Dziennikarz opisał zatrzymanie na granicy z Ukrainą. Dostał trzyletni zakaz wjazdu
"Przed paroma minutami odebrałem decyzję SBU: 3 lata zakazu wjazdu na Ukrainę. Po całym dniu czekania i interwencjach na wysokim szczeblu" — napisał na platformie X Łukasz Warzecha — publicysta związany z prawicowym tygodnikiem "Do Rzeczy", a w przeszłości także z Onetem. Dodał, że jako oficjalny powód wskazano względy bezpieczeństwa.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kontrola graniczna przerodziła się w wielogodzinne czekanie
Problemy zaczęły się wczesnym popołudniem podczas kontroli granicznej. Po godz. 14 Warzecha relacjonował, że ukraińska straż graniczna zatrzymała jego paszport. Według jego wpisu najpierw starszy stopniem funkcjonariusz pytał go o cel podróży, a później inny strażnik polecił mu zabrać rzeczy z busa i przejść do strażnicy, gdzie publicysta czekał w pustym pokoju.
Przed godz. 20 Warzecha informował, że jego sytuacja się nie zmieniła. Pisał, że nadal przebywa w tym samym pomieszczeniu, nie otrzymał rozstrzygnięcia, a na miejscu spędził już prawie siedem godzin. Wspomniał też, że dostał herbatę.
Oficjalne zaproszenie nie zakończyło sprawy
Dodatkowe kontrowersje wzbudził charakter wyjazdu. Sam Warzecha podkreślał, że podróżował do Kijowa jako uczestnik zorganizowanej grupy i na oficjalne zaproszenie. Tygodnik "Do Rzeczy" podał, że chodziło o wyjazd studyjny dla dziennikarzy, przygotowany przez Centrum Mieroszewskiego oraz państwowy Instytut Ukraiński.
Według relacji "Do Rzeczy", mimo zaproszenia ze strony ukraińskiej instytucji rządowej wjazd publicysty został zablokowany. W sprawę miały zaangażować się osoby trzecie, a temat trafił na wyższy szczebel polityczny, jednak interwencje nie zmieniły decyzji służb. Warzecha w rozmowie z tygodnikiem ocenił, że za incydentem stoją określone środowiska w Kijowie. "Komuś w strukturach bezpieczeństwa Ukrainy bardzo zależy na tym, aby podważać budowanie lepszych relacji polsko-ukraińskich. Chciałem skonfrontować swoje poglądy z otwartymi politykami i liderami opinii na Ukrainie. Niestety, nie było mi to dane" — podsumował.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.