Tragedia, która posłuży Rosji. Nie dajmy się podzielić [OPINIA]
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
O ataku nożownika wciąż wiemy niewiele. Sprawcą był 31-letni obywatel Ukrainy, ale nie wiadomo, ani skąd pochodził, ani jaka była jego droga. Jest też jasne, że do ataku doszło na terenie ośrodka rekolekcyjnego, a jego ofiarami (w tym śmiertelną) są księża katoliccy. I na tym elementy tego, co pewne, się kończą.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
To, co kluczowe dla sprawy, pozostaje wciąż nieznane: jakie były powody, co się wydarzyło, jaki był stan zdrowia sprawcy i czy ktoś za tym wszystkim nie stał. Odpowiedzi nie poznamy – tego możemy być pewni – szybko. Sprawca musi być przesłuchany, jego zeznania zweryfikowane, trzeba też zebrać inne informacje, a służby muszą wykonać swoją pracę. To wszystko wymaga czasu. Jednak zanim cokolwiek zostanie szczegółowo wyjaśnione, bez ryzyka większego błędu można powiedzieć, co wydarzy się w przestrzeni sieci społecznościowych i jak tę tragedię wykorzysta rosyjska propaganda.
Nie wiem, powtórzę jeszcze raz, czy to jest kolejna z cyklu rosyjskich prowokacji, które obecnie wstrząsają Polską. Może tak być, ale przyczyny tego, co się wydarzyło, śmierci niewinnych osób, mogą być zupełnie inne. Niezależnie jednak od faktów ta historia wygląda jak stworzona dla rosyjskiej propagandy. Oto Ukrainiec (jak będą go określać rosyjskie boty i odbiorcy putinowskiej propagandy) zabija polskiego księdza i rani (być może śmiertelnie) innych. Wszystko dzieje się w klasztorze, i to na terenach, gdzie narodowościowe spory między Polakami a Ukraińcami są naprawdę ostre.
To wszystko ma potencjał na ogromne zaostrzenie wzajemnych relacji. A jeśli dodać do tego kontekst polityczny, fakt, że politycy prawicy rywalizują ze sobą na antyukraińskość – wśród nich jest przynajmniej jedna formacja prorosyjska, a szczucie przeciwko migrantom jest chlebem powszednim najpopularniejszych polskich politycznych graczy po prawej stronie – to obraz możliwości wykorzystania tej historii staje się pełny.
Co zatem może się wydarzyć? Za moment (a w zasadzie już się to dzieje) najpierw boty rosyjskie, a potem także rozmaitej maści polscy twórcy politycznego kontentu, zaczną snuć narrację o tym, że nożownik z Jarosławia to symbol "ukraińskiej wdzięczności", że tego samego możemy się po "banderowcach" spodziewać wszyscy i że to jest prawdziwy problem w Polsce.
Rosja będzie – niezależnie od tego, czy to ona stoi za tymi wydarzeniami – tylko wzmacniać ten przekaz. A za nim pójdą – to już oczywiście w innych miejscach – wezwania do przemocy i realna przemoc. Ona już jest, a teraz otrzyma kolejne usprawiedliwienie. Ofiarami tej przemocy będą zaś uchodźcy i migranci z Ukrainy, ale także ci Polacy, którzy zostaną uznani za proukraińskich (albo ktoś pomyli kolory ich miasta z kolorami flagi Ukrainy).
Tego rodzaju akcja dezinformacji, budowania nienawiści, a potencjalnie także realna przemoc idealnie wpisują się w cele Moskwy. I nawet jeśli to nie ona stała za tą tragedią (czego nie da się na tym etapie ani wykluczyć, ani potwierdzić), to ona wyciągnie z niej wszystkie możliwe korzyści. Jej celem jest doprowadzenie do wzmocnienia nienawiści, a być może także ofiar śmiertelnych po stronie ukraińskiej, bo to wykopie jeszcze głębszy rów między nami. Chaos, przemoc są dla nich także korzystne, bo destabilizują nasz kraj.
Tyle krótkoterminowo, ale są też cele długoterminowe. Te zaś są oczywiste: wzmocnienie partii antyukraińskich, zaostrzenie narracji i coraz bardziej otwarte budowanie przekazu o konieczności zaprzestania wsparcia dla Ukrainy, która jest przecież – w tej opowieści – dla nas "zagrożeniem większym niż Rosja", i w konsekwencji ograniczenie, a może wstrzymanie wsparcia dla Ukrainy. Istotnym celem może być także wyborcze wspieranie partii prorosyjskiej, która – to możemy powiedzieć z całą pewnością – wykorzysta ten dramat do cna.
I wreszcie każdy akt przemocy wobec Ukraińców wzmacnia wściekłość i żal oraz ich frustracje (również tych na froncie), a one, niezależnie od wyniku wojny, zostać mogą także przeciwko nam wykorzystane.
To wszystko nie pozostawia większych wątpliwości, że nawet jeśli Rosja nie miała nic wspólnego z tym wydarzeniem, to jest ono dla niej bardzo opłacalne politycznie i strategicznie. I ona to wykorzysta.
Ruch po stronie Polski
Co w takim razie powinna zrobić Polska? Odpowiedzią na tę tragedię musi być w pełni transparentne śledztwo, solidarność z ofiarami i pomoc dla nich, współczucie i towarzyszenie, a także maksymalnie szybkie przeciwdziałanie (co nie jest proste) rosyjskim manipulacjom w tej dziedzinie.
Polskie władze, ale także wszyscy, którzy myślą kategoriami interesu narodowego, powinni jednoznacznie sprzeciwić się jakiemukolwiek szczuciu przeciwko Ukrainkom i Ukraińcom, sprzeciwić się rosyjskiej propagandzie (nawet jeśli będzie ona promowana przez polskich polityków czy publicystów), a także wyrazić solidarność wobec Ukrainy i uchodźców czy migrantów.
Swoją rolę do odegrania ma tu również Kościół, tak istotny dla ludzi na Podkarpaciu. Jasny sygnał przebaczenia i pojednania, odcięcia się od prób politycznego wykorzystania tej tragedii dla celów politycznych, byłby bardzo istotny w tej sytuacji. Nie chcę podpowiadać, jak powinien on wyglądać, ale powinien zostać wykonany.
Nie wolno pozwolić, żeby ta tragedia (niezależnie od jej przyczyn) została wykorzystana do dalszych aktów nienawiści i do niszczenia narodu, który walczy o wolność i także nasze bezpieczeństwo. Każdy akt przemocy wobec Ukraińców obecnie służy wyłącznie Rosji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.