"Z pewnością Rosja będzie dolewała oliwy do tego ognia"
Prokuratorka o zatrzymanym w Jarosławiu
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Piotr Polak
W czwartek na terenie Klasztoru Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu w województwie podkarpackim mężczyzna zaatakował nożem kuchennym pięć osób. Wśród poszkodowanych są duchowni, jeden z nich nie żyje. Zatrzymany w tej sprawie został 31-letni obywatel Ukrainy.
W piątek mężczyzna zostanie przesłuchany przez prokuraturę i zapewne usłyszy zarzuty - powiedział "Jeden na jeden" w TVN24 minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Jak dodał, "z pewnością sprawca będzie surowo ukarany". - Zapewne w takiej sytuacji do końca życia nie wyjdzie z więzienia bądź zamkniętego zakładu, jeżeli będzie to taka ocena sytuacji - powiedział.
Pytany o motywy napastnika, minister odparł, że jest to przedmiotem trwającego śledztwa.
Siemoniak: Rosja będzie podsycała antyukraińskie nastroje
Siemoniak podkreślił przy tym, że tragedia ta będzie wykorzystywana przez Rosję do wzbudzenia antyukraińskich nastrojów. Jak tłumaczył, Kremlowi zależy, aby "uderzyć w te państwa, które wspierają Ukrainę".
Zaznaczył, że "komuś zależy na tym", aby takie sytuacje "podpalały" polsko-ukraińskie relacje. - Z pewnością Rosja będzie oliwy do tego ognia naszego bólu w tej sprawie dolewała - podkreślił. - Tak jak było w sprawie UPA, tak jak jest we wszystkich sprawach historycznych polsko-ukraińskich - dodał.
Zdaniem ministra dlatego też ważne jest, że w tej sytuacji doszło do potępienia tej zbrodni nie tylko przez polskie władze, "ale przede wszystkim przez prezydenta Zełenskiego, bardzo jasnego potępienia i deklaracji współpracy". - Niech ten ból się nie przerodzi w nienawiść. Niech nikt tego nie upolitycznia - zaapelował Siemoniak.
Napastnik przyjechał do Polski z Niemiec
W dniu ataku napastnik wjechał do Polski z Niemiec. Siemoniak zwrócił uwagę, że nie jest to pierwsza tego typu sytuacja. - W 2024 dywersant, też Ukrainiec, który próbował podpalić skład z farbami we Wrocławiu, też przyjechał z Niemiec - przypomniał.
Jak mówił, "zastanawiamy się, czy nie ma jakiegoś drugiego dna w tej całej sprawie". - To znaczy czy służby rosyjskie, które dobierały wykonawców do tych działań, uznały, że nie będą szukać tu, tylko wezmą stamtąd - powiedział. - To podobieństwo może być kompletnie przypadkowe, natomiast po to są służby, żeby zadać sobie wszystkie pytania, żeby prześwietlić życiorys tego człowieka - mówił.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.