To oni chcą odwołać Rafała Trzaskowskiego. Jest 75 tys. podpisów, suma wszystkich pretensji
Inicjatorem akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum jest Maciej Wilk, działacz społeczny i aktywista, szef Stowarzyszenia "Tak dla CPK". Jest menedżerem lotniczym.
Wirtualna Polska sprawdziła, kim są ludzie podpisujący listy poparcia dla referendum ws. odwołania Rafała Trzaskowskiego i co ich do tego skłania. Niektórzy przychodzą z konkretnym osobistym zarzutem. Inni mówią o wieloletnim rozczarowaniu warszawskimi władzami. Są też tacy, którzy po prostu chcą pokazać Trzaskowskiemu czerwoną kartkę ze złości.
Stajemy w punkcie zbiórki podpisów w centrum Warszawy, przy wyjściu stacji metra Centrum. Przewijają się tu tysiące osób. Organizatorzy mówią, że w najlepsze południa udaje im się zebrać nawet 400 podpisów. Ale referendum ma również swoich przeciwników. - Stój sobie, stój, wieśniaku, faszysto jeden! To won z mojego miasta! Patrzcie, bojówki Grzegorza Brauna! - pokrzykuje czworo przechodzących seniorów.
Pytam, dlaczego bronią Rafała Trzaskowskiego. Sam szybko obrywam epitetami.- A ty co? Znudziło ci się życie w dobrobycie? Paszoł! - słyszę.
Zanim cokolwiek się wyjaśni, atmosfera gęstnieje i lecą złe słowa. - No, no, no, ja byłem w harcerstwie! - denerwuje się jeden z przechodniów, reagując na słowo "komuch". "Idź do kościółka!", "Debilu jeden","Cham". - Warszawa wypiękniała, a wy chcecie wyrzucać prezydenta?! To jest jakaś głupota! Człowiek zrobił z Warszawy światowe miasto! – rzuca ze złością obrończyni Trzaskowskiego.
Przy stoliku, przy którym zbierane są podpisy, pojawiają się dwie młode kobiety. - Przepraszam, ja podpisuję! - mówi jedna. To 25-letnia Zuzanna. Ma osobistą zadrę do prezydenta Warszawy.
- W tym roku obroniłam magisterkę, znalazłam pracę. Jestem mobilna, sporo jeżdżę po centrum. Widzę, że zwężane są ulice, likwidowane miejsca parkingowe po to, aby specjalnie tworzyły się korki. Potem chcą znowu ograniczać ruch - tłumaczy. To jednak nie wszystko. Zwraca uwagę na Strefę Czystego Transportu. Po 2027 r. jej Fiat Stilo ma stracić możliwość wjazdu do części Warszawy objętej ograniczeniami. - To jest ideologia przeciwko normalnym, pracującym ludziom - mówi.
Podpisuje listę bez wahania. To samo robi jej koleżanka. Obie deklarują, że w poprzednich wyborach prezydenckich głosowały na Sławomira Mentzena.
Chwilę później do stolika podchodzi 65-letnia Małgorzata. Jej zarzut wobec Trzaskowskiego: - Jestem ofiarą programu "Miejski Eksperyment Mieszkaniowy" - przedstawia się. Dalej słyszę, że chodzi o program z lat 1998-2002. Mieszkańcy oddawali miastu swoje dotychczasowe, często niewielkie mieszkania, a w zamian na wynajem otrzymywali większe lokale wybudowane przez miasto.
Jedną z najważniejszych obietnic było to, że w przyszłości będą mogli je wykupić na własność. Tak się jednak nie stało, bo wizja wykupu lokali była tylko ustna - nie została zapisana ani w umowie najmu, ani w akcie notarialnym przeniesienia własności lokalu . Takie stanowisko przedstawiła najpierw była prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, a w 2026 r. potwierdziła w rozmowie z dziennikiem "Rzeczpospolita" rzecznik prasowa obecnego włodarza Warszawy. 3 tys. mieszkańców tych mieszkań czuje się oszukanych.
Małgorzata kładzie na stoliku kopertę z kartą z podpisami. - Jest kilka: mój, męża, 96-letniej mamy i naszego syna. Jeszcze innych przekonam - zapowiada. - Rodzina prawicowych Warszawiaków, a mama z arystokratycznymi korzeniami - przedstawia się.
Mieszka na najdroższej ulicy Warszawy. Co nie pasuje?
Kolejny rozmówca to 53-letni Karol Goliński, radny osiedla Centrum, z zawodu spawacz. Ale on stoi w Centrum nie po to, żeby podpisać listę. Sam ją prowadzi i osobiście namawia przechodniów do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego.
Goliński mieszka z rodziną, w tym dwójką dzieci tuż obok ulic Złotej i Widok - jednej z najbardziej efektownych inwestycji w centrum Warszawy. Kiedyś był tu zwykły miejski ruch. Dziś są drzewa, trawa, klomby, fontanna i ograniczony ruch samochodowy. Remont kosztował 49 mln zł. Tłumy mieszkańców i turystów przychodzą tu zrobić zdjęcie z Pałacem Kultury i Nauki w tle. Tak mu źle? Dla władz miasta to jedna z wizytówek zmian w centrum. Dla Golińskiego - symbol tego, co z Warszawą zrobił Trzaskowski.
- Prezydent zamienia kawałki miasta w turystyczne enklawy. Ładnie to wygląda na zdjęciach, ale w centrum nie da się normalnie żyć. Zlikwidowali miejsca parkingowe, ograniczyli przejazd, nie mam jak podjechać do domu samochodem. A przecież wcześniej żyliśmy tu normalnie. Przywykłem do odgłosów miasta – mówi.
Teraz, jak twierdzi, słyszy inne. - Jednodniowi turyści drą się przez całą noc. Ludzie wyprowadzają się z centrum, znikają tu normalne obiekty: przedszkole, przychodnie, a powstały same knajpy. Dlaczego prawdziwi mieszkańcy tego miasta mają ustępować miejsca osobom, które przyjeżdżają zrobić sobie zdjęcie, wypić drinka z palemką albo wynająć mieszkanie na Airbnb? - pyta.
Goliński, jako autor listy poparcia, przekonuje, że jego akcja nie skupia wyłącznie przeciwników zmian w centrum. - Wielu ludzi, którzy podpisują listę, mieszka w dzielnicach, które na takie inwestycje czekają latami albo są przez nie omijane - mówi. Wymienia Wrzeciono i Ursus, ale także Pragę. Jego zdaniem mieszkańcy mają poczucie, że miasto potrafi szybko wydać dziesiątki milionów na efektowną inwestycję w centrum, podczas gdy w ich okolicy latami nie mogą doczekać się podstawowych zmian.
"Nie twierdzę, że Warszawa to gruzy"
- Nie jesteśmy żadnymi spiskowcami. Słyszę wyzwiska, a przecież działamy społecznie w swoich dzielnicach - mówi inny z liderów zbierania podpisów Tomasz Kulpa, z dzielnicy Ochoty. - Układ warszawski wokół Rafała Trzaskowskiego i ludzie Marcina Kierwińskiego nie chcieli dopuścić mieszkańców do głosu. Widzieliśmy blokowanie nocnej prohibicji, próby wyparcia afery w Szpitalu Południowym. A demokracja nie może polegać na tym, że mieszkańcy dowiadują się o wszystkim po fakcie albo miesiącami czekają na podjęcie ważnych decyzji - dodaje nieco patetycznie Kulpa.
- Normalnie wydają pieniądze głupio, a jak przychodzi okres wyborczy, prezydent się uaktywnia i wtedy nagle rozkopują całe miasto. I ten układ tak trwa latami - mówi.
- Nie twierdzę, że Warszawa to gruzy. Uważam po prostu, że może być jeszcze lepiej zarządzana - wtóruje poprzednikowi Włodzimierz Sroczyński, ekspert od historii Warszawy jeden ze zwolenników referendum (na zdjęciu powyżej). Zbiera podpisy na Mokotowie.
75 tys. oburzonych. Na co liczą zwolennicy referendum?
Aby referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego mogło się odbyć, potrzebują co najmniej 132 tys. podpisów mieszkańców Warszawy. W piątek na liczniku było 75 tys. Inicjatorzy akcji referendalnej chcą zebrać ich znacznie więcej, niż wynosi wymóg. Jak dowiaduje się WP, liczą przede wszystkim na politycznych przeciwników Koalicji Obywatelskiej.
Organizatorzy stworzyli mapę preferencji wyborczych z ostatnich wyborów prezydenckich i szukają poparcia tam, gdzie żyją przedstawiciele elektoratu Karola Nawrockiego (362 tys. głosów w II turze), Sławomira Mentzena (103 tys. ) czy Adriana Zandberga (Razem), który zdobył w Warszawie 92 tys. głosów. Z relacji osób zbierających podpisy wynika, że do akcji przyłączają się również niektórzy wyborcy Lewicy.
Organizatorzy chcą też dotrzeć do mieszkańców bezpośrednio. Maciej Wilk, inicjator "Stołecznej Operacji Referendalnej", ogłosił akcję rozdysponowania 400 tys. kart referendalnych do skrzynek pocztowych Warszawiaków. Cel jest prosty: przyspieszyć zbiórkę podpisów pod wnioskiem o referendum.
Sam Trzaskowski przekonywał już w maju, że nie obawia się takiego scenariusza. - My pracujemy przez cały czas z pełną parą, nie oglądając się na to, co się dzieje – mówił, przyznając jednocześnie, że "referendum zawsze jest możliwe". Kiedy udzielał wypowiedzi przesądzony był już upadek Aleksandra Miszalskiego (KO), prezydenta Krakowa.
Prezydent Warszawy przyjął strategię niekomentowania większości zarzutów formułowanych przez organizatorów. W ten sposób nie chce dodatkowo nagłaśniać akcji. Wyjątkiem były m.in. pretensje dotyczące likwidacji miejsc parkingowych. Trzaskowski opublikował w mediach społecznościowych nagranie, na którym pokazywał wolne miejsca w stołecznych parkingach podziemnych.
Politycy Koalicji Obywatelskiej, w tym posłanka Dorota Łoboda, oficjalnie wspierają stanowisko prezydenta. Przekonują, że wśród Warszawiaków nie widać obecnie realnych emocji ani determinacji, które mogłyby doprowadzić do jego odwołania.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.