Były pilot ujawnił kulisy rejsu do Turcji. LOT odrzuca oskarżenia
- Były pilot PLL LOT Krzysztof Sikorski zarzuca przewoźnikowi brak raportowania incydentów w powietrzu oraz mobbing po zgłoszeniu nieprawidłowości.
- PLL LOT odrzuca oskarżenia i wskazuje, że ani załoga, ani turecka kontrola lotów nie zgłosiły żadnego zdarzenia z opisywanego rejsu.
- Urząd Lotnictwa Cywilnego zbadał sprawę na podstawie rejestratorów parametrów lotu i nie potwierdził zarzutów dotyczących zagrożenia bezpieczeństwa.
Rozbieżność zdań dotyczy wydarzeń z maja 2025 r., do których doszło w trakcie rejsu czarterowego do Antalyi. Według relacji Krzysztofa Sikorskiego, podczas zniżania do lądowania kontrola ruchu nakazała wykonanie natychmiastowego skrętu w prawo. Dowodzący maszyną instruktor miał jednak skierować samolot w lewo. Po interwencji Sikorskiego i ponownym potwierdzeniu komendy przez wieżę manewr poprawiono, lecz ze znacznym opóźnieniem.
- Nie chcę mówić, że mogło dojść do katastrofy, ale prawdopodobnie uchroniłem rejs od bardzo niebezpiecznej sytuacji - powiedział "Gazecie Wyborczej" Krzysztof Sikorski.
Pilot podnosi także kwestię lądowania w Warszawie po powrocie z tego samego rejsu, gdzie miało dojść do tzw. twardego lądowania. Zgodnie z regulacjami spółki błędna interpretacja łączności radiowej powinna zostać zgłoszona w ciągu 72 godzin, a twarde przyziemienie wymaga przeprowadzenia kontroli technicznej. Sikorski twierdzi, że kapitan nie złożył wymaganego raportu.
Zgłoszenia pilota i zarzuty o mobbing
Sikorski, który przed przejściem do PLL LOT przez niemal dekadę pracował w liniach Ryanair, odszedł z polskiej spółki po siedmiu miesiącach. Jak relacjonuje, próby formalnego wyjaśnienia przebiegu lotu do Turcji trwały pół roku, lecz przełożeni potraktowali je jako donosicielstwo. Na kolejnych spotkaniach ze zwierzchnikami miało dochodzić do podważania jego wiarygodności, podnoszenia głosu i zarzucania mu kłamstwa.
- Wszystkie sygnały dotyczące bezpieczeństwa lotu, kultury organizacyjnej i standardów szkolenia były konsekwentnie ignorowane - ocenił pilot, zarzucając firmie działania poniżające oraz manipulację.
"Nie koncentrujmy się na wskazywaniu winnych, lecz na analizie przyczyn, które pozwolą nam wszystkim wyciągnąć wnioski na przyszłość" - pisał Sikorski w wiadomości skierowanej do przełożonych.
Po rozstaniu z firmą pilot otrzymał fakturę opiewającą na ponad 53 tys. zł za rozwiązanie kontraktu B2B. O swoich doświadczeniach powiadomił m.in. Państwową Inspekcję Pracy, Ministerstwo Infrastruktury, Europejską Agencję Bezpieczeństwa Lotniczego oraz Urząd Lotnictwa Cywilnego. Uruchomił również platformę internetową dla pracowników lotnictwa zgłaszających naruszenia.
Stanowisko PLL LOT i system Just Culture
Polskie Linie Lotnicze LOT stanowczo odrzucają twierdzenia byłego pracownika. Przewoźnik podkreśla, że w strukturach firmy funkcjonuje system raportowania oparty na zasadach Just Culture, który pozwala zgłaszać zagrożenia bez obaw przed działaniami odwetowymi. Według danych spółki od początku 2022 r. do sierpnia 2026 r. piloci złożyli około 24 tys. raportów obowiązkowych, dobrowolnych oraz anonimowych.
"Żaden z członków załogi, w tym Pan Sikorski, nie złożył w związku z tym lotem raportu na temat jakiegokolwiek zdarzenia lotniczego. Nie wpłynęły również do spółki raporty od tureckiej kontroli ruchu lotniczego, które standardowo są sporządzane w takich, jak opisywana, sytuacjach" - przekazał przewoźnik w oświadczeniu.
Spółka poinformowała również, że po powzięciu wiadomości o zarzutach Biuro Bezpieczeństwa Lotniczego przeanalizowało parametry rejsu. "Na ich podstawie nie stwierdzono przesłanek potwierdzających, że podczas tego lotu wystąpiło zdarzenie stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa operacji lotniczej" - zaznaczyły linie.
Przewoźnik zaprzeczył też, by skierowanie pilota na dodatkową sesję w symulatorze stanowiło karę. Wyjaśnił, że było to standardowe wsparcie szkoleniowe w celu lepszego przyswojenia procedur przed sprawdzianem liniowym. Na początku sierpnia LOT skierował do Sikorskiego wezwanie do zaprzestania naruszania dobrego imienia spółki oraz zaniechania czynów nieuczciwej konkurencji.
Ustalenia Urzędu Lotnictwa Cywilnego
Zgłoszenie byłego pilota trafiło do Urzędu Lotnictwa Cywilnego, który przeprowadził postępowanie wyjaśniające i wezwał przewoźnika do złożenia wyjaśnień.
"W ramach przeprowadzonych czynności zweryfikowano dostępne materiały, w tym dane z systemu monitorowania parametrów lotu oraz dostępne zgłoszenia dotyczące wskazanego zdarzenia. Przeprowadzona analiza dostępnego materiału nie pozwoliła na potwierdzenie zgłoszonych zarzutów dotyczących nieprawidłowości w obszarze bezpieczeństwa lotniczego" - poinformował ULC.
Nadzór odniósł się także do ogólnych kwestii proceduralnych podnoszonych w relacjach personelu, m.in. w zakresie opuszczania kokpitu i wypoczynku załogi. Zgodnie z wytycznymi ULC w razie wyjścia jednego z pilotów zaleca się obecność innej upoważnionej osoby w kabinie, nie jest to jednak wymóg bezwzględny, o ile przewoźnik zapewni równoważny poziom bezpieczeństwa. Krótki odpoczynek podczas lotu dopuszczalny jest natomiast w operacjach długodystansowych przy powiększonym składzie załogi.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.