W Pobierowie można zjechać na plażę windą
Nowe zejście na plażę w Pobierowie. Można skorzystać z windy
Źródło wideo: rewal.pl
Źródło zdj. gł.: rewal.pl
Pierwsza taka inwestycja na polskim wybrzeżu - chwali się Urząd Gminy w Rewalu. Na plaży w Pobierowie (Zachodniopomorskie) powstało nietypowe zejście. W pobliżu ulicy Mickiewicza zbudowano drewniany obiekt, dzięki któremu dotarcie na plażę nie nastręcza nikomu problemów.
Konstrukcja składa się z przeszklonej windy, pochylni prowadzącej na poziom plaży i ze schodów. - Zdecydowaliśmy się na projekt i wykonanie windy, żeby mogli z niej korzystać mieszkańcy i turyści. Przede wszystkim chodzi o osoby, które mają problemy z poruszaniem się oraz o rodziców małych dzieci, którym trudno dostać się na plażę z wózkiem - wylicza Dominika Winiarska-Chodziutko, zastępczyni wójta.
Nowe zejście na plażę w Pobierowie
Źródło zdjęcia: rewal.pl
W projekcie uwzględniono też taras widokowy o powierzchni 175 metrów kwadratowych. Kształtem nawiązuje do rufy statku. Taras wychodzi poza linię klifu i jest nad plażą. W najwyżej położonym miejscu wznosi się dziewięć metrów nad poziomem morza.
- O windzie na plażę mówiło się już wcześniej. Były pomysły, żeby dźwigi pojawiły się w Rewalu i Trzęsaczu, gdzie mamy już platformy widokowe, ale na razie nie udało się tamtych inwestycji zrealizować.
Budowa nowoczesnego zejścia zajęła pół roku i pochłonęła ponad 4,6 miliona złotych. Magistrat podkreśla, że inwestycje była ogromnym wyzwaniem.
- Obiekt powstał w skarpie klifu. Jak wiadomo jest to miejsce narażone na działanie sztormów i wiatru. To wymagało zaprojektowania specjalnej konstrukcji żelbetowej, a tę oparto na palach., które zapewniają stabilność. Do tego skarpę zabezpieczono rzutem kamiennym, palisadami i żelbetowymi elementami. Wszystko po to, by uniknąć obsypywania się klifu oraz abrazji, czyli niszczenia brzegu przez fale morskie - tłumaczy Winiarska-Chodziutko.
Cały kompleks otwarto na początku sierpnia. Za korzystanie z windy czy tarasu nie są pobierane żadne dodatkowe opłaty.
Nie wszystkim podoba się "nowa wizytówka Pobierowa" - jak o inwestycji mówią urzędnicy. Część internautów skrytykowała chociażby oświetlenie budynku, czy jego bryłę. Inni dodają, że obiekt mógł być lepiej wkomponowany.
- Wiadomo, że przy tego typu pomysłach każdy będzie miał swoje zdanie. My jednak uważamy, że powstała świetna, charakterystyczna i rozpoznawalna inwestycja i to nie tylko w gminie, ale i na całym wybrzeżu - dodała Dominika Winiarska-Chodziutko.
Winda, o której marzył inżynier z Warszawy
Nad polskim Bałtykiem była już kiedyś winda na plażę, ale w zupełnie innym miejscu. Mało kto pamięta o dźwigu, który zabierał pasażerów z Promenady Światowida w Jastrzębiej Górze wprost na piach. Takie rozwiązanie było marzeniem Jerzego Osmołowskiego - inżyniera z Warszawy, który zakochał się w nadmorskich ugorach, gdzie potem powstała Jastrzębia Góra (Pomorskie).
Prace nad tamtą śmiałą inwestycją ruszyły w 1938 roku. Nad budową wieży czuwał inżynier Stanisław Hempel z Politechniki Warszawskiej. W oddziale Archiwum Państwowego w Gdyni zachowały się szkice z wymiarami windy.
Zgodnie z projektem na "spadach" (tak mieszkańcy nazywali klif) miała stanąć wysoka wieża z żelbetonu, pełniąca jednocześnie dwie funkcje: windy i punktu widokowego. Na samej górze Hempel zaprojektował taras o szerokości dwóch metrów. Z tego miejsca roztaczał się piękny widok na morze.
Wzmianki o planowanej inwestycji pojawiły się między innymi w "Gazecie Gdyńskiej" z 20 maja 1939 roku. "Wielką niespodzianką dla publiczności będą np. nowe inwestycje w Jastrzębskiej Górze - perle naszego brzegu - gdzie buduje się winda - dźwig, mogący przewieźć z plaży do parku na wysokiej skarpie 500 osób na godzinę. Przyczyni się to znakomicie do zwiększenia frekwencji w tym uzdrowisku, bowiem poza przyjemnością wyjazdu i możnością obserwowania pełnego morza z windy, zmęczeni kąpielą kuracjusze, będą mieli miły i arcy wygodny dostęp do hoteli" - zachwycali się ówcześni dziennikarze.
Budowa windy zakończyła się w 1939 roku. Żeby ją uruchomić, potrzebny był jeszcze tylko dźwig i kabiny, ale o tym chyba nikt już nie myślał. Z niepokojem zerkano za zachodnią granicę. W powietrzu wisiała wojna. - Wtedy były inne priorytety. Nikt nie wiedział, co będzie dalej. Pewnie dlatego już nie uruchomili tej windy - opowiadał mi przed laty Roman Kużel (senior), lokalny działacz i mieszkaniec Jastrzębiej Góry.
W kilka minut pokonywali bez wysiłku osiem pięter
Winda przetrwała wojenną zawieruchę, ale na jej uruchomienie trzeba było poczekać jeszcze ponad dwadzieścia lat. Wcześniej dopominali się o nią dziennikarze, którzy wskazywali, że działająca winda byłaby błogosławieństwem dla chorych, osób z niepełnosprawnościami, ale też dla handlowców, którym nie uśmiechało się w upalne dni schodzić z towarem na plażę.
"Po latach zastanawiania się i dyskusji pięciu wykonawców wzięło się za remont tego przedwojennego obiektu - inwestorem jest Powiatowa Rada Narodowa w Pucku. Zapomniano przy tym o jednym: o zapewnieniu nadzoru nad odbudową ze strony Centralnego Zarządu Dźwigów Osobowych - i teraz nie chcą "odebrać" gotowego już, ale mającego pewne usterki obiektu. Wystawiono już nawet opodal wyciągu taki budyneczek, mieszczący kasy i pewne bardzo potrzebne urządzenia. Osiedlowa Rada Narodowa ujęła w tegorocznym budżecie sumę 50 tysięcy złotych, którą przynieść jej miały bilety za przejazd wyciągiem i … czekamy" - odnotowali dziennikarze "Dziennika Bałtyckiego" w wydaniu z 13 sierpnia 1966 roku.
Dźwig uruchomiono w końcu w 1967 roku. Wyciąg plażowy znajdował się na końcu obecnej Promenady Światowida. Kilkadziesiąt lat temu była to po prostu bita droga. Aby wejść do wieży, trzeba było przejść po drewnianym pomoście z metalową balustradą.
W środku turyści mieli do dyspozycji dwie kabiny. Każda z nich mogła pomieścić 10 osób. I tak w kilka minut bez żadnego wysiłku pokonywali wysokość równą ośmiu piętrom.
Dzisiaj wyobrażamy sobie to tak, że po prostu naciskało się guzik i winda ruszała na dół lub do góry. Otóż wcale nie. Do tego zatrudnieni byli "specjaliści" - nad obsługą dźwigu czuwało kilku chłopaków z okolicy. Jednym z windziarzy był Franciszek Motyka. Miał wtedy 17 lat.
- Moim zadaniem było zawieźć do góry lub na dół. Jak? Trzeba było odpowiednio przesunąć wajchę, która była w kabinie. Niektórzy kursowali w tę i z powrotem. Dźwig nie pracował jakoś bardzo szybko, ale przejazd i tak nie trwał zbyt długo - tłumaczył pan Franciszek.
Jeździć można było do woli, ale nie za darmo. Dorośli musieli zapłacić złotówkę, uczniowie - 50 groszy.
Winda zrobiła furorę. Czegoś takiego jeszcze nie było na polskim wybrzeżu. "Światowid" - jak ją nazwano - przyciągał tłumy. W tygodniu oblegali go letnicy, a w weekendy dołączali do nich miejscowi.
- Nie mieszkałem jeszcze wtedy w Jastrzębiej Górze. Przyjeżdżałem tylko rowerem, żeby dziewczyny podrywać - śmieje się Roman Kużel senior. - Ale jak każdy przynajmniej raz chciałem się przejechać. To była świetna alternatywa dla schodów, które prowadziły z klifu na plażę. Pamiętam, że były wtedy w kiepskim stanie. Szło się po kostki w piachu. Dlatego wczasowicze chętnie korzystali z windy. Czasem było ich tak dużo, że przed dźwigiem tworzyły się kolejki - dodaje.
Przejażdżek windą nie żałowali sobie również miłośnicy nadmorskich krajobrazów. Traktowali ją jako punkt widokowy, z którego można było zobaczyć panoramę. - Niektórzy wjeżdżali na górę, żeby z tarasu podziwiać widoki. Potem z powrotem lądowali na plaży, a ta tuż przy wyciągu była bardzo popularna. Strzegli jej ratownicy. Poza tym na plaży przy windzie znajdował się kiosk gastronomiczny. Można było tam kupić parówki z wody, oranżadę za 2,40 zł albo piwo za 3,60 zł - wspominał Franciszek Motyka.
Dźwig szybko zakończył karierę
Turyści nie nacieszyli się "Światowidem" zbyt długo. Dźwig dość szybko zakończył "karierę" w kurorcie. Jak długo można było z niego korzystać? Zdania są podzielone. Pan Franciszek, który pracował jako windziarz, twierdził, że to były dwa sezony. Z kolei Roman Kużel senior mówił, że prawdopodobnie winda działała kilka lat.
W książce "Ziemia pucka. Przewodnik krajoznawczy" Franciszka Mamuszki, można przeczytać, że z dźwigu korzystano przez pięć lat, a co sezon do kabin wsiadało 60 tysięcy osób.
Najpewniejszym źródłem wydaje się tutaj Urząd Morski w Gdyni. Teren, na którym przed laty stała winda nadzorował pan Janusz Śródecki. - Światowid działał tylko przez dwa sezony. W 1969 roku windę trzeba było wyłączyć z użytku. Powód? Mówiąc kolokwialnie, w pewnym momencie pomost, który prowadził do windy, zrobił się za krótki. Ale sama konstrukcja wciąż stała pionowo. To oznaczało, że winda zaczyna się odsuwać od brzegu - tłumaczył Śródecki.
Z czasem wejście do windy zagrodzono, a do "Światowida" zaglądali już tylko żądni przygód nastolatkowie. - Miałem kolegę, który i tak wszedł do wieży, mimo że odstawała już od kładki jakieś 1,5 metra. Z jednej z kabin zabrał wtedy lustro i instrukcję obsługi. Później przez lata wisiała u niego w szałerku - opowiadał Tomasz Szwok, który wychowywał się w Jastrzębiej Górze.
"Na końcu Promenady Światowida było pusto"
Winda jeszcze przez kilka lat była nieodłącznym elementem krajobrazu w Jastrzębiej Górze. W końcu zaczęła się odchylać w kierunku morza. Pojawiły się obawy, że może runąć na plażę. Teren ogrodzono, a magistrat zamówił ekspertyzę z Politechniki Gdańskiej. - Ustalenia były niemal identyczne z moimi. Ale naukowcy twierdzili, że windzie nie grozi zawalenie, więc mojej prośby o ogrodzenie terenu nie spełniono - opowiadał Śródecki.
W nocy z 6 na 7 stycznia 1982 roku na morzu szalał sztorm. Wiatr osiągnął 9 stopni w skali Beauforta. Niektórzy słyszeli wtedy huk.
- Słyszałam coś w nocy, ale dopiero rano poszliśmy zobaczyć, co się stało - opowiadała Stanisława Szwok, matka Tomasza, mieszkanka Jastrzębiej Góry.
Do Jastrzębiej Góry wybrał się też pan Janusz. - Na końcu Promenady Światowida było pusto. Jakby winda zniknęła - opowiadał. Dźwig leżał na plaży. Na klifie została tylko kładka, która do niego prowadziła. Wielu specjalistów przyjechało do Jastrzębiej Góry, by obejrzeć to, co pozostało z dawnej atrakcji wybrzeża. Do tej pory musieli się opierać na ekspertyzach, teraz wszystko mieli jak na dłoni.
Siedmiopiętrowy wyciąg, a raczej to, co z niego zostało, jeszcze długo leżał na plaży. W 1994 roku ruszyły prace nad umocnieniem brzegów w Jastrzębiej Górze. Prowadzono je odcinkami. To, co zostało z windy wbudowano w nabrzeże.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.