21 dzieci odebranych z "domu grozy". Władze o sytuacji bez precedensu
Policja w Kalifornii. Wideo archiwalne
Źródło wideo: Reuters Archive
Źródło zdj. gł.: Cable News Network Inc. All rights reserved 2026
Kluczowe fakty:
- 39-latka i 66-latek w ubiegłym roku znaleźli się w środku skandalu dotyczącego surogacji. Teraz służby ujawniły, że w ich domu dochodziło do przerażających aktów przemocy.
- - Dzieci były bite i karane każdego dnia - przekazał we wtorek prokurator. Najmłodsze, które doznało urazów, miało zaledwie dwa miesiące.
- Obrońca pary twierdzi, że jego klientami zainteresowano się wyłącznie z uwagi na liczne potomstwo i są "niesłusznie kontrolowani".
Na terenie luksusowej rezydencji w mieście Arcadia koło Los Angeles dochodziło do czynów, które władze określają jako "nikczemne". Silvią Zhang i jej mężem Guojunem Xuan służby zainteresowały się w ubiegłym roku, gdy ich dwumiesięczne dziecko trafiło do szpitala z urazami głowy. Obrażenia wydawały się niezgodne z wyjaśnieniami Zhang, która twierdziła, że dziecko spadło z łóżka - podaje "New York Times".
Placówka powiadomiła policję, a ta udała się do domu pary. - To, co tam odkryto, wzbudziło jeszcze poważniejsze obawy - mówił we wtorek szeryf Robert Luna. Wówczas jednak po krótkim zatrzymaniu pod zarzutem narażenia dziecka na niebezpieczeństwo małżonkowie zostali wypuszczeni. Wszczęto jednak śledztwo.
Doprowadziło ono służby do ustalenia, że niemal wszystkie z ich dzieci przyszły na świat dzięki surogatkom, a w rezydencji dochodziło do przerażających aktów przemocy - podaje CNN. Parze odebrano 21 dzieci.
Silvia Zhang i Guojun Xuan
Źródło zdjęcia: Cable News Network Inc. All rights reserved 2026/KCAL, KCBS
Jak przypomina CBS News, już w ubiegłym roku o 39-letniej Zhang i 66-letnim Xuanie zrobiło się głośno w związku ze skandalem dotyczącym surogacji. Teraz jednak śledczy koncentrują się na przemocy, jakiej miały doświadczać dzieci.
- Ten dom można określić jedynie mianem domu grozy - powiedział we wtorek podczas konferencji prasowej Nathan Hochman, prokurator okręgowy hrabstwa Los Angeles. Dodał, że stosowane w domu metody, które para określała jako "dyscyplinowanie", były w rzeczywistości fizycznym znęcaniem się. - Dzieci były bite i karane każdego dnia - dodał. Według prokuratury para miała również instruować dzieci, by nie mówiły, że są ofiarami przemocy.
- Ta sprawa jest bezprecedensowa. Jest przerażająca. A fizyczne znęcanie się, bicie i kary, jakich doświadczały te bardzo małe dzieci, są czymś nikczemnym - mówił nie kryjąc oburzenia. Dodał, że opiekunki otrzymały od pary polecenie, by ich działania "nie zostawiały śladów" na ciałach ich potomstwa.
Tego samego dnia Xuan i Zhang stawili się w sądzie w Pasadenie. Przedstawiono im zarzuty popełnienia przestępstwa polegającego na zmowie w celu znęcania się nad dziećmi. Xuan usłyszał również zarzut znęcania się nad dzieckiem - podaje CNN, powołując się na informacje prokuratury.
32 kamery w rezydencji
Większość działań objętych zarzutami została zarejestrowana na 32 kamerach rozmieszczonych w domu. Według prokuratury dzieci spędzały wiele godzin dziennie w prowizorycznych salach lekcyjnych urządzonych w domu, zwanych "centrami edukacyjnymi". Według prokuratury opiekunki biły małe dzieci butami i drewnianymi kijami, a kary miały być zlecane przez rodziców, którzy "często śmiali się, obserwując ten proceder" - podaje "NYT", cytując dokumenty sądowe.
Mitchell Krems reprezentujący małżonków przekazał dziennikarzom podczas konferencji prasowej, że ich klienci są "niesłusznie brani na celownik". - Gdyby nie byli Chińczykami, nie byliby poddawani tak wnikliwej kontroli - stwierdził. - [Guojun Xuan] jest niesprawiedliwie kontrolowany tylko dlatego, że ma tak wiele dzieci. Nie ma prawa zakazującego posiadania tak licznego potomstwa - wyjaśnił.
Para dorobiła się majątku na nieruchomościach - podaje "New York Times". Obrońca małżonków tłumaczył mediom, że powodem, dla którego Xuan ma tyle dzieci, jest chęć, by "wniosły one wkład w społeczeństwo". - Nie jest to człowiek, który folguje własnym zachciankom - tłumaczył swojego klienta. - Niektórzy bogacze wydają pieniądze na biżuterię czy samochody, on natomiast przeznacza swoje środki na edukację dzieci, aby mogły zostać filozofami, lekarzami, naukowcami i wynalazcami służącymi społeczeństwu - wyjaśnił. Tłumaczył też, że winę ponoszą opiekunki, a mężczyzna jest "atakowany za korzystanie ze swojego konstytucyjnego prawa do posiadania licznej rodziny".
Nie przyznają się do winy
W przypadku skazania za wszystkie zarzucane czyny Xuanowi grozi do 17 lat więzienia, a Zhang do 11 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności - informuje "New York Times". Nie przyznają się do winy. Objęto ich zakazem kontaktowania się dziećmi.
Sędzia Kerry White z Sądu Najwyższego Hrabstwa Los Angeles wyznaczył kaucję dla każdego z nich w wysokości 20 milionów dolarów, jednak Krems twierdzi, że nie ma ryzyka ucieczki. Jego klient choruje na białaczkę i niedawno przeszedł przeszczep szpiku kostnego. W sądzie pojawił się na wózku inwalidzkim - podaje dziennik.
Para według prokuratury założyła spółkę o nazwie Mark Surrogacy Investment LLC. i nawiązywała kontakty z potencjalnymi surogatkami na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Tłumaczono im, że Zhang ma trudności z zajściem w ciążę. Obecnie wiele z tych kobiet czuje się oszukanych i dochodzi swoich praw w sądzie. Według służb co najmniej 14 z odebranych parze dzieci zostało urodzonych przez surogatki.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.