InquirerITCZ, northeasterly winds to bring rain to most parts of PH ThursdayESPN DeportesJosé Ramírez, sobreviviente de la Serie Mundial de 2016 que lidera a GuardiansPunchFamily confirms death of gospel singer Toluwanisings한겨레‘장모 살해 캐리어 유기’ 조재복, 1심 징역 45년 선고ZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioComplete SportsUCL: We Were Lucky To Beat Man City — PSG Coach Enrique AdmitsVanguard2027: We know how to stop Tinubu from getting second term - MomoduSBS 뉴스이 대통령 "부마항쟁과 5·18, 내란 극복 큰 의미…헌법에 새겨야"Inquirer EntertainmentJosiela Mae Lagrimas from N. Samar is PH bet to Miss IntercontinentalNHK 社会凍ったゼリーで男児死亡の民間こども園に監査 奈良 香芝CNN بالعربيةفعلا الفاحشة داخل مسجد في مكة.. السعودية تعلن إعدام رجل وامرأةCumhuriyetİstanbul'da sağanak nedeniyle aksayan metro ve tramvay seferleri yeniden başladı
The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, October 15, 2026

Polak na czele narkotykowej siatki? Znamy ustalenia prokuratury

Translate

Polak Tomasz J. miał być przywódcą międzynarodowej grupy, która szmuglowała kokainę z Ameryki Południowej do Europy. – Był łącznikiem lokalnych karteli z mafią albańską – mówi Wirtualnej Polsce ekwadorski prokurator, który zajmuje się sprawą "Diablo". Oskarżony nie przyznaje się do winy.

  • Polak miał być jednym z przywódców międzynarodowej grupy przemycającej kokainę do Europy – twierdzi ekwadorska prokuratura.
  • Śledczy odtworzyli siatkę powiązań dzięki analizie wiadomości przejętych z komunikatora Sky ECC.
  • Grupa mogła przemycić do Europy ponad 20 ton kokainy, ukrywając ją w legalnych ładunkach z żywnością.
  • Według śledczych "Diablo" skontaktował lokalne kartele z albańską mafią. W sprawie pojawiają się też inni Polacy.
  • Polska prokuratura chce ekstradycji Tomasza J. Mężczyzna nie przyznaje się do winy, w Ekwadorze grozi mu od 7 do 10 lat więzienia.

WIDEO

"Magazyn" z narkotykami w Pruszkowie. Policjanci obserwowali dilerów

Wieczorem 8 czerwca ekwadorska policja robi nalot na willę w nadmorskim kurorcie w Montañita w Ekwadorze. Akcja ma kryptonim "Varsovia", a głównym celem jest Tomasz J. To 48-letni Polak (posiada też ekwadorski paszport) poszukiwany czerwoną notą Interpolu. Zostaje tymczasowo aresztowany, początkowo pod zarzutem posiadania dwóch sztuk nielegalnej broni. Kilka dni potem prokuratura rozszerza zarzuty: chodzi o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która trudniła się szmuglem narkotyków z ekwadorskiego wybrzeża do Europy.

Dotarliśmy do akt wielowątkowego śledztwa, które ruszyło osiem miesięcy temu. Prowadzi je Specjalistyczna Jednostka ds. Dochodzeń przeciwko Transnarodowej Przestępczości Zorganizowanej przy Prokuraturze Generalnej Ekwadoru we współpracy z Interpolem.

– Wszystko zaczęło się, gdy Europol przesłał ekwadorskiej policji identyfikatory alfanumeryczne (unikalne kody składające się z liter i cyfr - red.) przechwycone z komunikatora Sky ECC – opowiada Wirtualnej Polsce prokurator Borman Peñaherrera. – Dzięki temu, krok po kroku, odsłanialiśmy piramidę przestępczości zorganizowanej. Ustaliliśmy na przykład, kto konkretnie stał za transportami narkotyków do ​​Europy. Niektóre z nich dotarły do portów w Europie, inne zostały przechwycone.

Wspomniany Sky ECC to komunikator używany przez międzynarodowe grupy przestępcze do organizowania handlu narkotykami i prania pieniędzy. W 2021 r. służby z Francji, Belgii i Holandii przy wsparciu Europolu złamały zabezpieczenia komunikatora i przejęły setki milionów wiadomości. Od tej pory międzynarodowe służby aresztowały lub objęły śledztwami ponad 6,5 tys. osób na całym świecie.

Wyprawa do dżungli i "kopalnia złota"

Jest 22 stycznia 2020 r., pogranicze Kolumbii i Ekwadoru. Użytkownik "Diablo" opisuje na czacie komunikatora Sky ECC wyprawę do ukrytych w dżungli laboratoriów, w których produkowana jest kokaina.

"To łódeczką płynęliśmy żeby się dostać do kuchni w jungli. Ale wcześniej prowadzali nas specjalni ludzie przez granice. Maja wszystkie produkty zwiezione w 24 h robią 400 kg. W promieniu 100 km nikt się tam nie zbliża nawet policja w dzień" – pisze (zachowujemy oryginalną pisownię wszystkich wiadomości, ale usuwamy przekleństwa), a jako potwierdzenie wysyła zdjęcie pakunków kokainy.

Ekwadorscy śledczy, dzięki analizie wiadomości i rozmów prowadzonych głównie po polsku (niekiedy po hiszpańsku) oraz po unikalnych identyfikatorach przypisanych do telefonów konkretnych użytkowników, odtworzyli sieć kontaktów "Diablo". Okazuje się, że mężczyzna należał do międzynarodowej grupy, która szmuglowała kokainę z Ekwadoru do Europy. Tworzyli ją zarówno obywatele Ekwadoru, jak i państw europejskich, m.in. z Polski, Albanii, Litwy, Holandii i Wielkiej Brytanii.

Członkowie organizacji, powiązanej z albańską i polską mafią, a także z kolumbijskimi grupami zbrojnymi i zorganizowanymi grupami przestępczymi działającymi w Ekwadorze, używali pseudonimów (m.in. Gringo, Maldini czy Patron). Ukrywali kokainę w kontenerach z legalnymi produktami (m.in. bananami, owocami morza, drewnem, kwiatami czy kakao). Następnie wysyłali narkotyki z głównych portów Ekwadoru (Guayaquil, Manta, Puerto Bolívar, Posorja) do portów w Europie.

Według szacunków śledczych przez kilka lat działalności grupa mogła pomyślnie przetransportować do Europy (w tym do Polski, Holandii, Belgii i Niemiec) łącznie nawet do dwudziestu kilku ton narkotyków.

W maju 2020 r. "Diablo" pisze w kontekście wysyłki do Gdańska: "To może być kopania złota". W innej wiadomości: "Pisze guardia (strażnicy - red.) ze już ustalili skład ekipy na robote". We wrześniu tego samego roku, gdy jego grupa pracuje nad przesyłką do Hamburga, potwierdza: "Od niedźwiedzia zielone światło".

"Diablo" kontaktuje się zarówno ze wspólnikami, jak i osobami zaangażowanymi w transport. Na czatach nie ukrywa, że mieszka w Montañita i działa głównie w portach w Guayaquil.

– Zazwyczaj wypuszczali kokainę przez porty Guayaquil i Manta – mówi prokurator. – Dla przykładu w jednym przypadku ukryli ładunek w przesyłce z tuńczykiem i wysłali ją do Europy.

"Diablo" skrupulatnie omawia też metody szmuglu narkotyków: podrzucania do legalnych ładunków, umieszczania w panelach chłodniczych czy w przerobionych kontenerach. Nie brakuje też zdjęć z paczkami kokainy (wszystkie mają lokalizatory GPS) oraz gotówką (banknoty w walutach USD i EUR) przesyłanych jako dowód dokonania płatności lub finansowania transportu.

Kiedy służby zatrzymują 3,2 tony kokainy, która miała dopłynąć do Hamburga i Gdyni (czerwiec 2020 r.), "Diablo" przesyła wspólnikowi zdjęcie z akcji policji, podsumowuje:

"Tu też k…. świętują". W sierpniu tego samego roku, po zatrzymaniu tony w ekwadorskim porcie Esmeraldas, pisze "Tu wszyscy na to wku… a wczoraj przy granicy z Esmeraldas padła tona w transporcie".

I dodaje, pocieszając wspólnika: "Flaco piękna padaczkę zaliczył 1,5 miliona na samym towarze. Ale napisał żeby się nie martwić ze na za tydzień tylko musza mu zwieźć nowa partie towaru". 13 października 2020 r. przesyła wspólnikowi nawet link do artykułu "Dziennika Bałtyckiego", który dotyczący poszukiwanych dilerów z Pomorza.

Śledczy: Diablo jednym z liderów

Ekwadorskim śledczym udało się ustalić, że "Diablo" to Tomasz J. Polak przeprowadził się do latynoskiego kraju w 2017 r. Wkrótce zdobył ekwadorski paszport. Został też akcjonariuszem spółki Techpolska, zarejestrowanej w Guayaquil. Założyła ją jego partnerka, która zajmowała się ściąganiem odżywek z Polski.

Ekwadorskich śledczych zainteresowało, że firma nie zatrudniała pracowników, a jedyny jej majątek to 1424 dolary, jak wynika z oświadczenia złożonego w ekwadorskim Urzędzie Nadzoru Spółek. Tymczasem na osobistych rachunkach Polaków w ekwadorskich bankach w ciągu dekady zarejestrowano wpływy na łączną kwotę ok. pół miliona dolarów, z czego połowę stanowiły wpłaty gotówki.

Prokurator Borman Peñaherrera: – Kiedy przeanalizowaliśmy zapisy z komunikatorów, ustaliśmy, że Tomasz J. był jednym z przywódców międzynarodowej organizacji przestępczej i jednym z głównych łączników lokalnych karteli z mafią albańską.

Wraz z Polakiem wpadli: Albańczyk Daci P., uznawany przez śledczych za "emisariusza albańskiej mafii w Ekwadorze" oraz kilkunastu obywateli Ekwadoru, wśród nich kierowcy ciężarówek oraz pracownicy i ochroniarze portów, którzy pomagali ukrywać kokainę w ładunkach. Dwóch z nich już pięć lat wcześniej zostało oskarżonych o pomoc w przemycie kokainy z Ekwadoru.

Wiadomo, że w grupie działali także co najmniej dwaj inni Polacy: Zbigniew R., pseudonim "Ratslin", i nieżyjący już Eugeniusz G., zwany "Mario". W aktach sprawy pojawia się zaskakujący wątek współpracy Tomasza J. zarówno z Los Lobos, jak i Los Choneros, dwoma zwalczającymi się kartelami z Ekwadoru.

– To grupy nieregularne. Często wynajmowane do konkretnych usług: na przykład transportu narkotyków lub ochrony konkretnych osób – wyjaśnia prokurator Borman Peñaherrera. – Sprawa jest rozwojowa, badamy kolejne wątki. Wiemy, że zamieszanych jest więcej osób, zarówno z Polski, jak i Albanii.

To właśnie albańskie gangi, które ponad dekadę temu pojawiły się w Ekwadorze, zdominowały rynek dostaw kokainy na Stary Kontynent. Albańscy gangsterzy, tak jak oskarżony w sprawie Daci P., zakładają firmy eksportujące tropikalne owoce, które stanowią przykrywkę dla ich nielegalnej działalności. A gotówkę piorą, inwestując na przykład w atrakcyjnie położone nieruchomości w Ekwadorze.

Szacuje się, że z ekwadorskich portów wypływa 70 proc. kokainy produkowanej w Peru i Kolumbii, z czego spora część trafia na europejskie rynki. To właśnie gangi z Albanii kontrolują większość tras przemytu.

Skalę ich działalności oddają wiadomości przejęte przez Interpol po złamaniu szyfru komunikatora SKY ECC: albański był drugim po angielskim najpopularniejszym językiem używanym przez przestępców. Według szacunków z aplikacji tej aktywnie korzystało ponad 16 tys. użytkowników z Albanii.

Tomasz J. poszukiwany był listem gończym
Tomasz J. poszukiwany był listem gończym © materiały prasowe | Policja • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Do Ekwadoru Albańczycy przywieźli nie tylko kontakty z meksykańskimi kartelami, know-how z europejskich portów, ale także zabójstwa na zlecenie. W ostatnich latach w mafijnych porachunkach zginęło kilku narkotykowych bossów z tego kraju. Mordowani są też aktywiści, urzędnicy, prawnicy i prokuratorzy, którzy występowali przeciwko narkobiznesowi.

W efekcie w 2025 r. Ekwador stał się czwartym najbardziej krwawym krajem na świecie według Globalnego Indeksu Przestępczości Zorganizowanej. A w nadmorskiej prowincji Santa Elena zamieszkałej przez Tomasza J. tylko w latach 2020-2025 wskaźnik "zgonów z powodu przemocy" wzrósł o 1126 procent.

"Tu życie nie jest nic warte" – pisał "Diablo" do polskiego wspólnika na jednym z czatów przechwyconych przez Interpol. Z innej przejętej przez Interpol wiadomości wynika, że nie bał się ewentualnych konsekwencji w Ekwadorze. "Skorumpowany kraj haha" – pisał. "Od ch… kolegów mam co stad wyszli mam z jednego 180kg jak go złapali 6 miesięcy areszt 70000$ i niema sprawy".

Po zatrzymaniu Polaka lokalne media obiegły filmy z akcji policji oraz zdjęcia wnętrz jego ekskluzywnej willi w Montañita, wyposażonej w rozbudowany system zabezpieczeń i monitoringu.

– Jego standard życia w Ekwadorze był bardzo wysoki – opowiada prokurator. – Podczas przeszukania domu w jednej z szaf znaleziono bardzo dobrze ukrytą skrytkę. Niestety, nie znaleźliśmy tam żadnych dowodów, ale przypuszczamy, że służyła do przechowywania narkotyków lub pieniędzy.

Podczas zatrzymania Tomasz J. miał przy sobie sfałszowany paszport łotewski wystawiony na nazwisko "Sergejs Bulbjonoks". Odmówił składania zeznań. Jego obrońca dążył do odrzucenia wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie. Zarzucił śledczym, że oskarżenia opierają się na "założeniach i poszlakach" oraz że stosują odpowiedzialność zbiorową. Wnioskował też o zastosowanie łagodniejszych środków zapobiegawczych (np. zakazu opuszczania kraju), ale sędzia nie przychylił się do jego żądań. Uznał, że w przypadku Tomasza J. istniało "bardzo wysokie ryzyko ucieczki" oraz utrudniania śledztwa.

Niewykluczone, że Polak próbował wyprowadzić się z Ekwadoru do Panamy. Jak ustaliliśmy, korzystał bowiem z usług kancelarii, która specjalizuje się w zakładaniu spółek i fundacji w Panamie, w tym struktur offshore. Założył fundację, ale z przeprowadzką nie zdążył.

Morderstwo Polki

Co ciekawe, willa Tomasza J. znajduje się zaledwie 2,5 kilometra od domu Moniki Silvy-Koniuszek. Polska aktywistka została znaleziona martwa 8 czerwca, zaledwie osiem godzin przed zatrzymaniem Polaka przez policję. Próbowała wyjechać z Ekwadoru przynajmniej od marca, bo lokalni przestępcy grozili jej śmiercią. Wszystko dlatego, że badała afery gruntowe z udziałem wysoko postawionych polityków. Nielegalny obrót publicznymi terenami przez skorumpowanych urzędników to jedna z popularnych form prania pieniędzy przez kartele narkotykowe w Ekwadorze.

Ustaliliśmy, że zarówno Tomasz J., jak i jego partnerka znali się z Silvą-Koniuszek. Kobieta była nawet w grupie osób, które zgromadziły się pod domem zamordowanej Polki, gdy w miasteczku gruchnęła wieść o jej śmierci.

Następnego dnia John Reimberg, minister spraw wewnętrznych Ekwadoru, nie tylko pochwalił się zatrzymaniem groźnego narcotraficante z Polski, ale ogłosił też, że Silva-Koniuszek popełniła samobójstwo. Po interwencji organizacji praw człowieka oraz ambasady UE w Quito przeprowadzono drugą sekcję. Okazało się, że aktywistka została zamordowana: przyczyną śmierci był gwałtowny cios w głowę oraz uduszenie. Zgodnie z ekwadorskim prawem prokuratura utajniła wstępnie postępowanie i do tej pory, mimo wstępnej zgody prokuratury, nie wydała ciała Silvy-Koniuszek rodzinie.

W Montañita – wśród znajomych aktywistki – rozeszły się plotki, że sprawy mogą być powiązane. Jeden z naszych rozmówców przyznaje, że zastanawia go fakt, że ekwadorskie MSZ pochwaliło się zatrzymaniem Polaka, gdy na świecie zaczęło być głośno o śmierci jego rodaczki.

Prawnik, który zna sprawę: - Być może władza w Ekwadorze próbuje w ten sposób "przykryć" sprawę Moniki.

– Te dwa wydarzenia nie mają ze sobą absolutnie nic wspólnego – ucina prokurator Borman Peñaherrera. – Oczywiście osoby zaangażowane będą próbowały się usprawiedliwić, ale to nieprawda. Jak wspomniałem, śledztwo ruszyło osiem miesięcy temu, gdy Europol przesłał nam informacje, które musieliśmy przetworzyć.

Polska chce ekstradycji

Za kierowanie organizacją przestępczą zajmującą się szmuglem narkotyków Tomaszowi J. grozi w Ekwadorze od 7 do 10 lat więzienia. We wrześniu został przeniesiony do więzienia o zaostrzonym rygorze. Niewykluczone jednak, że zostanie ekstradowany do Polski. Jego wątek pojawia się bowiem w śledztwie prowadzonym przez Lubelski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej na temat międzynarodowego gangu narkotykowego.

Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Krajowej: – Za Tomaszem J. podejrzanym o popełnienie przestępstw dotyczących udziału w obrocie, wewnątrzwspólnotowego nabycia i przygotowania do przywozu znacznych ilości środków odurzających (haszysz, kokaina, marihuana) prowadzone były poszukiwania na podstawie krajowego listu gończego, Europejskiego Nakazu Aresztowania oraz międzynarodowych poszukiwań.

Jak ustaliliśmy, obciążyły go m.in. zeznania Bartosza B., pseud. "Balon", byłego herszta bojówki pseudokibiców Lechii Gdańsk, który zaczął sypać byłych współpracowników. Jak słyszymy w prokuraturze, "zarzucone Tomaszowi J. czyny pozostają poza zorganizowaną przestępczością".

Polska prokuratura złożyła do władz Ekwadoru wniosek o ekstradycję Tomasza J. Prezes Krajowego Trybunału Sprawiedliwości Ekwadoru wszczął już formalne postępowanie ekstradycyjne.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.