Pojechaliśmy do Mławy. Rodzina Bartosza G. zapowiada nowe fakty ws. zabójstwa Mai
– Dwa tygodnie do rozprawy. Bardzo proszę, aby media przyszły i wysłuchały tego, co zostanie ustalone w sądzie. Będziecie mieli o czym pisać. Bo prawda jest taka, że tego, co ma do powiedzenia druga strona, do tej pory w mediach właściwie nie było – mówi Wirtualnej Polsce Tadeusz, dziadek Bartosza G. oskarżonego o zabójstwo Mai z Mławy.
Bartosz G. dotąd nie przedstawił szczegółowej wersji wydarzeń. Przede wszystkim nie jest znany motyw zbrodni, o którą jest oskarżony. Nie przyznał się do zarzutu zabójstwa i odmówił składania wyjaśnień. Taką informację podała prokuratura; również po skierowaniu aktu oskarżenia, gdy nie ujawniono publicznie tła wydarzeń.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
– Jest tyle hejtu i nieprawdziwych informacji w internecie, że nie chciałbym w tym momencie uczestniczyć w tej dyskusji. Zostawmy to sądowi, to już niedługo – dodał dziadek ze skargą w głosie. Odnosi się również do ostatnich doniesień dotyczących Elżbiety G., matki oskarżonego, w tym informacji o rzekomym zleceniu zabójstwa. Twierdzi, że te informacje są przesadzone, "wręcz śmieszne".
Burza wokół matki oskarżonego
Matka Bartosza G., Elżbieta G., została we wtorek zatrzymana w związku z podejrzeniem naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji podczas czynności przeszukania w jej mieszkaniu. Czynności te miały związek z ponownie podjętym postępowaniem dotyczącym gróźb karalnych wobec dr. Wojciecha Kasprzyka, pełnomocnika rodziny ofiary, oraz jej ojca Jarosława Kowalskiego.
Według ich relacji Elżbieta G. miała grozić obu mężczyznom. Podczas rozmowy telefonicznej z inną osobą miała powiedzieć: "Najpierw zginie Kowalski, potem Kasprzyk, a potem popełnię samobójstwo". Nagranie tej rozmowy trafiło do prokuratury. Mimo to wcześniejsze postępowanie dotyczące gróźb zostało umorzone. Jak informowano, jednym z powodów była ocena, że groźba nie została skierowana bezpośrednio do pokrzywdzonych.
Z Elżbietą G., która po zatrzymaniu opuściła policyjny areszt, nie udało nam się porozmawiać. Jej firma była zamknięta, a w domu nikt nie otworzył nam drzwi.
Przypomnijmy, że kobieta, broniąc syna, opublikowała tysiące wpisów w social mediach, które atakowały rodzinę ofiary. Według relacji TVN matka Bartosza G. mówiła o nagraniu z monitoringu z zakładu należącego do rodziny. Twierdziła, że na nagraniu widać Maję poruszającą się na czworakach, a Bartosz miał iść obok niej. Z jej ówczesnej relacji wynikało, że nie wiadomo, co wydarzyło się później na schodach, ponieważ kamera nie obejmowała tego miejsca.
Sugerowała, że dziewczyna mogła spaść ze schodów. Niedawno okazało się, że biegli odzyskali część nagrań z monitoringu - informował Polsat. Według tych doniesień nagrania dokumentują moment zabójstwa, a co do sprawcy nie ma wątpliwości.
Mława znowu żyje tą sprawą. Kim jest rodzina G.?
O Elżbiecie G. rozmawialiśmy natomiast z sąsiadami rodziny. – Zwłaszcza Elżbieta ma gwałtowne usposobienie. Wie pan, jedno krzywe spojrzenie, coś jej nie przypasowało i potrafiła zrugać człowieka. Tak że ja nie radzę panu samemu iść na rozmowę, bo może pan dostać w łeb – ostrzegła jedna z sąsiadek.
Rodzina Bartosza G. od lat jest znana w Mławie. Jej członkowie prowadzą działalność gospodarczą, a należąca do nich firma jest jednym z producentów parkietów. Obecnie zarówno zakład, jak i działający wcześniej salon sprzedaży wyglądają na opuszczone.
– Elżbieta pogrążyła się w rozpaczy zmieszanej z nienawiścią do świata. To jest niczym choroba – mówiła inna sąsiadka. Jak dodawała, ojciec Bartosza G. nie angażował się w sprawę w podobnym stopniu. – Nikt z nas nie słyszał, żeby zabierał głos czy coś w tym stylu – powiedzieli nam sąsiedzi.
Jak zginęła Maja z Mławy? Sprawę rozstrzygnie sąd w Płocku
16-letnia Maja zaginęła 23 kwietnia 2025 r. Wieczorem wyszła z domu, informując matkę, że udaje się do kolegi mieszkającego na sąsiedniej ulicy – znali się od kilku lat. Zapowiedziała, że jeśli się pokłócą, wróci szybko. Od tamtej pory nie nawiązała kontaktu z rodziną, a jej telefon został wyłączony.
Ukryte zwłoki nastolatki znaleziono po poszukiwaniach 1 maja, w zaroślach, niedaleko zakładu drzewnego. Prokuratura podała, że ofiara doznała rozległych obrażeń głowy, zadanych narzędziem tępym lub tępokrawędzistym. Tymczasem kolega ofiary, czyli Bartosz G., wsiadł do autokaru i wyjechał z klasą na praktyki zawodowe do Grecji. Tam został zatrzymany na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Kluczowe dowody dokumentujące tragiczne wydarzenia pochodzą z kamer publicznego i prywatnego monitoringu. 7 października sprawa trafi na wokandę Sądu Okręgowego w Płocku.
Kryminolog Paweł Moczydłowski, który komentował sprawę w WP zwracał uwagę na tło brutalnej zbrodni, która nie była zaplanowana na chłodno: – Sprawca, kimkolwiek jest, wyraźnie nie kalkulował. W tamtej chwili nie przejmował się odpowiedzialnością, bo takiej zbrodni nie dałoby się ukryć. To i tak musiało wyjść na jaw. Dlatego sądzę, że do zabójstwa doszło z powodu wybuchu nagromadzonych emocji – mówi WP socjolog, kryminolog, przed laty szef Służby Więziennej.
Jego zdaniem sprawca mógł doświadczać wcześniej sponiewierań i odrzuceń ze strony swojej społeczności rówieśniczej. – Te negatywne doświadczenia mogły się w nim kumulować, aż w końcu skupiły się na najsłabszym ogniwie w otoczeniu, którym była ofiara. To mogła być osoba, od której być może oczekiwał, że go nie odrzuci – komentuje ekspert.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.