Do Wirtualnej Polski zgłosił się mężczyzna, który przekazał nam dokumenty z dysku, na którym Monika Silva-Koniuszek gromadziła dowody na temat afer gruntowych i powiązań ekwadorskich polityków ze światem narkobiznesu.
- Polka alarmowała o tym m.in. ambasadę USA w Quito. Doszło do spotkania, ale potem kontakt się urwał. Amerykanin, z którym rozmawiała, nie odpowiedział na naszą prośbę o kontakt.
- – Dostarczyła mi serię dokumentów i kilka tropów dotyczących osób powiązanych z korporacją Noboa Trading – mówi WP ekwadorski dziennikarz Andrés Duran. Gdy oskarżył w swoich publikacjach prezydenta kraju i jego krewnych o powiązania z kartelami, musiał uciekać z kraju.
- W przemyt narkotyków z Ekwadoru zamieszana była również mafia albańska. Mimo że zarówno ekwadorskie MSW, jak i ambasada USA w Quito wiedziały, że Silva-Koniuszek wystąpiła otwarcie przeciwko gangom z Albanii i dostawała od nich pogróżki, nigdy nie zaoferowały jej pomocy.
- Polka została zamordowana 8 czerwca 2026 r. w nadmorskim kurorcie w Montañita.
- Niezależnie od ekwadorskich śledczych postępowanie w sprawie śmierci aktywistki prowadzi Prokuratura Okręgowa w Olsztynie. Prokurator prowadzący sprawę odmówił rozmowy z WP.
Polka została znaleziona martwa w hostelu, który prowadziła w nadmorskim kurorcie w Montañita w Ekwadorze. Tego dnia rano odprowadziła córki do szkoły. W domu stał włączony komputer, a na kuchence obiad do odgrzania.
Monika Silva-Koniuszek zamieszkała w Montañita w 2018 r. Aktywistka angażowała się w tematy środowiskowe. W 2022 r. założyła fundację La Integridad (Uczciwość). To wtedy ujawniła m.in. proceder nielegalnego handlu ziemią w prowincji Santa Elena, w który jej zdaniem zamieszane były polityczne elity Ekwadoru oraz kartele narkotykowe.
W listopadzie 2025 r. Polka odkryła kamery skierowane na swój dom. Miał założyć je, wbrew woli mieszkańców, wpływowy biznesmen powiązany z politykami z regionu. – To było jak kartka zostawiona na wycieraczce: "Będziesz następna" – mówi współpracownik Silvy-Koniuszek. – Wiedziała, że śledzą każdy jej krok.
WIDEO
Wyroki, gangi i paserstwo. Baczyński ujawnia mroczną stronę MMA:
WIDEO
Dysk Moniki Silvy
Od marca 2026 r. Polka regularnie pisała w mediach społecznościowych, że obawia się o swoje życie. Powtarzała, że kartele narkotykowe wyznaczyły cenę za jej głowę.
Następnego dnia po znalezieniu jej ciała John Reimberg, minister spraw wewnętrznych Ekwadoru, ogłosił, że Silva-Koniuszek popełniła samobójstwo. W lokalnych mediach pojawiły się informacje o jej rzekomej depresji, nożu, który leżał przy łóżku, a nawet o wiadomości pożegnalnej, którą miała wysłać do partnera. Jak się okazało, były to niepotwierdzone plotki.
W Ekwadorze każda gwałtowna śmierć kobiety musi być badana jako potencjalne "kobietobójstwo", aby wykluczyć związek śmierci z płcią ofiary. Dlatego w sprawę zaangażowały się CEPAM, organizacja specjalizująca się w obronie praw kobiet, a także niezależna organizacja CDH (Stały Komitet na rzecz Obrony Praw Człowieka).
Po ich interwencji przeprowadzono drugą sekcję. Dokonali jej biegli sądowi i lekarze z Guayaquil w obecności dwóch lekarzy sądowych wysłanych przez Sąd Najwyższy Argentyny, którzy pełnili rolę niezależnych obserwatorów technicznych. Powtórna autopsja wykluczyła samobójstwo, wykazała, że przyczyną śmierci aktywistki były cios w głowę oraz uduszenie.
Zgodnie z ekwadorskim prawem prokuratura utajniła wstępnie postępowanie i przez ponad cztery miesiące (129 dni) nie chciała wydać ciała Polki rodzinie. W tym czasie do Wirtualnej Polski zgłosił się przez pośrednika mężczyzna, który przekonywał, że ma dysk, na którym Polka gromadziła dokumentację na temat afer gruntowych i powiązań polityków ze światem narkobiznesu.
Jako dowód przesłał nam początkowo część dokumentów, a kilka tygodni później przekazał kopię zawartości dysku.
Rozpracowywała transgraniczną sieć
To prawie pół tysiąca plików, często publicznie dostępnych, a wśród nich takie, które szczegółowo opisują m.in. działalność panamskiej spółki Sunshine Management Limited. Silva-Koniuszek wykazuje w zebranych materiałach, że szeroka sieć firm-krzaków powiązanych ze spółką służyła do transgranicznego mechanizmu prania pieniędzy między Ekwadorem a Panamą.
W procederze miało uczestniczyć sześciu obywateli USA figurujących jako jej akcjonariusze. Wśród nich jest m.in. kobieta, która ma udziały w ponad 900 firmach (wiele z nich zostało założonych tego samego dnia), a także dwie osoby skazane prawomocnie za udział w przemycie narkotyków.
14 lipca 2025 r. wszystkie zebrane informacje Polka wysyła w osobnych pismach do Lawrence’a Petroni’ego, ambasadora USA w Quito, biura prezydenta Ekwadoru Daniela Noboi oraz szefa MSW Johna Reimberga.
Silva-Koniuszek wskazywała, że kluczowy wątek dotyczy kupna ziem przez gminę Santa Elena w latach 2009-2013 (za kadencji burmistrza Otto Very) od prywatnego konsorcjum powiązanego z Grupą Sunshine za ponad 10 mln dolarów. Gmina otrzymała grunty pod projekt mieszkaniowy, który nigdy nie powstał, a sieć spółek powiązanych z Sunshine przejęła z kolei m.in. atrakcyjne nadmorskie tereny w Manglaralto (w tym chronione obszary mangrowców).
Polka opisała również tropy wskazujące na to, że miejscy urzędnicy fałszowali księgi wieczyste, co umożliwiło przejęcie prywatnych działek w Punta Blanca, nieopodal miejsca, w którym w marcu 2023 r. znaleziono ciało Rubéna Davida Cherresa Fagglioniego. To przedsiębiorca, który zarządzał nieformalną siecią wpływów, która za łapówki oferowała stanowiska w państwowych spółkach i był powiązany z mafią albańską. Skandal z jego udziałem był jednym z powodów do wszczęcia procesu impeachmentu wobec Guillermo Lasso, ówczesnego prezydenta kraju.
Prokuratorskie śledztwo w sprawie Grupy Sunshine i sprzeniewierzenia środków publicznych zostało w 2018 r. zablokowane przez Prokuraturę Generalną Ekwadoru i zarchiwizowane. Pozwoliło to burmistrzowi Otto Verze objąć mandat posła i funkcję wiceprzewodniczącego Zgromadzenia Narodowego.
W listopadzie 2025 r. na zawiadomienie Polki do ekwadorskiego MSW odpowiedział wiceminister Jorge Andrés Rivadeneira Brown. Poinformował, że sprawa została skierowana do Mauricio Torresa, Kontrolera Generalnego Stanu, który prowadzi "audyt specjalny". W konsekwencji Silva-Koniuszek złożyła wniosek o kontrolę parlamentarną Kontrolera Generalnego z powodu blokowania spraw korupcyjnych, w których pojawiały się nazwiska znanych polityków. Polka oskarżyła go też o nepotyzm, za co urzędnik wytoczył jej proces o zniesławienie.
Obrońcą Polki w tym procesie był mecenas Washington Andrade Escobar, uznany adwokat z Quito i jeden z inicjatorów procedury odwołania prezydenta Daniela Noboi. Escobar chciał wykazać, że publiczne twierdzenia Polki były prawdziwe i oparte na faktach.
Sędzia przychyliła się do jego wniosków i nakazała m.in. Prokuraturze Generalnej i Radzie Sądownictwa udzielić informacji na temat nepotyzmu w urzędzie kontrolera.
– Gdy informacja o śmierci Moniki była już powszechnie znanym faktem, sędzia kontynuowała sprawę i wyznaczała kolejny termin rozprawy. Dlatego złożyłem oficjalną skargę dyscyplinarną do Dyrekcji Prowincjonalnej Rady Sądownictwa, bo moim zdaniem sędzia popełniła poważne błędy. Sprawa jest w toku – mówi Washington Andrade w rozmowie z WP.
Spotkanie, po którym ambasada zamilkła
Wiosną 2026 r., gdy wyznaczono termin pierwszej rozprawy o zniesławienie, Silva-Koniuszek już realnie obawiała się o życie. Dlatego sędzia zgodziła się na rozprawę on-line. Polka próbowała wtedy opuścić Ekwador z dwiema córkami (nie zgodził się na to mąż, który mieszka w Brazylii) i zdesperowana szukała pomocy w ambasadzie USA w Quito. Jak sama pisała w mediach społecznościowych, oferowała Amerykanom poufne dokumenty.
Ślady korespondencji Silvy-Koniuszek z przedstawicielem amerykańskiej placówki znaleźliśmy na wspomnianym dysku.
12 marca 2026 r. Koniuszek napisała do przedstawiciela ambasady USA na internetowym komunikatorze. Umawiają się na spotkanie w kawiarni Nuts and Coffee w Quito. Amerykanin informuje, że przyjdą z nim dwie kobiety: analityczka i agentka.
Dzień po spotkaniu Polka pisze do mężczyzny, ale ten nie odpisuje. Kolejną wiadomość Silva wysyła w nocy: "Martwię się, że nie odpowiadasz". Znów milczenie. Sześć dni po spotkaniu Silva-Koniuszek informuje Amerykanina, że czekała w ambasadzie dłuższy czas, ale ochroniarze zasugerowali jej, by zadzwoniła do osoby, z którą była w kontakcie.
Jak udało nam się ustalić, Silva-Koniuszek pojechała do Quito poprosić o ochronę DEA, amerykańskiej agencji antynarkotykowej. Liczyła na pomoc USA, bo te walczą z kartelami w regionie, np. ostatnio uznały ekwadorski gang Los Chone Killers za organizację "terrorystyczną".
Miała też przekazać Amerykanom poufne dokumenty, które uderzają nie tylko we wpływowe osoby zamieszane w afery gruntowe, ale także w firmę Noboa Trading, rodzinną firmę prezydenta Ekwadoru zajmującą się głównie eksportem i dystrybucją bananów.
Nie jest tajemnicą, że prowincja Santa Elena, w której mieszkała, jest kontrolowana przez współpracowników prezydenta. Sam Noboa zaczynał polityczną karierę jako parlamentarzysta z tego regionu.
Rok temu dziennikarz Andres Duran ujawnił, że firma Noboa Trading jest zamieszana w przemyt narkotyków do Europy. Potwierdził, że 600-kilogramowy transport kokainy skonfiskowany w Turcji w 2023 r. był ukryty w kartonach po bananach. Przedstawił też dowody na wysyłkę kokainy do m.in. Włoch i Chorwacji w latach 2020-2024, czyli już po objęciu przez Noboę urzędu prezydenta.
Po publikacjach, w których oskarżał prezydenta i jego krewnych o powiązania z kartelami, dziennikarz został wezwany na przesłuchanie przed Zgromadzeniem Narodowym Ekwadoru. Gdy zaczął dostawać groźby śmierci, wyjechał z kraju i dziś mieszka w Hiszpanii.
– Gdy zaangażowałem się w sprawę, skontaktowała się ze mną Monika. Na początku nie traktowałem tego poważnie, ale w pewnym momencie dostarczyła mi serię dokumentów i kilka tropów dotyczących osób powiązanych z korporacją Noboa Trading, które, jak mi się wydaje, dostała od byłych pracowników korporacji – mówi Wirtualnej Polsce Andres Duran. – Od razu zacząłem ją przekonywać, by uciekała z Ekwadoru. Zadarła z potężną mafią, która zadomowiła się w naszym państwie.
Jeszcze przed spotkaniem z przedstawicielem ambasady USA Polka wysyła mu dokument tekstowy oraz nazwisko: "Jose Luis R. B. (pełne dane do wiadomości redakcji)". Mężczyzna w latach 2017, 2022 i 2024 miał cztery sprawy o przemyt narkotyków. Jego pracodawcą był Roberto Ponce Noboa, kuzyn prezydenta. A w jednej ze spraw bronił go najbliższy doradca prezydenta. Wskazanemu przez Silvę-Koniuszek mężczyźnie nigdy nie postawiono zarzutów.
Mimo przesłanych dowodów, zdaniem Polki świadczących o przemycie narkotyków przez rodzinną firmę prezydenta Ekwadoru, po spotkaniu Amerykanin przestał odbierać telefony. Nam również, mimo wielu prób, nie udało się z nim skontaktować.
Ambasada USA w Quito, podobnie jak ambasada Ekwadoru w Austrii (to ta placówka obsługuje relacje dyplomatyczne i sprawy konsularne dotyczące Polski), nie odpowiedziała na nasze pytania.
– Powiem wprost i brutalnie: Amerykanie olali Polkę. Choć to nie było przecież tak, że przyszła z ulicy i powiedziała: "Hej, Ameryko, Putin zabił kobietę w łazience" – mówi prawnik, z którym się konsultowała Silva-Koniuszek. – Miała poufną dokumentację, która opisywała operacyjną część eksportu firmy odpowiadającej przecież za eksport bananów na cały świat, kontrolującej porty w Ekwadorze i mającej potężne wpływy w polityce i biznesie.
Ekwador - raj albańskiej mafii
W obu przypadkach, zarówno w sprawie Noboa Trading powiązanej z prezydentem, jak i w sprawie Sunshine Group, schematy działania są podobne. Są w nich: sieć spółek sięgająca Panamy, osoby zamieszane w przemyt kokainy, a w tle podejrzane transakcje, za którymi stały osoby powiązane z mafią albańską.
W ostatnich latach Ekwador, z gospodarką opartą na amerykańskim dolarze, nieszczelnymi granicami, skorumpowaną policją i sądami, stał się atrakcyjną przystanią dla grup przestępczych z Ameryki Łacińskiej i Europy, głównie gangów z Albanii.
To właśnie Albańczycy zdominowali dekadę temu rynek dostaw kokainy na Stary Kontynent. W efekcie z ekwadorskich portów wypływa dziś 70 proc. kokainy produkowanej w Peru i Kolumbii, a lwia część trafia na europejskie rynki.
Albańczycy przywieźli do Ekwadoru nie tylko kontakty z meksykańskimi kartelami, know-how z europejskich portów, ale także zabójstwa na zlecenie. W ostatnich latach w mafijnych porachunkach zginęło kilku narkotykowych bossów z bałkańskiego kraju. Mordowani są też aktywiści, urzędnicy, prawnicy i prokuratorzy, którzy występowali przeciwko narkobiznesowi.
Ta albańska ekspansja doprowadziła do tego, że w 2025 r. Ekwador stał się czwartym najbardziej krwawym krajem na świecie według Globalnego Indeksu Przestępczości Zorganizowanej. A w nadmorskiej prowincji Santa Elena, w której mieszkała Silva-Koniuszek tylko w latach 2020-2025 wskaźnik "zgonów z powodu przemocy" wzrósł o 1126 procent.
Model działania Albańczyków jest podobny do tego, jaki występował w sprawach, które badała Silva-Koniuszek. Gangsterzy za pośrednictwem podstawionych osób zakładają w Ekwadorze lub Panamie firmy eksportujące tropikalne owoce, które stanowią przykrywkę dla nielegalnej działalności. A gotówkę piorą, inwestując w atrakcyjnie położone nieruchomości, współpracując przy tym z państwowymi urzędnikami.
Bałkański ślad w bliskim sąsiedztwie
W przypadku Moniki Silvy-Koniuszek pojawia się jeszcze jeden "bałkański ślad".
Wieczorem tego samego dnia, w którym znaleziono ciało Polki, ekwadorska policja zrobiła nalot na willę oddaloną o ok. 2,5 kilometra od domu Silvy-Koniuszek. Akcja miała kryptonim "Varsovia", a jej głównym celem był Tomasz J.
Ten 48-letni Polak (ma również ekwadorski paszport) był poszukiwany czerwoną notą Interpolu. Jego nazwisko pojawia się w śledztwie w sprawie międzynarodowego gangu narkotykowego prowadzonym przez Lubelski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej. Nasz informator mówi, że Tomasza J. obciążyły zeznania Bartosza B., byłego herszta bojówki pseudokibiców Lechii Gdańsk, który został świadkiem koronnym i zaczął sypać byłych współpracowników.
Ustaliliśmy, że zarówno Tomasz J., jak i jego partnerka znali się z Silvą-Koniuszek. Kobieta była nawet w grupie osób, które zgromadziły się pod domem zamordowanej Polki, gdy w miasteczku gruchnęła wieść o jej śmierci.
Sprawę zatrzymania Tomasza J. szczegółowo opisaliśmy na łamach WP. Dotarliśmy do akt wielowątkowego śledztwa, które ruszyło osiem miesięcy temu. Prowadzi je Specjalistyczna Jednostka ds. Dochodzeń przeciwko Transnarodowej Przestępczości Zorganizowanej przy Prokuraturze Generalnej Ekwadoru we współpracy z Interpolem, opierając się na wiadomościach przechwyconych ze Sky ECC. To komunikator używany przez międzynarodowe grupy przestępcze do handlu narkotykami i prania pieniędzy.
W 2021 r. służby z Francji, Belgii i Holandii – przy wsparciu Europolu – złamały zabezpieczenia komunikatora i przejęły miliony wiadomości. Na tej podstawie międzynarodowe służby aresztowały lub objęły śledztwami ponad 6,5 tys. osób na całym świecie. Śledczy, dzięki analizie wiadomości i rozmów prowadzonych głównie po polsku (niekiedy po hiszpańsku) oraz po pinach innych użytkowników, odtworzyli sieć kontaktów "Diablo".
Prokurator Borman Peñaherrera: – Ustaliśmy, że to Tomasz J. był jednym z przywódców międzynarodowej organizacji przestępczej i jednym z głównych łączników ekwadorskich karteli z mafią albańską.
Wraz z Polakiem wpadli też Albańczyk Daci P., uznawany przez śledczych za "emisariusza albańskiej mafii w Ekwadorze" oraz kilkunastu obywateli Ekwadoru.
Członkowie organizacji ukrywali kokainę w kontenerach z legalnymi produktami (m.in. bananami i owocami morza). Następnie wysyłali narkotyki z głównych portów Ekwadoru do Europy (w tym do Polski, Holandii, Belgii i Niemiec). Według szacunków śledczych przez kilka lat działalności mogli przemyć do dwudziestu kilku ton narkotyków.
W Montañita – wśród znajomych aktywistki – rozeszły się plotki, że "polskie" sprawy, czyli zatrzymanie Tomasza J. i zabójstwo Silvy-Koniuszek, mogą być powiązane. Jedna z osób, która pragnie zachować anonimowość, przyznaje, że zastanawia ją fakt, że ekwadorskie MSZ pochwaliło się zatrzymaniem Polaka, gdy na świecie zaczęło być głośno o śmierci jego rodaczki.
– Może władza w Ekwadorze próbuje w ten sposób "przykryć" sprawę Moniki? – pyta inna osoba, która zna obie sprawy.
– Te dwa wydarzenia nie mają ze sobą absolutnie nic wspólnego – ucina jednak prokurator Borman Peñaherrera. – Jak wspomniałem, śledztwo ruszyło osiem miesięcy temu, gdy Europol przesłał nam informacje, które musieliśmy przetworzyć.
Co zrobi prokuratura w Polsce?
Mimo że zarówno ekwadorskie MSW, jak i ambasada USA w Quito wiedziały, że Silva-Koniuszek wystąpiła otwarcie przeciwko gangom z Albanii i dostawała od nich pogróżki, nigdy nie zaoferowały jej pomocy. Po zabójstwie Polki ekwadorska prokuratura nie wydała jej zwłok przez cztery miesiące.
Zgodziła się na to dopiero 15 października. Wówczas kilkanaście osób, głównie przyjaciół, sąsiadów Polki z Montañita i działaczy społecznych zebrało się spontanicznie pod budynkiem prokuratury, by pożegnać Silvę-Koniuszek.
– Minęło 125 dni, ale teraz rozpoczyna się droga, podczas której odkryjemy prawdę o tym, co naprawdę się wydarzyło – mówił Alfonso Ortiz z CDH, który stwierdził, że to "historyczny moment" dla wszystkich, którzy domagają się sprawiedliwości w jej sprawie.
Karawan z ciałem Silvy-Koniuszek wyruszył do stołecznego Quito, a następnie zwłoki zostały przetransportowane do Polski. Niezależnie od ekwadorskich śledczych postępowanie w sprawie śmierci aktywistki prowadzi Prokuratura Okręgowa w Olsztynie. Niewykluczone, że w Polsce zostanie przeprowadzona jeszcze niezależna autopsja. Prokurator prowadzący sprawę odmówił rozmowy z WP.
Silva-Koniuszek zostanie pochowana w kraju, jednak mimo dochodzeń prowadzonych przez dwie prokuratury jej polska rodzina nie wierzy, że sprawa morderstwa zostanie kiedykolwiek wyjaśniona. W tle jest też skomplikowany los córek zamordowanej. Przebywają one obecnie u babci w Brazylii, ale ich ojciec i były mąż Silvy-Koniuszek, pochodzący z Brazylii, zamieszkał w hostelu w Montañita i chce tam sprowadzić dzieci.
* Reportaż powstał dzięki wsparciu i współpracy z Balkan Investigative Reporting Network.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.