Waldemar Żurek w WP: Romanowski chciał "strzelić gola" prokuraturze. Nie wierzę, że wróci
Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, Wirtualna Polska: Sąd zgodził się wydać Marcinowi Romanowskiemu list żelazny. Co to pana zdaniem zmienia w całej tej sprawie?
Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny: Na ten moment nic nie zmienia, bo decyzja dotycząca listu żelaznego nie jest prawomocna. Na dodatek mamy poważne wątpliwości prawne co do składu orzekającego. Ten sędzia był już kiedyś oceniany przez sąd wyższej instancji, który stwierdził, że został nieprawidłowo powołany. Widzimy też, że swoje sympatie polityczne ujawnia w internecie, na profilu w mediach społecznościowych. Ten sędzia podpisał też listy poparcia do neo-KRS, a także został powołany na funkcję komisarza wyborczego, która wiąże się z dodatkowymi dochodami. Niestety nie mamy przyjętej ustawy praworządnościowej, a takie osoby byłyby testowane na podstawie przewidzianego tam testu praworządnościowego. Musimy więc poczekać, co dalej. Na pewno prokuratura złoży w tej sprawie zażalenie.
Będzie wniosek o wyłączenie sędziego?
Moim zdaniem taki wniosek powinien być złożony, ale prokuratorzy prowadzący sprawę, którzy podejmują niezależne decyzje, zadziałali tu w pewnej wierze w przepisy prawne. Wyszli z założenia, że jeśli poprzednia ekipa przyjęła przepisy, zgodnie z którymi sąd jest związany sprzeciwem prokuratora w sprawie listu żelaznego, to ten przepis będzie honorowany. Okazało się jednak, że sędzia, który orzekał, nie uznał tego i przeprowadził taką rozproszoną kontrolę konstytucyjną, że sam trochę uśmiecham się pod nosem.
Merytorycznie decyzja sądu również budzi wątpliwości, bo list żelazny jest stosowany wobec osób, które dają gwarancję współpracy z prokuraturą i sądem. Tutaj mamy inną sytuację: prokuratura zarzuca Romanowskiemu m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnianie przestępstw przeciwko mieniu. Przypominam, że nadal prowadzone są także postępowania wobec innych osób.
Obawia się pan, że z listem żelaznym Romanowski mógłby wpływać na świadków lub innych podejrzanych?
Wydaje się więc, że to tylko zagrywka taktyczna obrońcy Romanowskiego.
Wątpię w to, że jeśli postanowienie o liście żelaznym się uprawomocni, Romanowski pojawi się w Polsce. Bardziej chodziło o to, by "strzelić gola" prokuraturze. Inna sprawa, że sama prokuratura nie wykorzystała wszystkich możliwości dotyczących np. wyłączenia sędziego. To pokazuje, jak dużo nas jeszcze czeka w przywracaniu praworządności.
A jeśli sąd nie uwzględni zażalenia?
Jeśli to będzie legalny, niekwestionowany sąd, to wtedy będziemy szanować rozstrzygnięcie i zobaczymy, czy Romanowski z tego skorzysta. Myślę, że to potrwa jeszcze miesiące: najpierw musimy złożyć to zażalenie, potem dopiero odbędzie się losowanie składów orzekających.
Jeśli Romanowski przyjedzie, to bardzo proszę – niech pokaże, czy chce współpracować. Każde rozstrzygnięcie wydane przez niekwestionowany skład sędziowski będę szanował.
A może ten list żelazny to nie jest wcale taka zła informacja dla prokuratury? Sam list nie przesądza o winie czy niewinności, ale daje perspektywę, że Romanowski jednak się odważy przyjechać do kraju i będzie okazja rozliczyć go przed sądem. Może więc listem żelaznym uda się to, czego nie udało się osiągnąć listem gończym?
Gdybym wierzył, że Marcin Romanowski skorzysta z tego dobrodziejstwa i że tak będzie, to bym odpowiedział: "tak". Ale widzieliśmy, jak Romanowski wyszedł z aresztu i mówił: nie będę się ukrywał, będę współpracował. Później widzieliśmy, jak operował sobie bodajże przegrodę nosową, próbując w ten sposób udowodnić, że jest ciężko chory. Następnie wyjechał na Węgry, a stamtąd dalej.
Tych punktów braku wiarygodności Romanowskiego jest tak wiele, że ja po prostu nie wierzę w jego dobre intencje. To gra na przeczekanie do wyborów, że może zmieni się układ polityczny, który pomoże Romanowskiemu uniknąć odpowiedzialności. Ale my też jesteśmy konsekwentni.
Jeśli Romanowski nie przyjedzie, to wtedy wraca ENA i list gończy?
Tak. List gończy wystawia się pod pewnymi warunkami i jeśli te warunki zostaną spełnione, możliwe jest jego zastosowanie. Ale wszyscy wiemy, jak bardzo przeciążone są sądy warszawskie. Wie to również Romanowski. I kiedy ta sprawa będzie się "mielić" w sądzie, on w tym czasie będzie odtrąbiał sukces, bo taka, a nie inna osoba wydała mu list żelazny.
Ta sprawa nie dowodzi, że nie udało wam się ciągle uporządkować sytuacji w sądownictwie?
Wiemy, że Warszawa została bardzo mocno nasycona ludźmi, którzy poszli na współpracę z reżimem autorytarnym. Widzimy tam dalej takie osoby, które wielokrotnie, np. w Sądzie Najwyższym, nie przeszły testu niezależności, a dalej są sędziami.
Wiedzą o tym wszyscy prawnicy, bo jest parasol ochronny w postaci Izby Odpowiedzialności Zawodowej. My chcemy to zmienić. Dlatego przygotowaliśmy ustawę praworządnościową, która ma to zmienić. Jesteśmy na końcowym etapie prac nad nią, będzie procedowana w Sejmie już w przyszłym tygodniu.
Ale w imię roztaczania parasola ochronnego nad ludźmi, którzy w wymiarze sprawiedliwości dopuszczali się przestępstw, prezydent Nawrocki zapewne ją zawetuje. Ja oczywiście mam plan B, ale nie chcę go ujawniać. Wszystko posuwa się w tempie takim, jak założyłem.
Ile to jeszcze potrwa?
Wiem, że opinia publiczna się niecierpliwi, ale pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł. Po wyborach prezydenckich wszystko się tak zmieniło, że musimy dziś stosować inne zgodne z prawem metody, które przywrócą nam zgodne z Konstytucją i międzynarodowymi standardami, sprawne funkcjonowanie sądów.
Mamy kilku sędziów, u których albo leżą ich sprawy immunitetowe w SN, albo są oddalane przez neosędziów. Czeka nas więc radykalna zmiana w funkcjonowaniu organów wymiaru sprawiedliwości.
Niektórzy zarzucają panu i prokuraturze pewną niekonsekwencję: po co składać zażalenie na wyrok wydany przez neosędziego, czyli "nie-wyrok"?
Na razie mamy orzeczenie składu siedmiu sędziów Izby Pracy SN, które dotyczyło neosędziów wyłącznie w Sądzie Najwyższym. Ono mówi, że rozstrzygnięcie jest niebyłe, jeżeli neosędzia zasiadał w składzie. Ale nie mamy takiego rozstrzygnięcia co do sędziów sądów powszechnych.
Jestem prawnikiem z dużym doświadczeniem i nie dam się wpuścić w maliny. Są oczywiście tacy, którzy mówią, że to nieistniejące orzeczenie. Gdyby sąd drugiej instancji w sprawie listu żelaznego powiedział nam, że to nie był należycie obsadzony sąd i że to orzeczenie jest niebyłe – czyli gdyby powtórzył to, co zrobił Sąd Najwyższy w uchwale siedmiu sędziów – to ja bym to uhonorował i powiedział: faktycznie, wracamy do punktu wyjścia, trzeba wylosować ponownie skład, żeby był to legalny sąd.
No ale to musi zrobić sąd drugiej instancji, oceniając to, co zrobił teraz sąd pierwszej instancji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.