ESPNBills, Josh Allen outlast Rams in overtime on MNFESPN DeportesLaporta fija la Champions como el objetivo de Barcelona este añoInquirerFree dance sessions for breast cancer survivors set in CalapanThe Jerusalem PostHezbollah explosive smuggling, illegal finance network leads to calls for probe by Lebanese PMsRTP DesportoPlay-off Mundial2027. Portugal - Irlanda do Norte (19h00)Daily MaverickSERIES SETBACK: Proteas point to ‘soft dismissals’ after batting collapse hands Australia first TestInquirer EntertainmentWowie de Guzman figures in Batangas car accident, assures he’s OKBollywood HungamaMrunal Thakur neither confirms nor denies Raaka casting rumours, says film announcements will come on social mediaTaipei TimesENGLISH DIGEST 實用美語(空中美語)
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, October 13, 2026

Drugie dno sukcesu Ukraińców. Polski minister dał się nabrać, eksperci drwią

Translate

Na początku należy uporządkować fakty. Ukraińcy dokonali trzech skutecznych ataków na centra danych należących do Yandexa. Pierwszy atak nastąpił w nocy z 7 na 8 października i objął centrum danych Yandex w Sasowie. Tam znajdują się dwa superkomputery firmy – Lapunow i Czerwononkis.

Kolejny atak, 11 października, trafił w centrum danych firmy w Kałudze. Trzeci był wymierzony w miasto Włodzimierz, gdzie znajduje się trzeci superkomputer firmy Gałuszkin.

Tu pojawia się problem. W poniedziałek, podczas posiedzenia rządu, minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak przekonywał, że ataki ukraińskie poważnie ograniczyły światowy ruch internetowy botów i trolli, szerzących rosyjską propagandę.

– ABW odnotowała radykalny spadek aktywności rosyjskich botów w sieci. Jest to zjawisko obserwowane na całym świecie po zbombardowaniu trzech centrów danych. Praktycznie na świecie ustał ruch rosyjskich botów – przekazał minister.

Tyle że to nieprawda. A powołując się na ABW, minister zrobił prawdziwie krecią robotę.

Tomasz Siemoniak na nasze pytania odpowiedział, że takie informacje otrzymał od ABW. I na nie się powołał.

- W myśl danych zmniejszył się wszelki ruch. Trudno rozpatrywać techniczne detale, co znaczą jakie boty - przekazał WP koordynator służb.

Co właściwie zniszczyli Ukraińcy?

Aby zrozumieć, co się wydarzyło, należy zacząć od technikaliów. Każde duże centrum danych i dostawcy usług, tacy jak Google, Bing czy Yandex, przeczesują internet, by indeksować wyniki wyszukiwania lub zbierają treści, by karmić modele językowe. Boty generują ruch, przesyłając zapytania i pobierając treść odpowiedzi, np. zawartość strony internetowej.

Większość wyszukiwarek nie dostaje informacji o zaktualizowaniu strony, tylko musi ją zaciągnąć sama. Robił to także Yandex i w ten sposób generował ruch. Internet jest zbiorem połączonych ze sobą na określonych zasadach podsieci. 

Dlatego właśnie spadek ruchu będzie widoczny np. po fizycznym uszkodzeniu serwerów, tak jak po spaleniu serwerowni Yandexa. Nie oznacza to jednak, że Europa została odcięta od ruchu sieciowych botów, które infekują nasze umysły propagandą.

Jak mówi Wirtualnej Polsce Piotr Konieczny, twórca serwisu Niebezpiecznik.pl, centrum danych jest po prostu serwerownią. Yandex zaś świadczy usługi poczty internetowej, wyszukiwarki, a nawet płatności. W jego data center hostowane były usługi, na których polegały rosyjskie i nie tylko rosyjskie firmy, np. sklepy internetowe obsługujące Rosjan. Firmy te straciły dane w wyniku bombardowań. 

Czy zatem faktycznie odnotowano spadek liczby prorosyjskich botów i ograniczenie w suflowaniu prorosyjskiej narracji? – Można żartobliwie odpowiedzieć, że to chyba zależy, kogo zapytamy – odpowiada Piotr Konieczny.

– Minister Siemoniak, powołując się na nieopublikowany raport ABW, mówi, że "odnotowano radykalny spadek aktywności rosyjskich botów w sieci". Natomiast NASK tego nie potwierdza, a jedna z firm monitorujących media społecznościowe w Polsce mówi, że aktywność nawet wzrosła, a nie spadła. Natomiast Marian37462 na Twitterze zapiera się, że od kilku dni widzi mniej hejtu pod swoimi postami. I komu tu ufać? – ironizuje ekspert.

Warto dodać, że Niebezpiecznik jako jeden z pierwszych wskazywał, że żadnego ograniczenia ruchu internetowych botów nie widać.

Fałszywa grafika i potrzeba prostych odpowiedzi

Skomplikowane zagadnienie tłumaczy w rozmowie z Wirtualną Polską dr Kamil Goryń, ekspert ds. bezpieczeństwa i prodziekan Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku.

Problem, jak mówi, w tym, że ktoś wygenerował grafikę, mającą obrazować rzekomy spadek aktywności botów szerzących prorosyjską propagandę i dezinformację. Ale aby to wiedzieć, powinniśmy, po pierwsze, mieć je zidentyfikowane – np. w postaci określonych kont w mediach społecznościowych – oraz, po drugie, długoterminowo obserwować spadki ruchu i trendy aktywności. 

– A my chcemy prostych rozwiązań. Na zasadzie: dron uderza w serwerownię, co równa się spadkowi ruchu i aktywności botów. Ale tak nie jest, gdyż te boty i konta są umieszczone na serwerach platform poza granicami Rosji. Ta aktywność może zostać ograniczona, ale istniejące konta nie znikną. One są utworzone i przechowywane na serwerach np. X albo Facebooka – mówi dr Goryń. 

Wykładowca z Białegostoku wskazuje, że długofalowo można obserwować jakość dezinformacji szerzonej przez boty. Przy uszkodzonych serwerach czas reakcji na światowe wydarzenia może spaść.

Przykładowo: może upłynąć więcej czasu, zanim pojawią się reakcje na wypowiedzi zachodnich polityków. Kiedy mówimy o botach siejących dezinformację, faktycznie wymaga to odpowiedniej infrastruktury: do analizy, rozesłania przekazu w świat i obserwowania reakcji na podjęte działania.

Goryń wskazuje, że nawet scenariusze ćwiczeń natowskich takich jak Locked Shields obejmują przeciwdziałanie i reagowanie na dezinformację. Eksperci NATO, jak mówi, rozumieją wyzwania i olbrzymią złożoność procesu, wiedzą, że wyjęcie wtyczki w jednym miejscu nie skutkuje wyłączeniem, mówiąc kolokwialnie, wszystkiego.

– No i niestety są politycy. A jeśli wygłaszają oni tezy w obszarach, do których niekoniecznie mają kompetencje, to po prostu ośmieszają zarówno siebie, jak i służby, na które się powołują. Jeśli w przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że takie dane, dotyczące spadku aktywności propagandy i dezinformacji "pochodzą z ABW", to niestety, ale podważamy wiarygodność tegoż ABW, na które się powołujemy, i przynosi to skutek odwrotny – mówi wykładowca. 

Zwalczanie ognia ogniem

Z czego zatem wynika przekłamanie, w myśl którego zmniejszył się zasięg sztucznego, propagandowego ruchu w internecie? W opinii Koniecznego, z drzemiącej w nas wszystkich nadziei, żeby z internetu wreszcie zniknęła dezinformacja.

– Tylko że wyszło dość zabawnie, bo okazuje się, że niektórzy chcieli ją zwalczyć dezinformacją właśnie – mówi.

Z kolei dr Goryń wskazuje, że "nie można tłumaczyć złożonych problemów i zjawisk w prymitywny sposób". Jak dodaje, mamy rzetelne, merytoryczne zespoły w instytucjach państwowych. Podawanie rozwiązań i odpowiedzi po godzinie od uderzenia w serwerownię Yandexu jest odpowiedzią, której może oczekujemy, ale nie musi być ona prawdziwa.

– Chęć udzielenia natychmiastowej odpowiedzi może paradoksalnie zniwelować efekty, którymi chcielibyśmy się pochwalić – podsumowuje.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.