Jakub Kulik walczy o życie w szpitalu. "To zwykły chłopak. Od zawsze pomaga innym"
Jakub Kulik jest jednym z dwóch policjantów, którzy z narażeniem życia zatrzymali 24-letniego napastnika. Gdy Michał O. pędził ulicami Krakowa, ruszyli za nim. Na jednym ze skrzyżowań wysiedli z radiowozu i oddawali strzały w jego kierunku, nie zważając na to, że mężczyzna do nich strzela. Trzy kule trafiły starszego posterunkowego Jakuba Kulika. Padł na jezdnię przy samochodzie. Na pomoc ruszyli mu przechodnie i chirurdzy, którzy przypadkiem byli w pobliżu. Lekarze wiele godzin walczyli o jego życie. Obecnie jego stan jest bardzo ciężki, ale stabilny.
WIDEO
Kompilacja nagrań z zamachu. Tak wyglądała ucieczka 24-latka
WIDEO
Zanim Jakub Kulik trafił do policji, był druhem w OSP Leszczyny w rodzinnym mieście Bielsku-Białej. Był też żołnierzem w 18. Bielskim Batalionie Powietrznodesantowym. Udało nam się dotrzeć do jego kolegów.
Pomagał od czasów szkoły
Jakub Kulik trafił do straży pożarnej jako nastolatek. Gdy był w szkole średniej, strażacy wygłaszali pogadankę dla uczniów jego klasy. Tak go to poruszyło, że poszedł do najbliższej jednostki i zgłosił się do ochotnika. Najpierw służył w jednostce młodzieżowej, a gdy miał 18 lat, ukończył szkolenie na strażaka.
– Zaraził się pasją do straży i zgłosił się do nas jako nastoletni chłopak. Zawsze zgłaszał się do wszystkich zdarzeń – pożarów, powodzi, usuwania wiatrołomów. Trzy, cztery lata temu zaczął pełnić służbę w policji w Krakowie, ale zawsze jak przyjeżdżał do Bielska, do domu, to do nas przychodził. Gdy była potrzeba, jakieś zdarzenie to nadal pomagał. Ma ważne badania lekarskie i może uczestniczyć nadal w naszych akcjach – mówi nam Krzysztof Cymerman z OSP Leszczyny w Bielsku-Białej.
I podkreśla: - To zwykły chłopak. Chciał pomagać i to robił. Na nic nie liczył, na żadne ordery. Wykonywał wszystkie strażackie obowiązki tak jak trzeba. Nigdy nie ominął zdarzenia, gdy był na miejscu.
Jakub Kulik miał jeden cel: pomagać tym, którzy tego potrzebują. Z własnej inicjatywy szkolił okolicznych mieszkańców z tego, jak zachowywać się i reagować w sytuacjach niebezpiecznych. Pomagał też szkolić strażacką drużynę młodzieżową.
-Nigdy nie przypuszczałem, że nasz kolega będzie w tak niebezpiecznej sytuacji, ale z drugiej strony, jak znam Jakuba, to on nawet się nie zastanawiał. Zrobił to, do czego był szkolony. Robił to, odkąd go znam – podkreśla Cymerman.
Inni mogli na niego liczyć
Prezes OSP Leszczyny Władysław Szypuła potwierdza, że Kulik nadal jest członkiem ich jednostki. – To zwykły chłopak. Tyle że bardzo zdecydowany i dobrze wyszkolony. Nigdy się nie waha. Jak ma coś zrobić, to po prostu to robi. Życzliwy i pomocny. W akcjach bardzo aktywny. Drugi strażak zawsze mógł na niego liczyć. W straży tak samo jak w policji jeden na drugim musi polegać i dawać wsparcie. I na Jakuba zawsze można było liczyć. Nigdy nie zostawiał nikogo samego. Od razu, gdy widział, że coś jest nie tak, szedł i dawał wsparcie – mówi prezes OSP Leszczyny.
Szypuła mówi, że Jakub Kulik jest bardzo lubiany. Uśmiech nigdy nie schodzi mu z twarzy. Strażacy z jego jednostki nie mogąc usiedzieć bezczynnie, poszli oddawać krew. Żeby zrobić cokolwiek. Prezes pojechał z samego rana do jednostki. Ma tam pamiątkowe zdjęcia z różnych uroczystości. Wśród nich zdjęcie Jakuba Kulika z jego podpisem. - Aż mi się łezka zakręciła, jak spojrzałem na to zdjęcie. Jestem przekonany, że dla Jakuba to, co zrobił w Krakowie, to nie był wielki bohaterski czyn. On wykonał po prostu swoje obowiązki najlepiej jak umiał. Zawsze taki był. On na pewno nigdy nie powie, nie poczuje się jak bohater. Powie: zrobiłem, co trzeba. I tyle. Wiedział, co robi i zrobił to świadomie. Zawsze działał zdecydowanie - mówi prezes jednostki.
Gdy tylko będzie taka możliwość, koledzy z OSP chcą jechać do Jakuba Kulika. - Chcemy oddać mu hołd. Wiem, że on się tak nie czuje, ale dla nas jest bohaterem. Oby wyzdrowiał - mówi Szypuła.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.