Łukasz Gibała chce przeprosin od Radosława Sikorskiego. Poszło o dwa sformułowania
Pozew dotyczył słów, które padły w sobotę, kiedy to szef MSZ towarzyszył kandydatce KO na prezydenta Krakowa Monice Piątkowskiej podczas spotkania z mieszkańcami Nowej Huty. W trakcie wystąpienia Sikorski odniósł się do wcześniejszej decyzji sądu, który nakazał Łukaszowi Gibale sprostowanie słów o radnych KO. Zachęcając do głosowania na Piątkowską, Sikorski powiedział, że mieszkańcy mają wybór między kimś "o kim sąd już stwierdził, że jest kłamcą lub mitomanem".
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Komitet Gibały chce sprostowania i przeprosin. Adwokat Sikorskiego odpiera zarzuty
Czytaj nas częściej w Google
Pełnomocnik komitetu Łukasza Gibały, radca prawny Rafał Zontek, przekonywał na rozprawie, że słowa te wykraczały poza akceptowalny sposób prowadzenia debaty publicznej, a postanowienie sądu, do którego odwoływał się wicepremier, nie uprawniało do stwierdzenia, że Gibała jest "kłamcą lub mitomanem". — Te dwa sformułowania, pomijając powołanie się na autorytet sądu, naruszają dobra osobiste — podkreślał, dodając, że komitet wnosi zarówno o publikację sprostowania, jak i przeprosin.
Reprezentujący ministra adwokat Rafał Rozwadowski wnosił o oddalenie wniosku, argumentując, że wypowiedź była oceną i interpretacją decyzji sądu o sprostowaniu słów przez Gibałę. Dodawał, że sformułowanie było przykładem manifestu politycznego i mieściło się w dopuszczalnym dyskursie debaty publicznej, której język jest kategoryczny, ostry i wyrazisty.
Sędzia Zbigniew Zgud pytał obie strony, czy byłyby skłonne rozwiązać spór w sposób polubowny, zamiast wydania postanowienia sądowego. Przedstawiciel komitetu Gibały, Łukasz Szczepan, oznajmił jednak, że w sądzie stara się o orzeczenie sprostowania, aby odbiorcy, którzy usłyszeli skarżone słowa, dowiedzieli się, że były nieprawdziwe.
II tura przedterminowych wyborów na prezydenta Krakowa z udziałem Gibały i Piątkowskiej odbędzie się w niedzielę.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.