Opublikowali zdjęcie Łukasza Litewki. Teraz mają zapłacić 2 tys. zł
Fundacja Z rąk do rąk opublikowała po śmierci Łukasza Litewki krótki wpis pożegnalny. Wykorzystała w nim zdjęcie profilowe posła, które wcześniej było publicznie dostępne w mediach społecznościowych. Przez kilka miesięcy nie działo się nic. Dopiero niedawno do organizacji trafiło pismo z żądaniem zapłaty.
— Wczoraj z korespondencją przyszło do nas pismo z kancelarii prawnej — relacjonuje Tomasz Płoszański. Kwota wskazana w wezwaniu to 2 tys. zł. Jak wynika z dokumentów dotyczących sprawy, roszczenie obejmuje m.in. odszkodowanie za wykorzystanie fotografii oraz dodatkowe kwoty związane z brakiem oznaczenia autora i kadrowaniem zdjęcia.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Fotograf domaga się pieniędzy. "Czy to jest przyzwoite?"
Zdjęcie zmarłego posła było wcześniej używane jako profilowe w mediach społecznościowych. Po jego śmierci zaczęły je publikować kolejne osoby, organizacje i media. Fundacja wykorzystała je w pożegnalnym wpisie, nie prowadząc przy tym działalności komercyjnej związanej z fotografią.
— Ja rozumiem prawa autorskie. [Fotograf] wykonała zdjęcie, no dobrze, jest autorką — mówi Tomasz Płoszański. — Ale czy takie dochodzenie tych praw akurat do takiego zdjęcia jest społecznie przyzwoite? Zwyczajnie, po ludzku przyzwoite? — pyta. — To zdjęcie biegało wszędzie. Można było je zobaczyć na przeróżnych profilach, portalach, w telewizji — dodaje.
Fundacja przekonuje, że publikując fotografię, nie miała świadomości, że jej wykorzystanie wymaga dodatkowej licencji. Przy zdjęciu nie było informacji wskazującej autora ani ostrzeżenia dotyczącego zasad jego dalszego wykorzystania. To właśnie dlatego organizacja nie potraktowała publikacji jako wykorzystywania cudzej twórczości w celach zarobkowych.
Fundacja Z rąk do rąk zdecydowała się nie regulować żądanej kwoty. W odpowiedzi na wezwanie przedstawiła swoje stanowisko, które — jak mówi Tomasz Płoszański — skonsultowała z prawnikami. Teraz organizacja czeka na dalszy rozwój sprawy.
"Nie chcemy kwestionować praw autorskich"
Przedstawiciel organizacji podkreśla, że nie chce stawiać się ponad prawem ani negować ochrony praw autorskich. Spór dotyczy przede wszystkim okoliczności, w których zdjęcie zostało użyte. — To nie była reklama. Nie zarabialiśmy na jego wizerunku. To było zwyczajne pożegnanie człowieka — mówi Tomasz Płoszański.
Fundacja wie, że część organizacji, które dostały podobne wezwania, może zdecydować się na zapłatę. Do Onetu zgłosił się projektant, który na podobne wezwanie zareagował strachem i wpłacił kancelarii 1500 zł. Zdaniem członka organizacji Z rąk do rąk nie powinno się jednak automatycznie płacić, tylko po to, żeby zamknąć temat. — To by pokazało, że na takiej tragicznej sytuacji, nagłej śmiercią młodego człowieka, można coś zarobić — mówi.
Tomasz Płoszański podkreśla przy tym, że zdaje sobie sprawę z tego, że fotografowi przysługują prawa do wykonanej przez niego pracy. Uważa jednak, że w tej konkretnej sprawie równie istotny jest kontekst.
- Przeczytaj także: Poruszający wpis fundacji po śmierci Łukasza Litewki. "Chcemy wierzyć, że to nieprawda"
Wezwanie do zapłaty za zdjęcie. To nie pierwsza taka sytuacja
Do Onetu zgłosiła się też prezes jednej z organizacji pozarządowych. Opublikowała kilka lat temu na stronie organizacji artykuł dotyczący historii Solidarności, używając przy tym zdjęcia Lecha Wałęsy. Ta sama firma, co w sprawie Łukasza Litewki, domaga się także zapłaty w imieniu fotografa, który wykonał zdjęcie byłego prezydenta.
Do kancelarii, która domaga się pieniędzy za wykorzystanie zdjęcia Łukasza Litewki, wysłaliśmy pytania, czy działa na zlecenie fotograf, której nazwisko widnieje w piśmie i do jak wielu podmiotów skierowali żądania. Do momentu publikacji tego materiału nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Oświadczenie fotograf. "Nie było to moją intencją"
W środę wieczorem fotograf Jagoda Owczarek, która jest autorką zdjęcia Łukasza Litewki, zamieściła oświadczenie. "Moją intencją było wyłącznie zwrócenie uwagi na problem, z którym fotografowie i inni twórcy mierzą się na co dzień — wykorzystywanie ich pracy bez pytania o zgodę, bez informacji o autorze i bez poszanowania praw do stworzonego przez nich materiału" — czytamy na stronie Jagoda Owczarek Fotografia na Facebooku.
"Zdjęcie, nawet jeżeli jest szeroko dostępne w internecie, nadal jest efektem czyjejś pracy, czasu i twórczości. Uważam, że warto o tym mówić i budować większą świadomość poszanowania praw twórców" — dodała fotograf.
Fotograf podkreśliła, że "nie chciała osiągnąć takiego efektu". "Nigdy nie było moją intencją zarabianie na śmierci Łukasza ani na żałobie osób, które go znały i ceniły" — zaznaczyła.
Fotograf przekazała, że otrzymuje groźby, życzenia śmierci, ciężkiej choroby czy kalectwa, a także obraźliwe i poniżające komentarze. "Rozumiem krytykę moich działań i przyjmuję ją. Każdy ma prawo oceniać moje decyzje, również bardzo surowo. Nie ma jednak żadnego usprawiedliwienia dla gróźb, życzenia drugiemu człowiekowi śmierci, choroby czy przemocy słownej. Dlatego proszę, aby emocje związane z tą sprawą nie przeradzały się w dalszy hejt ani ataki personalne" — podkreśliła.
- Przeczytaj także: Fundacje dostały wezwania za zdjęcie Łukasza Litewki. "Byliśmy w szoku"
Wykorzystanie zdjęcia na Facebooku. Co mówi na ten temat prawo?
Fakt, że zdjęcie było wrzucane przez inne profile, nie oznacza, że można je opublikować. Potrzebna jest do tego zgoda autora, ewentualnie prawo do przedruku prasowego, które i tak wymaga podpisania autora. Wyjątkiem może być zamieszczenie zdjęcia na prawie cytatów, ale musi ono wówczas być przedmiotem analizy czy krytyki w tekście.
Wykorzystanie zdjęcia bez zgody i oznaczenia autora narusza majątkowe i osobiste prawa autora (art. 16 i art. 17 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Uprawnia to twórcę do żądania zaniechania działań, zadośćuczynienia lub odszkodowania, w tym dwukrotności wynagrodzenia (art. 78 i art. 79 Ustawy).
Za naruszenia w publikacjach prasowych solidarną odpowiedzialność cywilną ponoszą autor posta bądź wpisu i redakcja (art. 38 prawa prasowego). Warto podkreślić, że — zgodnie z orzecznictwem polskich sądów — każdy publiczny profil na Facebooku może być uznany za prasę, jeśli publikuje informacje regularnie, ma na celu informowanie opinii publicznej o sprawach społecznych, politycznych czy lokalnych i ma stałą nazwę.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.