1321 sztuk amunicji wyparowało z policyjnego magazynu. "To jakaś jednostka cudów"
Jak czytamy, 15 czerwca 2025 r. dyżurny komendy w Wodzisławiu Śląskim odebrał nietypowe zgłoszenie. Na policję zadzwoniła fryzjerka, która powiedziała, że robiła porządki w piwnicy i znalazła torbę z amunicją.
Wysłani na miejsce funkcjonariusze odkryli, że jest to 1241 sztuk naboi Parabellum kaliber 9 mm oraz 80 sztuk pocisków kalibru 7,62 mm do pistoletów maszynowych. Łącznie pakunki ważyły kilkanaście kilogramów.
Czytaj nas częściej w Google
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Amunicja w domu fryzjerki pochodziła z policyjnego magazynu Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. Pomieszczenie ma zabezpieczenia antywłamaniowe, a dostęp do niego tylko magazynier, który ewidencjonuje każdy nabój. Dodatkowo w jednostce przeprowadzane są kontrole. "W dokumentacji wszystko się zgadzało. W komendzie nigdy też nie było żadnego włamania" — pisze "GW".
Komenda otrzymała pociski kalibru 9 mm w marcu 2024 r. Z dokumentów wynikało, że całość tej partii została wykorzystana podczas zajęć na strzelnicy. Natomiast naboje do broni maszynowej trafiły do komendy 22 maja 2025 r. Te z kolei nigdy nie były wykorzystywane na strzelnicy.
Prawie sto stron prokuratorskiej i policyjnej dokumentacji dotyczącej tej sprawy nie dają odpowiedzi na pytanie, kto ukradł amunicję — wskazuje "Wyborcza".
Gazeta opisuje jednak historię kobiety, która zadzwoniła na komendę. Fryzjerka Marta [wszystkie imiona w tekście zostały zmienione] przez wiele lat była żoną Pawła, z którym z czasem się skonfliktowała. Policji zgłosiła, że torba z amunicją może należeć właśnie do niego, ponieważ jest on przyjacielem Tomasza, instruktora strzeleckiego z wodzisławskiej komendy.
Paweł usłyszał zarzut nielegalnego posiadania 1321 sztuk amunicji. Do winy się nie przyznaje. Na torbie, pudełkach i nabojach nie było śladów biologicznych Pawła ani jego żony. Jednego z kartonów nie zbadano, gdyż w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął. Natomiast instruktor Tomasz, według dokumentów, ostatni raz miał dostęp do magazynu, zanim jeszcze w maju 2025 r. trafiła tam amunicja maszynowa.
W sprawie pojawia się jeszcze inny policjant z Wodzisławia — Rafał, mąż Patrycji, którą Marta posądziła o romans z Pawłem. "Rafał był jednak przekonany, że żona go zdradziła. Rozstał się z nią" — pisze "Wyborcza". W trakcie jednej z rozmów z żoną Rafał zapytał ją, czy ma "bardzo bruździć" Pawłowi.
Policja wzięła ten wątek pod uwagę i przesłuchała Rafała. Ten zapewnił, że do Pawła nie ma "żadnych emocji z tytułu zemsty" i nic nie wie o amunicji. Śledczy potwierdzili, że mężczyzna nigdy nie miał dostępu do magazynu amunicji.
W końcu prokuratura w Wodzisławiu Śląskim oskarżyła Pawła o nielegalne posiadanie broni. — Przecież musiałbym być skończonym idiotą, żeby w sytuacji ogromnego konfliktu z żoną, ukrywać w jej domu coś nielegalnego — podkreśla Paweł w rozmowie z "GW".
Sprawę kradzieży policyjnej amunicji z magazynu przekazano do prokuratury w Zabrzu, ale śledztwo prowadzone jest w sprawie i nikomu nie przedstawiono zarzutów. Policja prowadzi też swoje wewnętrzne śledztwo.
— Dwa lata temu w Wodzisławiu Śląskim zatrzymano kilku funkcjonariuszy pionu antynarkotykowego, którzy dla osiągnięcia wyników podrzucali ludziom środki odurzające. — To jakaś jednostka cudów. Tam, jak widać, wszystko jest możliwe — podsumowuje Paweł, któremu grozi osiem lat więzienia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.