Sprawdziliśmy, co działo się na Podhalu przed weekendem. Takiego oblężenia sklepu dawno nie widzieliśmy
Zakopane oraz sąsiednie wioski przeżywają szczyt tegorocznego sezonu turystycznego. Tak wielu gości nie było tu od początku wakacji. Pełne są hotele, pensjonaty i kwatery prywatne. Tłumy widać także w restauracjach, na parkingach oraz w sklepach spożywczych. W piątek wieczorem, gdy wiele osób robiło zakupy na sobotę i niedzielę, w części sklepów zaczęło brakować chleba, kiełbasy, piwa i... chipsów.
Weekend w okolicach 15 sierpnia to już od kilku lat szczyt wakacyjnego najazdu na Podhale. Zazwyczaj dzieje się tak, bo przez ustawowo wolny dzień, jaki przypada 15 sierpnia (Święto Wojska Polskiego), kalendarz układa się tak, że wiele osób ma dodatkowy dzień wolny w pracy. Tym razem jest inaczej, bo 15 przypada w sobotę. Mimo to wielu Polaków siłą rozpędu właśnie na ten okres zaplanowało swój letni urlop w górach.
- Człowiek by zgrzeszył, gdyby narzekał. Zarobimy sporo - mówi Leszek, taksówkarz z Zakopanego.
- Ludzi jak zawsze jest naprawdę bardzo, bardzo dużo. Mam wrażenie, że miasto znów wypełniło się w całości. Pełne są też okoliczne wioski. To czuć, gdy się jeździ po ulicach. Przejechanie z jednej części Zakopanego na drugą zajmuje dziś nawet 45 minut, podczas gdy normalnie maksymalnie 10. Takie są korki. W wielu częściach miasta rano i wieczorem znacząco spada też ciśnienie wody. Wszyscy na raz biorą wówczas prysznice - tłumaczy nasz rozmówca.
Problem z telefonami komórkowymi
W wielu miejscach Podhala od piątku bardzo mocno spadła też prędkość internetu mobilnego. Dzieje się tak, bo działające na Podhalu stacje bazowe telefonii komórkowej są przeciążone i nie nadążają z obsługą nawet trzykrotnie większej liczby użytkowników niż normalnie. Taka sytuacja jest w sezonie pod Tatrami czymś spotykanym 2-3 razy w roku. Najczęściej dzieje się tak w Sylwestra, na długi weekend majowy, w połowie sierpnia i około 11 listopada.
Wojna o ostatni kawałek karkówki...
Wiele osób tak naprawdę skalę turystycznego najazdu na polskie góry rozumiało jednak, gdy... w piątek wieczorem poszło na zakupy. W ten dzień markety, a także małe osiedlowe sklepy przeżywały szturm. W większości z nich przed kasami tworzyły się kilkunastometrowe kolejki. Już około godz. 20 zaczęło brakować na półkach chleba. Turyści masowo wykupywali też piwo, chipsy i kiełbasę na grilla oraz owoce i warzywa.
Wiele osób w ostatniej chwili przypomniało sobie, że zakupy w piątek trzeba zrobić aż na dwa dni. W sobotę sklepy są zamknięte ze względu na przypadające tego dnia święto 15 sierpnia. Niedziela natomiast jest objęta ustawowym zakazem handlu.
1
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
2
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
3
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
4
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
5
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
6
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
7
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
8
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
9
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
10
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
11
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
12
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
13
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
14
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
15
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
16
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
17
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
18
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
19
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
20
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
21
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
22
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
23
Turyści w piątek wieczorem rzucil...
Dziennikarz Wirtualnej Polski w piątek wieczorem odwiedził market Biedronki w Białce Tatrzańskiej. Było tu czuć nerwową atmosferę. Około godz. 20 sam wjazd na parking przed sklepem wymagał oczekiwania w korku. Jego początek stanowiły samochody, które już na samym parkingu czekały na zwolnienie się miejsca postojowego.
Dalej było równie ciekawie. W środku sklepu trwała wojna o... wolne koszyki czy ostatni kawałek mięsa, pomidory czy chleb.
- Jeszcze nigdy nie widziałam tak pustych półek - mówiła do męża jedna z turystek.
- Nas to nie dziwi. Pod Tatrami sytuacje, gdy turyści potrafią wykupić cały sklep, zdarzają się 2-3 razy do roku - tłumaczyła ze spokojem jej stojąca obok pracownica marketu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.