Inquirer‘Parents responsible for protecting kids online, not just government’ESPN Deportes¿Podría Ryan Flournoy darles a los Cowboys un tercer receptor de 1,000 yardas?RTP DesportoEuropeus de atletismo. Joana Pontes no top 10 da maratona em marcha com recorde nacionalוואלהחיזבאללה קורא לממשלת לבנון להפסיק את המו"מ עם ישראל ומאיימת בתגובהThe Jerusalem PostWATCH: Funnel cloud seen in Golan Heights amid widespread thunderstorm, flash flood warningsSky TG24Ceuta, la polizia disperde i migranti diretti in SpagnaIl Sole 24 OreTroppo caldo, stop allo sci estivo sul ghiacciaio dello StelvioBBC News BrasilTerremoto de magnitude 7,7 mata ao menos 47 pessoas na IndonésiaSportstarF1 remains the dream, eyeing strong finish to F2 season: Kush MainiRai NewsCinque anni dal ritorno dei Talebani: l’Afghanistan ha cancellato le donne, solo il 7% lavoraLa TerceraConductor en estado de ebriedad atropella a tres bomberos que atendían accidente en ChiguayanteRTL BoulevardSchrijver Peter Andriesse (85) overleden
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, August 15, 2026

W Pobierowie można zjechać na plażę windą

Translate
Nowe zejście na plażę w Pobierowie

Nowe zejście na plażę w Pobierowie. Można skorzystać z windy

Źródło wideo: rewal.pl

Źródło zdj. gł.: rewal.pl

W Pobierowie (Zachodniopomorskie) na plażę można zjechać windą, która powstała przy okazji budowy nowoczesnego zejścia. Podobny pomysł częściowo zrealizował prawie 100 lat temu pewien pomysłowy inżynier z Warszawy.

Pierwsza taka inwestycja na polskim wybrzeżu - chwali się Urząd Gminy w Rewalu. Na plaży w Pobierowie (Zachodniopomorskie) powstało nietypowe zejście. W pobliżu ulicy Mickiewicza zbudowano drewniany obiekt, dzięki któremu dotarcie na plażę nie nastręcza nikomu problemów.

Konstrukcja składa się z przeszklonej windy, pochylni prowadzącej na poziom plaży i ze schodów. - Zdecydowaliśmy się na projekt i wykonanie windy, żeby mogli z niej korzystać mieszkańcy i turyści. Przede wszystkim chodzi o osoby, które mają problemy z poruszaniem się oraz o rodziców małych dzieci, którym trudno dostać się na plażę z wózkiem - wylicza Dominika Winiarska-Chodziutko, zastępczyni wójta.

Nowe zejście na plażę w Pobierowie

Nowe zejście na plażę w Pobierowie

Źródło zdjęcia: rewal.pl

W projekcie uwzględniono też taras widokowy o powierzchni 175 metrów kwadratowych. Kształtem nawiązuje do rufy statku. Taras wychodzi poza linię klifu i jest nad plażą. W najwyżej położonym miejscu wznosi się dziewięć metrów nad poziomem morza.

- O windzie na plażę mówiło się już wcześniej. Były pomysły, żeby dźwigi pojawiły się w Rewalu i Trzęsaczu, gdzie mamy już platformy widokowe, ale na razie nie udało się tamtych inwestycji zrealizować.

Budowa nowoczesnego zejścia zajęła pół roku i pochłonęła ponad 4,6 miliona złotych. Magistrat podkreśla, że inwestycje była ogromnym wyzwaniem.

- Obiekt powstał w skarpie klifu. Jak wiadomo jest to miejsce narażone na działanie sztormów i wiatru. To wymagało zaprojektowania specjalnej konstrukcji żelbetowej, a tę oparto na palach., które zapewniają stabilność. Do tego skarpę zabezpieczono rzutem kamiennym, palisadami i żelbetowymi elementami. Wszystko po to, by uniknąć obsypywania się klifu oraz abrazji, czyli niszczenia brzegu przez fale morskie - tłumaczy Winiarska-Chodziutko.

Cały kompleks otwarto na początku sierpnia. Za korzystanie z windy czy tarasu nie są pobierane żadne dodatkowe opłaty.

Nie wszystkim podoba się "nowa wizytówka Pobierowa" - jak o inwestycji mówią urzędnicy. Część internautów skrytykowała chociażby oświetlenie budynku, czy jego bryłę. Inni dodają, że obiekt mógł być lepiej wkomponowany.

- Wiadomo, że przy tego typu pomysłach każdy będzie miał swoje zdanie. My jednak uważamy, że powstała świetna, charakterystyczna i rozpoznawalna inwestycja i to nie tylko w gminie, ale i na całym wybrzeżu - dodała Dominika Winiarska-Chodziutko.

Winda, o której marzył inżynier z Warszawy

Nad polskim Bałtykiem była już kiedyś winda na plażę, ale w zupełnie innym miejscu. Mało kto pamięta o dźwigu, który zabierał pasażerów z Promenady Światowida w Jastrzębiej Górze wprost na piach. Takie rozwiązanie było marzeniem Jerzego Osmołowskiego - inżyniera z Warszawy, który zakochał się w nadmorskich ugorach, gdzie potem powstała Jastrzębia Góra (Pomorskie).

Prace nad tamtą śmiałą inwestycją ruszyły w 1938 roku. Nad budową wieży czuwał inżynier Stanisław Hempel z Politechniki Warszawskiej. W oddziale Archiwum Państwowego w Gdyni zachowały się szkice z wymiarami windy.

Zgodnie z projektem na "spadach" (tak mieszkańcy nazywali klif) miała stanąć wysoka wieża z żelbetonu, pełniąca jednocześnie dwie funkcje: windy i punktu widokowego. Na samej górze Hempel zaprojektował taras o szerokości dwóch metrów. Z tego miejsca roztaczał się piękny widok na morze.

Wzmianki o planowanej inwestycji pojawiły się między innymi w "Gazecie Gdyńskiej" z 20 maja 1939 roku. "Wielką niespodzianką dla publiczności będą np. nowe inwestycje w Jastrzębskiej Górze - perle naszego brzegu - gdzie buduje się winda - dźwig, mogący przewieźć z plaży do parku na wysokiej skarpie 500 osób na godzinę. Przyczyni się to znakomicie do zwiększenia frekwencji w tym uzdrowisku, bowiem poza przyjemnością wyjazdu i możnością obserwowania pełnego morza z windy, zmęczeni kąpielą kuracjusze, będą mieli miły i arcy wygodny dostęp do hoteli" - zachwycali się ówcześni dziennikarze.

Budowa windy zakończyła się w 1939 roku. Żeby ją uruchomić, potrzebny był jeszcze tylko dźwig i kabiny, ale o tym chyba nikt już nie myślał. Z niepokojem zerkano za zachodnią granicę. W powietrzu wisiała wojna. - Wtedy były inne priorytety. Nikt nie wiedział, co będzie dalej. Pewnie dlatego już nie uruchomili tej windy - opowiadał mi przed laty Roman Kużel (senior), lokalny działacz i mieszkaniec Jastrzębiej Góry.

W kilka minut pokonywali bez wysiłku osiem pięter

Winda przetrwała wojenną zawieruchę, ale na jej uruchomienie trzeba było poczekać jeszcze ponad dwadzieścia lat. Wcześniej dopominali się o nią dziennikarze, którzy wskazywali, że działająca winda byłaby błogosławieństwem dla chorych, osób z niepełnosprawnościami, ale też dla handlowców, którym nie uśmiechało się w upalne dni schodzić z towarem na plażę.

"Po latach zastanawiania się i dyskusji pięciu wykonawców wzięło się za remont tego przedwojennego obiektu - inwestorem jest Powiatowa Rada Narodowa w Pucku. Zapomniano przy tym o jednym: o zapewnieniu nadzoru nad odbudową ze strony Centralnego Zarządu Dźwigów Osobowych - i teraz nie chcą "odebrać" gotowego już, ale mającego pewne usterki obiektu. Wystawiono już nawet opodal wyciągu taki budyneczek, mieszczący kasy i pewne bardzo potrzebne urządzenia. Osiedlowa Rada Narodowa ujęła w tegorocznym budżecie sumę 50 tysięcy złotych, którą przynieść jej miały bilety za przejazd wyciągiem i … czekamy" - odnotowali dziennikarze "Dziennika Bałtyckiego" w wydaniu z 13 sierpnia 1966 roku.

Dźwig uruchomiono w końcu w 1967 roku. Wyciąg plażowy znajdował się na końcu obecnej Promenady Światowida. Kilkadziesiąt lat temu była to po prostu bita droga. Aby wejść do wieży, trzeba było przejść po drewnianym pomoście z metalową balustradą.

W środku turyści mieli do dyspozycji dwie kabiny. Każda z nich mogła pomieścić 10 osób. I tak w kilka minut bez żadnego wysiłku pokonywali wysokość równą ośmiu piętrom.

Dzisiaj wyobrażamy sobie to tak, że po prostu naciskało się guzik i winda ruszała na dół lub do góry. Otóż wcale nie. Do tego zatrudnieni byli "specjaliści" - nad obsługą dźwigu czuwało kilku chłopaków z okolicy. Jednym z windziarzy był Franciszek Motyka. Miał wtedy 17 lat.

- Moim zadaniem było zawieźć do góry lub na dół. Jak? Trzeba było odpowiednio przesunąć wajchę, która była w kabinie. Niektórzy kursowali w tę i z powrotem. Dźwig nie pracował jakoś bardzo szybko, ale przejazd i tak nie trwał zbyt długo - tłumaczył pan Franciszek.

Jeździć można było do woli, ale nie za darmo. Dorośli musieli zapłacić złotówkę, uczniowie - 50 groszy.

Winda zrobiła furorę. Czegoś takiego jeszcze nie było na polskim wybrzeżu. "Światowid" - jak ją nazwano - przyciągał tłumy. W tygodniu oblegali go letnicy, a w weekendy dołączali do nich miejscowi.

- Nie mieszkałem jeszcze wtedy w Jastrzębiej Górze. Przyjeżdżałem tylko rowerem, żeby dziewczyny podrywać - śmieje się Roman Kużel senior. - Ale jak każdy przynajmniej raz chciałem się przejechać. To była świetna alternatywa dla schodów, które prowadziły z klifu na plażę. Pamiętam, że były wtedy w kiepskim stanie. Szło się po kostki w piachu. Dlatego wczasowicze chętnie korzystali z windy. Czasem było ich tak dużo, że przed dźwigiem tworzyły się kolejki - dodaje.

Przejażdżek windą nie żałowali sobie również miłośnicy nadmorskich krajobrazów. Traktowali ją jako punkt widokowy, z którego można było zobaczyć panoramę. - Niektórzy wjeżdżali na górę, żeby z tarasu podziwiać widoki. Potem z powrotem lądowali na plaży, a ta tuż przy wyciągu była bardzo popularna. Strzegli jej ratownicy. Poza tym na plaży przy windzie znajdował się kiosk gastronomiczny. Można było tam kupić parówki z wody, oranżadę za 2,40 zł albo piwo za 3,60 zł - wspominał Franciszek Motyka.

Dźwig szybko zakończył karierę

Turyści nie nacieszyli się "Światowidem" zbyt długo. Dźwig dość szybko zakończył "karierę" w kurorcie. Jak długo można było z niego korzystać? Zdania są podzielone. Pan Franciszek, który pracował jako windziarz, twierdził, że to były dwa sezony. Z kolei Roman Kużel senior mówił, że prawdopodobnie winda działała kilka lat.

W książce "Ziemia pucka. Przewodnik krajoznawczy" Franciszka Mamuszki, można przeczytać, że z dźwigu korzystano przez pięć lat, a co sezon do kabin wsiadało 60 tysięcy osób.

Najpewniejszym źródłem wydaje się tutaj Urząd Morski w Gdyni. Teren, na którym przed laty stała winda nadzorował pan Janusz Śródecki. - Światowid działał tylko przez dwa sezony. W 1969 roku windę trzeba było wyłączyć z użytku. Powód? Mówiąc kolokwialnie, w pewnym momencie pomost, który prowadził do windy, zrobił się za krótki. Ale sama konstrukcja wciąż stała pionowo. To oznaczało, że winda zaczyna się odsuwać od brzegu - tłumaczył Śródecki.

Z czasem wejście do windy zagrodzono, a do "Światowida" zaglądali już tylko żądni przygód nastolatkowie. - Miałem kolegę, który i tak wszedł do wieży, mimo że odstawała już od kładki jakieś 1,5 metra. Z jednej z kabin zabrał wtedy lustro i instrukcję obsługi. Później przez lata wisiała u niego w szałerku - opowiadał Tomasz Szwok, który wychowywał się w Jastrzębiej Górze.

"Na końcu Promenady Światowida było pusto"

Winda jeszcze przez kilka lat była nieodłącznym elementem krajobrazu w Jastrzębiej Górze. W końcu zaczęła się odchylać w kierunku morza. Pojawiły się obawy, że może runąć na plażę. Teren ogrodzono, a magistrat zamówił ekspertyzę z Politechniki Gdańskiej. - Ustalenia były niemal identyczne z moimi. Ale naukowcy twierdzili, że windzie nie grozi zawalenie, więc mojej prośby o ogrodzenie terenu nie spełniono - opowiadał Śródecki.

W nocy z 6 na 7 stycznia 1982 roku na morzu szalał sztorm. Wiatr osiągnął 9 stopni w skali Beauforta. Niektórzy słyszeli wtedy huk.

- Słyszałam coś w nocy, ale dopiero rano poszliśmy zobaczyć, co się stało - opowiadała Stanisława Szwok, matka Tomasza, mieszkanka Jastrzębiej Góry.

Do Jastrzębiej Góry wybrał się też pan Janusz. - Na końcu Promenady Światowida było pusto. Jakby winda zniknęła - opowiadał. Dźwig leżał na plaży. Na klifie została tylko kładka, która do niego prowadziła. Wielu specjalistów przyjechało do Jastrzębiej Góry, by obejrzeć to, co pozostało z dawnej atrakcji wybrzeża. Do tej pory musieli się opierać na ekspertyzach, teraz wszystko mieli jak na dłoni.

Siedmiopiętrowy wyciąg, a raczej to, co z niego zostało, jeszcze długo leżał na plaży. W 1994 roku ruszyły prace nad umocnieniem brzegów w Jastrzębiej Górze. Prowadzono je odcinkami. To, co zostało z windy wbudowano w nabrzeże.

View the original on TVN24

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.