Chaos na niebie nad Moskwą. Samoloty zawracane z tras
"Przestrzeń powietrzna Moskwy sparaliżowana: Lotnisko Szeremietiewo ewakuowane w związku z zagrożeniem dronami. Wszystkie cztery lotniska w Moskwie – Szeremietiewo, Wnukowo, Domodiedowo i Żukowski – zostały tymczasowo zamknięte dla przylotów i odlotów" – przekazała redakcja NEXTY.
Procedury bezpieczeństwa doprowadziły do natychmiastowego chaosu w rosyjskim ruchu lotniczym. Dziewięć maszyn pasażerskich, które znajdowały się już w fazie zniżania do lądowania w Moskwie, odesłano na porty zapasowe w innych regionach kraju.
DLA CIEBIE
Fiat na targach - przegląd modeli i nowości
DLA CIEBIE
Paraliż nieba nad Moskwą. Czy to początek operacji "M&M's"?
Skala i skoordynowany charakter wstrzymania operacji na wszystkich moskiewskich lotniskach jednocześnie sprawiły, że komentatorzy zaczęli wiązać te wydarzenia z doniesieniami o ukraińskiej operacji o kryptonimie "M&M’s". Zwracają na to uwagę również autorzy kanału NEXTA, stawiając pytanie, czy obecny paraliż oznacza przejście planu w fazę realizacji.
O szczegółach tego scenariusza informował na początku września dziennikarz prestiżowego magazynu "The Atlantic", Simon Shuster, powołując się na źródło w Kijowie. Głównym założeniem operacji miało być drastyczne ograniczenie, a wręcz uniemożliwienie funkcjonowania lotnisk wokół stolicy Rosji przy użyciu zmasowanej fali bezzałogowców.
Plan zakładał wysłanie w stronę Moskwy w ciągu jednej nocy nawet tysiąca małych, relatywnie tanich i niemal identycznych dronów – to właśnie od skojarzenia ze słynnymi, drobnymi czekoladowymi cukierkami operacja miała zyskać swoją nazwę.
Cel Ukraińców: uderzyć w komfort rosyjskich elit
Z informacji przytaczanych przez "The Atlantic" wynika, że cel operacji nie miał charakteru wyłącznie militarnego, lecz przede wszystkim polityczno-psychologiczny. Autorzy koncepcji liczyli na to, że odcięcie Moskwy od siatki połączeń lotniczych i radykalne utrudnienie podróży zagranicznych uderzy bezpośrednio w rosyjskie elity biznesowe oraz polityczne.
Niezadowolenie w kręgach uprzywilejowanych Rosjan miałoby – według założeń planu – stworzyć wewnętrzną presję na Władimira Putina i skłonić Kreml do podjęcia realnych negocjacji pokojowych.
Projekt od początku budził jednak poważne kontrowersje moralne, etyczne i prawne – również na szczytach władzy w Kijowie. Jak ujawnił "The Atlantic", prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski był do pomysłu nastawiony bardzo sceptycznie. Głowa państwa obawiała się przede wszystkim katastrofalnych skutków ewentualnego trafienia w cywilny samolot pasażerski, a także śmierci postronnych podróżnych oraz obsługi naziemnej portów.
Niepokój budziła również technologia, która miała zostać wykorzystana. Drony przeznaczone do uderzenia w ramach roju miały posiadać autonomiczne systemy nawigacji i rozpoznawania terenu, co w praktyce oznaczało, że decyzja o finalnym zaatakowaniu celu mogła zapadać automatycznie, bez bezpośredniej weryfikacji i ostatecznego zatwierdzenia przez człowieka.
Warto podkreślić, że oficjalnie Kijów odcina się od medialnych rewelacji na temat istnienia takiego planu. Anonimowy przedstawiciel biura prezydenta Ukrainy w komentarzu dla zachodniej prasy kategorycznie zakwestionował te doniesienia, określając je mianem "całkowitego nonsensu".
Od początku września ukraińskie drony niemal codziennie zakłócają ruch lotniczy nad Moskwą. 9 października wszystkie cztery lotniska w Moskwie zostały zamknięte z powodu roju ukraińskich dronów. W tym czasie Władimir Putin wracał samolotem z wizyty w Turkmenistanie. Jego samolot krążył nad rosyjską stolicą, nie mogąc wylądować.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.