By zabić jednego, pozwolono umrzeć 500 osobom. Ten film wstrząsnął światem

Opracowanie: Karolina Wasyl Publikacja: Dzisiaj, 23 października (08:30)
Od piątku w polskich kinach można oglądać dokument „NAZA” - obraz, który już zdążył wywołać międzynarodową debatę i wywołał falę oburzenia w Izraelu. Twórcy filmu, Yuval Abraham i Rachel Szor, postanowili pokazać światu, jak działa system zabijania stosowany przez izraelską armię w Strefie Gazy. Ich celem było zdobycie świadectw, które ujawniają kulisy podejmowania decyzji o atakach, w których giną tysiące cywilów.
Yuval Abraham i Rachel Szor (fot: Scott A Garfitt) /East News
Twórcy nie ukrywają, że motywacją do powstania filmu było poczucie obowiązku wobec ofiar konfliktu. Czuliśmy się zobowiązani, by zdobyć świadectwa ujawniające mechanizmy systemu zabijania stosowanego w Strefie Gazy - podkreślają Yuval Abraham i Rachel Szor. Ich dokument zdobył specjalną nagrodę jury na festiwalu w Wenecji, ale w Izraelu spotkał się z ostrą krytyką władz i groźbami wobec autorów.
Co oznacza „NAZA”?
Tytuł filmu to skrót używany w izraelskich siłach zbrojnych. Oznacza tzw. straty uboczne - liczbę cywilów, którzy mogą zginąć podczas eliminacji celu militarnego. Jak ujawnia jeden z rozmówców w filmie: „by zabić jednego członka Hamasu, zaakceptowano możliwość zabicia 500 cywilów”. To właśnie takie decyzje i ich konsekwencje są osią dokumentu.
Abraham i Szor przeprowadzili rozmowy z 24 osobami związanymi z izraelską armią i wywiadem. Wszyscy zgodzili się na udział pod warunkiem zachowania anonimowości. Ich relacje rzucają światło na systemy identyfikacji celów i prowadzenia ataków w Strefie Gazy, które coraz częściej wspomagane są przez sztuczną inteligencję i zaawansowane technologie inwigilacji. Systemy te, jak wynika z filmu, zakładają wysokie ryzyko strat wśród ludności cywilnej.
Twórcy podkreślają, że choć część informacji była już wcześniej publikowana (głównie na łamach „The Guardian”, który jest jednym z producentów dokumentu), film pozwala usłyszeć je z ust osób, które projektowały i obsługiwały te systemy. Przede wszystkim dlatego, że zupełnie inaczej wybrzmiewają w ustach osób, które zaprojektowały i obsługiwały te systemy. Ponadto na ekranie można pokazać rzeczy, których nie da się oddać w formie pisanej - tłumaczy Rachel Szor.
Twórcy byli przygotowani na trudności w zdobyciu zwierzeń byłych i obecnych członków izraelskich struktur wojskowych. Zaskoczyło ich, że część rozmówców od początku chciała mówić. U niektórych gotowość ta łączyła się ze skruchą, u innych - wręcz przeciwnie. Były też osoby przemawiające z całkowitą obojętnością.
Jonathan Glazer (producent wykonawczy dokumentu) powiedział kiedyś o „Strefie interesów” coś, co szczególnie utkwiło mi w pamięci. Mianowicie, że w tej historii ofiary są poza kadrem, poza zasięgiem wzroku, ale nawet na chwilę nie przestajemy o nich myśleć. Uznaliśmy, że skupienie się na poczuciu winy przesunęłoby punkt ciężkości filmu. Tymczasem jego sednem miał być system, wskutek którego śmierć poniosło ponad 70 tys. Palestyńczyków w Strefie Gazy. To wyłącznie dane szacunkowe - rzeczywista liczba ofiar jest znacznie wyższa. Chcieliśmy pokazać, w jaki sposób funkcjonuje taki system i jak świat pozwolił, by do tego doszło - wskazał Abraham.
Skandal w Izraelu
Film „NAZA” wywołał ostrą reakcję izraelskich władz. Minister kultury Miki Zohar nazwał go publicznie „podłym”, a twórcom zarzucił „palącą nienawiść do samych siebie”. Zapowiedział działania na rzecz odebrania Abrahamowi i Szor izraelskiego obywatelstwa oraz wystąpienie o zbadanie pochodzenia materiałów wykorzystanych w filmie. Izraelska armia odrzuciła zarzuty przedstawione w dokumencie, podkreślając, że wypowiadający się żołnierze i pracownicy wywiadu pozostają anonimowi, co uniemożliwia weryfikację ich tożsamości.
Według portalu Ynet, w izraelskiej armii, ministerstwie spraw zagranicznych i jednostce odpowiedzialnej za dyplomację publiczną trwają gorączkowe narady nad przygotowaniem szerokiej kampanii informacyjnej przeciwko filmowi. Ma ona być prowadzona przede wszystkim w kanałach cyfrowych i dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców.
Ponad tysiąc izraelskich i 1,5 tysiąca filmowców spoza Izraela podpisało się pod petycją w obronie Szor i Abrahama. Solidarność z twórcami wyraziła także Gildia Reżyserów Polskich. Twórca ma prawo, a czasem obowiązek zadawać najtrudniejsze pytania i pokazywać rzeczy, których władza nie chce oglądać. Nie powinien być za swoją twórczą wypowiedź zastraszany ani karany. Dlatego stajemy po stronie Yuvala Abrahama i Rachel Szor, po stronie wolności twórczej - podkreśliła honorowa przewodnicząca związku Agnieszka Holland podczas gali zamknięcia Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.