Pod nosem Europy rozkwitł mroczny biznes. Oto nowy szlak przemytu migrantów do UE. "Nie powiedziano mi, że zostanę aresztowany"
Abdoulaye Diop nie pamięta już, ile razy przejechał tę trasę. Nocą suchy wiatr z Dakaru wdziera się przez otwarte okno jego taksówki, gdy on wozi pasażerów na międzynarodowe lotnisko Blaise’a Diagne’a.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
Wciąż ta sama myśl przemyka mu przez głowę: kiedy sam pojadę do Europy?
Przez długi czas mężczyzna zachowuje to pragnienie dla siebie. Zwłaszcza wobec Mohameda, człowieka, który organizuje takie przeprawy. To przemytnik, którego sieć ma rozciągać się od Senegalu przez Maroko i Tunezję aż do Włoch. Działalność Mohameda polega na nielegalnym przewożeniu ludzi.
Pewnego dnia Diop opowiada mu o swoich planach. Potem wszystko dzieje się szybko. Mohamed żąda 7,6 tys. euro (według aktualnego kursu 33 tys. zł). Diop wpłaca 3 tys. euro (13 tys. zł) i zobowiązuje się do uregulowania reszty po przyjeździe. Kilka tygodni później otrzymuje bilet z Dakaru do Casablanki i dodatkowo bilet powrotny — najwyraźniej po to, by stworzyć pozory legalnej podróży.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.