Polski dowódca reaguje po katastrofie rosyjskiego bombowca. Sugestywny wpis, mamy wyjaśnienie
Katastrofa "Beara" (bo taki kryptonim nosi Tu-95 w systemie NATO) budzi emocje. To duży, ciężki bombowiec, służący do bombardowań strategicznych, mogący wykonywać loty międzykontynentalne. W momencie jego konstruowania miał on dolecieć z ówczesnego ZSRR do USA, zbombardować teren Stanów Zjednoczonych i wrócić.
Samolot, o którym mowa, spadł w obwodzie amurskim na Dalekim Wschodzie. Według przekazywanych przez stronę rosyjską informacji nikt z załogi nie przeżył. Zginąć miało sześć osób.
Na ciekawą rzecz zwrócił uwagę po zdarzeniu Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ), gen. dyw. pilot Ireneusz Nowak. Napisał on w serwisie X, że mógł to być ten samolot, który odpalił bardzo konkretny pocisk - chodzi o rakietę, która 30 lipca, po przekroczeniu polskiej granicy, eksplodowała pod wsią Tarnawy-Kolonia na Lubelszczyźnie.
Zaroiło się od sugestii, że mogła to być akcja odwetowa. Co na to sam gen. Nowak? Wirtualnej Polsce odpowiedział krótko:
– Nie komentuję tego. To był prywatny wpis, bez żadnego głębszego kontekstu. Dość już mamy sensacji – przekazał gen. Nowak.
Trudno byłoby podejrzewać gen. Nowaka o taką nieostrożność, jak ujawnienie możliwości polskich służb. Zapytany o to były Szef Służby Wywiadu Wojskowego, gen. bryg. Marek Łapiński powiedział Wirtualnej Polsce, że "gdyby nasze służby posiadały takie zdolności i je wykorzystały, bylibyśmy ostatnimi idiotami, gdybyśmy w jakikolwiek sposób to potwierdzili".
O co chodziło Dowódcy Operacyjnemu?
Wyjaśnienie tego może być jednak dużo bardziej prozaiczne, niż można oczekiwać. Zapytaliśmy o to byłego dowódcę Centrum Operacji Powietrznych, gen. broni pil. Sławomira Dygnatowskiego.
Ten wskazuje, że DO RSZ mogło mieć po prostu dokładne dane, że ta konkretna maszyna została poderwana w lipcu, by dokonać ostrzału Ukrainy. Nie muszą kryć się za tym żadne tajne operacje i ukryte teorie.
Jak mówi oficer, jeżeli Dowództwo Operacyjne ma historię działań samolotów strategicznych lotnictwa rosyjskiego, to może też dysponować informacjami uprawdopodabniającymi taką możliwość.
– Przy czym nie sądzę, by była to informacja z naszych źródeł. Nie jest żadną sensacją, że ten samolot wreszcie, że tak powiem, zaparkował na ziemi na stałe. Ale taką informację przyjęliśmy z ogromną satysfakcją i czekamy na więcej – mówi gen. Dygnatowski.
Jak mówi, przy każdym starcie takiego nieprzyjacielskiego samolotu badana jest jego trasa. To, co może być potencjalnym celem ostrzału. Dodaje, że bazujemy w takich przypadkach na informacjach naszych sojuszników, dzięki temu można jednak dość dokładnie określić rubieże (ważne strategicznie odcinki), które mogą być przy ich pomocy atakowane. A także kierunki ataku.
Samoloty z lat 50. XX wieku
Tu-95 to samoloty z lat 50. XX wieku, odpowiedniki amerykańskich ciężkich bombowców B-52. Były co prawda wielokrotnie modyfikowane, także do przenoszenia rakiet manewrujących, ale w ocenie gen. Dygnatowskiego to "ostatek" tego, czym może dysponować Rosja. Bardziej nadają się dziś do odpalania rakiet dalekiego zasięgu niż do przeniknięcia przez OPL jakiegoś zaawansowanego technologicznie kraju.
Bez zaopatrzenia w części zamienne, silniki, elektronikę takich sytuacji może być więcej. Zdolności produkcyjne Rosjan są ograniczone. Nie pozyskują także nowych technologii. Nie pomaga im to raczej w odtwarzaniu zdolności lotniczych.
Oprócz Tu-95 Rosjanie dysponują jeszcze dwoma typami bombowców strategicznych. Pierwszy z nich, stosunkowo najlepiej znany, to Tu-160. Samoloty te znane są jako "Białe Łabędzie". Podobnie jak ich amerykańskie odpowiedniki, B-1B Lancer mają zmienną geometrię skrzydeł. Rosjanie mają ich 41. Realnie w służbie może być ok. 32 sztuki. Nie jest to jednak pewne, gdyż kilka zostało porażonych przez Ukraińców w czerwcu 2025 r.
– Po ukraińskiej operacji "Pajęczyna" najcenniejsze bombowce rosyjskie, Tu-160, odpowiedniki amerykańskiego B-1, zostały przeniesione tak daleko na wschód, niemal pod Alaskę, że to aż budzi uśmiech – mówi gen. Dygnatowski.
Są jeszcze samoloty Tu-22 M3, jednak ich kwalifikacja do lotnictwa strategicznego pozostaje kwestią sporną. Do nalotów na Ukrainę wykorzystywane są głównie Tu-95; okazyjnie Tu-160.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.