InquirerLPA off Palawan to bring rains across parts of PHThe Jerusalem PostEyal Waldman backs Eisenkot, warns Netanyahu win could threaten Israel’s democracy, economyPunchAisha Buhari visits AtikuDaily MaverickPHOTO ESSAY: Johannesburg’s walls are giant canvases for the city’s storiesוואלהבשל סירוב ויזה: אבו מאזן (שוב) לא ישתתף בעצרת האו"ם한겨레‘땅’ 아닌 ‘계획’ 부족… 국내 태양광 잠재량, 2030년 목표 4배Bollywood HungamaEXCLUSIVE: Abundantia Entertainment and Almighty Motion Picture join hands for Kodaikanal Mercury thriller Heavy MetalSözcüBankaların tuzak kelimesi: Telefonda söylerseniz borçlu çıkarsınızCNN TürkBORSA NEDEN DÜŞTÜ? BİST 100’de sert düşüş | Borsa İstanbul bugün neden düşüyor, son durum ne?The South AfricanTides: High and low tide times as heavy rain hitsObservador DesportoAs notícias das 7hDaily MailPutney Pusher suspect is found dead: Millionaire HSBC banker, 44, and ex-Army captain with links to royalty was under investigation in hunt for jogger who shoved woman into path of bus
The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, September 17, 2026

Wojny, ropa i wybory. Czy polityka zagraniczna stanie się problemem Trumpa?

Translate

Donald Trump obiecywał Amerykanom, że będzie prezydentem, który kończy wojny, a nie rozpoczyna nowe. Tymczasem spójrzmy, gdzie jesteśmy dzisiaj. Do wyborów do Kongresu zostało niespełna siedem tygodni. Wojna w Ukrainie, którą Trump wielokrotnie zapowiadał szybko zakończyć, trwa. Amerykanie od pół roku prowadzą wojnę z Iranem. Ceny energii są wysokie. Inflacja znowu daje o sobie znać. A republikanie zaczynają kampanię wyborczą w sytuacji znacznie trudniejszej, niż jeszcze kilka miesięcy temu mogli zakładać. Dlatego warto zadać pytanie: czy polityka zagraniczna, która miała być jednym z największych atutów Donalda Trumpa, może stać się jego politycznym problemem?

Zacznijmy od Iranu

Najnowsze wyliczenia bezpartyjnego Biura Budżetowego Kongresu są bardzo konkretne. Wojna z Iranem kosztowała Stany Zjednoczone już około 38 miliardów dolarów. Inspektor generalny Pentagonu poinformował natomiast Kongres, że wojna z Iranem doprowadziła do niedoborów w strategicznych zapasach i ujawniła, jak wolno amerykański przemysł jest w stanie je uzupełniać.

Pierwszy, kwartalny raport dla Kongresu USA dotyczący operacji Epicka Furia mówi o wydatkach na wojnę bliskich 34 miliardów dolarów. Nie ma co ukrywać, jeśli konflikt będzie trwał, każdy kolejny miesiąc może kosztować amerykańskich podatników następne dwa do trzech miliardów.

Pieniądze to tylko część problemu. Amerykanie zużyli ogromne ilości kosztownej amunicji. Biuro Budżetowe Kongresu Stanów Zjednoczonych ostrzega, że odbudowanie zapasów niektórych rodzajów uzbrojenia może zająć nawet pięć lat. To wywołuje w Waszyngtonie kolejne pytanie: co, jeśli w tym czasie pojawi się następny poważny kryzys? Na przykład na Pacyfiku, wokół Tajwanu? Pentagon zapewnia, że amerykańskie wojsko ma zasoby potrzebne do realizowania swoich zadań.

Raport biura pokazuje jednak, że przedłużający się konflikt zaczyna mieć realną cenę - nie tylko finansową, ale również strategiczną. W wojnie zginęło już 18 amerykańskich żołnierzy.

I jest jeszcze coś, co dla przeciętnego Amerykanina może być ważniejsze niż liczba rakiet w magazynach Pentagonu. Cena benzyny. Wojna z Iranem i zakłócenia wokół cieśniny Ormuz uderzyły w światowy rynek energii. Droższa energia napędza inflację. Kiedy rośnie cena paliwa, Amerykanin widzi politykę zagraniczną nie w telewizji, ale na ekranie dystrybutora na stacji benzynowej. Właśnie tutaj wojna może stać się problemem wyborczym. Bo Donald Trump wygrał wybory między innymi dzięki obietnicy, że życie w Ameryce będzie tańsze.

A teraz spójrzmy na Ukrainę

Tu sytuacja jest zupełnie inna, ale polityczny problem dla Białego Domu ma podobny charakter.

Donald Trump przez lata przekonywał, że potrafi doprowadzić do zakończenia tej wojny. Dziś Rosja i Ukraina nadal prowadzą działania wojenne. A w Waszyngtonie, zamiast ogłaszać porozumienie pokojowe, Kongres przygotowuje kolejne narzędzie nacisku na Moskwę. To pokazuje, jak daleko jesteśmy od prostego zakończenia wojny.

I teraz połączmy te wszystkie elementy.

Iran. Ukraina. Rosja. Droga ropa. Inflacja. Rosnące koszty prowadzenia wojny. I wybory do Kongresu 3 listopada.

Donald Trump chciał, żeby te wybory były referendum nad jego prezydenturą. Wczoraj pojechał do Karoliny Północnej, gdzie prowadził kampanię na rzecz jednego z republikańskich kandydatów.

To jego pierwszy duży wiec wyborczy po republikańskiej konwencji w Dallas w Teksasie i początek intensywnej kampanii przed listopadowym głosowaniem.

Problem republikanów widać w sondażach

W najnowszym badaniu Reuters/Ipsos pracę Donalda Trumpa pozytywnie ocenia 35 procent Amerykanów. W pytaniu, którą partię wyborcy poparliby w wyborach do Kongresu, 44 procent wskazuje demokratów, a 37 procent republikanów.

To oczywiście fotografia nastrojów w jednym konkretnym badaniu, a nie prognoza wyniku wyborów. Pokazuje jednak, z jakiego miejsca republikanie rozpoczynają ostatnie tygodnie kampanii.

Właśnie dlatego najbliższe tygodnie będą tak interesujące.

Bo wyborów do Kongresu prawdopodobnie nie rozstrzygną mieszkańcy Teheranu, Moskwy czy Kijowa. Rozstrzygną je Amerykanie w Pensylwanii, Michigan, Karolinie Północnej, Georgii i innych stanach.

Wielu z nich może zadawać znacznie prostsze pytania.

Ile kosztuje benzyna? Ile kosztują zakupy? Ile wynosi rata kredytu? Czy kraj jest bezpieczniejszy? I czy Donald Trump rzeczywiście zrealizował to, co obiecywał? Dlatego dla Białego Domu największym zagrożeniem politycznym może nie być sama wojna w Ukrainie czy sama wojna z Iranem. Problem pojawi się wtedy, kiedy Amerykanie zaczną łączyć wydarzenia na świecie z tym, co dzieje się w ich własnych portfelach.

Donald Trump obiecywał, że będzie prezydentem pokoju

Dziś, na niespełna siedem tygodni przed wyborami, wojna w Ukrainie trwa. Wojna z Iranem kosztowała już dziesiątki miliardów dolarów. Energia jest droga. Inflacja pozostaje problemem. A republikanie muszą bronić swojej władzy w Kongresie.

I być może właśnie dlatego w ostatnich tygodniach tej kampanii najważniejsze pytanie dotyczące polityki zagranicznej będzie tak naprawdę pytaniem o politykę wewnętrzną: czy światowe kryzysy zaczną wystawiać rachunek Donaldowi Trumpowi tutaj, w Stanach Zjednoczonych?

Warto przypomnieć jeszcze jeden symbol ambicji Donalda Trumpa.

Na początku roku prezydent powołał własną Radę Pokoju – Board of Peace. W lutym, podczas jej pierwszego posiedzenia w Waszyngtonie, Trump mówił, że jej zadanie można opisać jednym słowem: „pokój”. Przekonywał wtedy, że jego administracja zakończyła już osiem wojen i pracuje nad kolejnymi porozumieniami. Rada miała zajmować się przede wszystkim przyszłością Gazy, ale Trump przedstawiał ją jako instytucję o znacznie większych ambicjach - zdolną odgrywać rolę w rozwiązywaniu światowych konfliktów.

Dzisiaj ten obraz warto zestawić z rzeczywistością. Mało kto już pamięta o tej radzie. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie trwa, a Stany Zjednoczone same prowadzą przedłużający się konflikt z Iranem.

I w tym jest chyba największy paradoks drugiego roku tej prezydentury. Donald Trump chciał budować swój wizerunek jako światowego negocjatora i prezydenta pokoju. Tymczasem przed wyborami do Kongresu musi coraz częściej tłumaczyć Amerykanom nie to, jak zakończył kolejne wojny, ale dlaczego te najważniejsze trwają i ile zaczynają kosztować Stany Zjednoczone.

View the original on RMF24

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.