"Partie tracą więcej na rozłamach niż na korekcie mandatów". Wyliczenia PKW w grze
Państwowa Komisja Wyborcza przedstawiła Sejmowi nowy rozkład mandatów w okręgach wyborczych, bo obecny – obowiązujący od 2011 roku – narusza kodeks wyborczy. Chodzi o tzw. normę przedstawicielską, czyli zbliżoną liczbę osób na jeden mandat. Podstawą są dane z Centralnego Rejestru Wyborców na 30 września 2026 r. i obecnie norma przedstawicielska wynosi 76 313 osób na mandat. Korekta jest potrzebna ze względu na zmiany demograficzne, od 2011 roku część okręgów się wyludnia i tu liczba mandatów powinna zostać zmniejszona, na korzyść tych, w których wyborców przybywa. W sumie PKW stwierdza, że korekty wymagane są w aż 23 z 41 okręgów sejmowych.
Wyliczenia eksperta
Socjolog polityki Jarosław Flis przygotował symulację podziału mandatów, uwzględniając postulaty PKW, i porównał je z obecną liczbą mandatów. Obliczeń dokonał na podstawie ośmiu elekcji: wyborów sejmowych w 2019 i 2023 roku, wyborów sejmikowych, wyborów europejskich i prezydenckich. Sprawdzał, jak w nich rozkładały się sympatie, i na tej podstawie rozdzielał mandaty, porównując obecny wariant z tym proponowanym przez PKW.
DLA CIEBIE
Festiwalu Finansów Osobistych Invest Cuffs w Poznaniu - za nami pierwsza edycja
DLA CIEBIE
Wyliczenia pokazują, że nie ma zdecydowanego faworyta korekty. Jeśli brać średnią z ośmiu elekcji, to KO przeciętnie traci 1 mandat, a Konfederacja 0,8 mandatu, z kolei PiS i Nowa Lewica zyskują po 0,9 mandatu.
– Generalnie widać, że straty Platformy się znoszą z zyskami Nowej Lewicy, a z kolei PiS zyskuje kosztem Konfederacji, a dla Trzeciej Drogi korekta nie robi różnicy. Więc trudno uznać to za fundamentalne zmiany. Partie tracą więcej na rozłamach niż na korekcie mandatów – podkreśla Jarosław Flis.
Tłumaczy, że to efekt tego, że często to, komu przypada ostatni mandat w okręgu, to czysto losowa gra. Podkreśla, że politycznie czynni są na ogół przeciwnicy zmian.
– Poseł z okręgu tracącego mandat będzie chodził i marudził: "nie możemy tego zrobić, bo nasza partia straci mandat", ale z drugiej strony posłowie z tych okręgów, gdzie ktoś zyska, nie chodzą za tym – mówi Jarosław Flis.
Co zrobiła PKW
Jak wynika z wyliczeń PKW, po jednym mandacie straci 13 okręgów: legnicki, wałbrzyski, toruński, lubelski, chełmski, łódzki, opolski, katowicki II i III, kielecki, elbląski, olsztyński i koszaliński. Po jednym zyska osiem: krakowski II, warszawski I, rzeszowski, gdański, słupski, koniński, pilski i poznański. Największe zmiany dotyczą Warszawy II (z 12 do 15 mandatów) i Wrocławia (z 14 do 16). Okręg katowicki I zachowuje 9 mandatów. Po zaokrągleniach brakowało jednego mandatu do 460 i przypadł on właśnie jemu, bo ma największą normę.
Sejm powinien wprowadzić zmiany najpóźniej do 15 maja 2027 roku, na trzy miesiące przed terminem zarządzenia wyborów.
Jak wynika z dokumentu PKW, korekta powinna dotyczyć także Senatu. W tym przypadku PKW wskazuje, że w województwach małopolskim (8 senatorów) i mazowieckim (13) jest ich zbyt mało, a w śląskim (13) zbyt wielu. Przy jednolitej normie, która w przypadku Senatu wynosi 351 039 mieszkańców, powinno być odpowiednio od jednego do dwóch więcej na Mazowszu i w Małopolsce i mniej o jeden do dwóch w Katowicach. Komisja zwraca też uwagę, że mniejsze lubelskie ma 6 senatorów, a większe podkarpackie 5.
Co zrobi Sejm
Co dalej powinno się stać z wnioskiem PKW? Teoretycznie Sejm powinien uchwalić załącznik – uwzględniający 41 okręgów sejmowych z taką liczbą przydzielonych mandatów, jak wyliczyła to PKW – w formie ustawy. Problem w tym, że do tej pory nie było chęci dla takich korekt ze strony ustawodawcy. "PKW występowała o korekty już od 2014 roku. Kolejne większości, z sobie znanych powodów, tych wniosków nie realizowały" – zauważa na X członek PKW Ryszard Balicki.
– To, niestety, swego rodzaju mankament kodeksowego zapisu, bo co cztery lata przed wyborami nakazuje uchwalać ustawę. To tak, jakby kodeks karny nakazywał co cztery lata ustawowo uchwalać taryfikator mandatów – przyznaje Mariusz Witczak, poseł KO.
– My chcieliśmy przekazać te kompetencje PKW, by uniknąć sytuacji, że Sejm raz taką ustawę uchwali, innym razem nie. Tym bardziej że Sejm nie ma tu nic do gadania, trzeba tylko implementować prawnie wyliczenia PKW, dokonane według wzoru matematycznego i danych z Centralnego Rejestru Wyborców – dodaje.
Tegoroczna nowelizacja kodeksu wyborczego przewidywała taki automatyczny mechanizm. "Nie chodziło jedynie o jednorazowe przesunięcie kilku mandatów przed kolejnymi wyborami. Chodziło o przyjęcie mechanizmu działającego – niejako automatycznie – na przyszłość. Zaprojektowano rozwiązanie, w którym liczba mandatów byłaby regularnie dostosowywana do zmian demograficznych na podstawie ustawowej normy przedstawicielstwa, bez konieczności każdorazowego przekonywania polityków, że trzeba zmienić załącznik do kodeksu wyborczego" – wyjaśnia na X Ryszard Balicki.
Prezydent ma wątpliwości
Tyle że wspomniany mechanizm automatycznej korekty liczby mandatów – w drodze obwieszczenia PKW – w październiku został zawetowany przez prezydenta. Co ciekawe, prezydent nie tyle zanegował samą konieczność dokonania korekty liczby mandatów, lecz proponowany sposób jej dokonywania, tj. automatycznie i w drodze obwieszczenia PKW. Zdaniem Nawrockiego takie zmiany powinny odbywać się poprzez zmiany ustawowe, a nie w drodze obwieszczeń PKW. Przypomniał też, że część składu PKW (7 na 9) stanowią osoby wybrane przez Sejm. "Oznacza to, że w znaczącej większości w skład PKW wchodzą osoby wskazywane przez czynnik polityczny" – przypomina Pałac. Tym samym krytykuje zmiany, które w 2018 roku wprowadziła Zjednoczona Prawica, zastępując model sędziowski PKW modelem mieszanym, choć z wyraźną przewagą nominatów sejmowych.
- Ewentualna korekta podziału mandatów poselskich może osłabić reprezentację mniej ludnych regionów. Często są to właśnie te obszary, które szczególnie potrzebują inwestycji w usługi publiczne, infrastrukturę i edukację. Mniejsza liczba przedstawicieli w Sejmie może oznaczać słabszy głos ich mieszkańców, a tym samym utrudniać prowadzenie polityki zrównoważonego rozwoju kraju. Zgodnie z propozycją, która leży dziś na stole, województwo warmińsko-mazurskie straciłoby ponad 10 procent swoich reprezentantów w Sejmie - argumentuje poseł PiS Andrzej Śliwka.
Jego zdaniem rok wyborczy nie jest dobrym momentem na zmienianie reguł wyborczych, bo Trybunał Konstytucyjny podkreślał konieczność zachowania odpowiedniego wyprzedzenia przy wprowadzaniu istotnych zmian w prawie wyborczym (choć TK wskazywał, że istotnych zmian w prawie wyborczym nie można dokonywać, gdy do wyborów zostało 6 miesięcy). - Oczywiście dostrzegam proces koncentracji ludności w dużych aglomeracjach i wynikające z niego zmiany geografii wyborczej. Mam jednak wątpliwości, czy proponowane rozwiązanie idzie we właściwym kierunku. Jeżeli mamy zmieniać Kodeks wyborczy, warto szerzej przyjrzeć się liczbie okręgów i ich granicom - postuluje poseł Śliwka. - To powinno być już jednak zadanie dla przyszłej prawicowej większości parlamentarnej: zadbać o uczciwą i wyważoną ordynację wyborczą, respektującą zasadę równości wyborów i uwzględniającą potrzebę silnej reprezentacji wszystkich części Polski - dodaje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.