Kulisy akcji policji pod Trybunałem. Media: Wiedziała garstka decydentów

O planie działań koalicji rządzącej wobec Trybunału Konstytucyjnego wiedziało zaledwie kilku kluczowych decydentów w policji oraz w rządzie.
Termin operacji, piątkowy wieczór, został wybrany celowo, by zminimalizować negatywne reakcje społeczne w czasie przedświątecznym.
W sieci pojawiło się pismo zastępcy komendanta głównego policji sugerujące wyposażenie funkcjonariuszy prewencji w broń maszynową.
Komenda Główna Policji oficjalnie połączyła rozkaz pełnej gotowości z zagrożeniami sabotażem i dywersją.
Wśród służb pojawiły się sugestie, że podwyższona gotowość i specjalne wyposażenie mogą wynikać z obaw przed rosyjskimi prowokacjami w czasie kryzysu wokół TK.
Jak wynika z ustaleń dziennikarzy "Rzeczpospolitej", o planie polityków koalicji rządzącej z wyprzedzeniem w policji wiedziały trzy osoby - komendant główny Marek Boroń, komendant stołeczny Krzysztof Ogroński oraz jego zastępca Tomasz Znajdek. Ostatni z nich miał osobiście kierować sztabem w akcji pod Trybunałem Konstytucyjnym.
W rządzie z kolei, jak ustaliła wcześniej Interia, otwiera się w nowym oknie, "plan w detalach znały może cztery osoby". - Był realizowany od wielu tygodni i przygotował go Maciek Berek. Tylko, jak mówię, on miał być mózgiem, a nie nową twarzą TK. Miał być sprzątającym, dopilnować, żeby udało się "odmrozić" TK zgodnie z prawem i możliwie szybko - mówiła reporterowi Łukaszowi Rogojszowi osoba z rządu.
Trybunał Konstytucyjny. O planie w policji wiedziała garstka
Zarówno ograniczona liczba osób, które wiedziały o akcji, jak i termin - piątkowy wieczór, tuż przed świętami i w czasie planowej nieobecności prezydenta Karola Nawrockiego w kraju - zostały wybrane nieprzypadkowo. Autorzy planu liczyli, że wszystkie te czynniki ograniczą negatywne reakcje.
Informacja ta zgadza się z wcześniejszymi ustaleniami Interii. - Wiadomo, że weekend jest terminem nieprzypadkowym - powiedział nam wprost jeden z członków rządu.
- Dominowało założenie, że ludzie nie będą się interesować Trybunałem, zostanie garstka emerytów, a większość rozjedzie się na groby i do domów - wskazał z kolei rozmówca "Rz".
Funkcjonariusze z oddziału prewencji pojawili się pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego między godz. 17 a 18. W tym samym czasie wniosek o zawieszenie prezesa Trybunału Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego złożyła sędzia Anna Korwin-Piotrowska.
Z nieoficjalnych ustaleń "Rz" wynika, że operacje policjantów, którzy po przybyciu na miejsce pilnowali wejścia do siedziby TK, ułatwiła współpraca jednego z pracowników ochrony instytucji.
Poruszenie w sieci, chodzi o pismo komendanta policji
W kontekście działań policji przed Trybunałem Konstytucyjnym w debacie publicznej szerokim echem odbiło się pismo zastępcy komendanta głównego policji Tomasza Michułki.
W dokumencie, który pojawił się w sieci, policjantom z wydziałów prewencji polecono mieć przy sobie m.in. pistolety maszynowe. Internauci szybko zaczęli spekulować, że wytyczne zostały wydane w związku z planowanymi działaniami w TK.
- To nie jest standardowe wyposażenie na tego typu akcje. Broni maszynowej prewencja zabezpieczająca demonstracje i protesty nie zabiera - twierdzili w rozmowie z "Rz" przedstawiciele służb.
Do sprawy w mediach społecznościowych szybko odniosła się Komenda Główna Policji. "W rzeczywistości pismo mówiące o pełnej gotowości policjantów w dniach od 2 do 8 listopada br. jest związane z aktualnymi zagrożeniami związanymi z aktami sabotażu i dywersji" - zapewniono w komunikacie.
Specjalne wyposażenie policjantów. "Nikt logicznie myślący"
Policjanci, którzy skomentowali sprawę w rozmowie z dziennikarzami portalu, mają jednak wątpliwości, co do tego wyjaśnienia. - Doprawdy nieprzeniknione są umysły obecnego kierownictwa KGP i precyzja, z jaką potrafią określić ewentualną aktywność sabotażystów - ironizuje jeden z byłych oficerów.
Funkcjonariusze zauważają także, że osoby pracujące w pionie dywersji, a to do nich skierowano pismo, co do zasady nie zajmują się zwalczaniem dywersantów czy sabotażystów.
- Nikt logicznie myślący nie uwierzy w wersję, że uzbraja się prewencję na wypadek pojawienia się "sabotażystów i dywersantów". To działania ukierunkowane na to, żeby przygotować służby na jakieś poważne działania pododdziałów zwartych i liczenia się z dużymi protestami i zamieszkami, drastycznymi rozwiązaniami - argumentował inny rozmówca "Rz".
Inne zdanie ma źródło dziennika zbliżone do służb specjalnych, przekonując, że mobilizacja była uzasadniona i nie miała nic wspólnego z wydarzeniami z Warszawy. - Nie mogę dzisiaj nic na ten temat powiedzieć, ale kiedyś ta sprawa się wyjaśni - zapewnia.
Służby szykowały się na rosyjską prowokację? "To idealna okazja"
- Scenariusz dopuszczający użycie broni maszynowej czy noktowizji wchodzi w rachubę tylko na wypadek działań wojennych. Po takie narzędzia w pododdziałach zwartych policja sięgała tylko wtedy, gdy na granicę z Białorusią wysyłała policjantów - zauważył inny funkcjonariusz, podkreślając, że nie wyobraża sobie użycia takich środków w centrum miasta.
- Chyba że mają jakieś informacje o planowanych prowokacjach i chcą tych policjantów użyć do blokad. W takiej sytuacji posiadanie na wyposażeniu karabinów maszynowych jest konieczne - zastrzegł.
W kontekście trudnej sytuacji przed TK pojawiły się obawy dotyczące możliwych prowokacji ze strony Rosji. - Potencjalne rosyjskie służby mogą chcieć wykorzystać sytuację do przeprowadzenia jakiegoś aktu dywersji albo sabotażu. To idealna okazja. Podejrzewam, że to polecenie może mieć związek z takimi informacjami bądź podejrzeniami, a nie chęcią użycia broni pod Trybunałem - tłumaczył oficer prewencji.
"Polityczny WF": Braun na posiedzeniu u prezydenta? Dylemat przed NawrockimINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.