Wiemy, ile padło strzałów do każdej z ofiar. Michał O. zabił nie tylko ludzi
Jak podała w niedzielę prokuratura, członkowie rodziny Michała O. zginęli najprawdopodobniej od ran postrzałowych. Śledczy nie podają oficjalnie, ile strzałów padło, ale wstępnie wskazują, że mogli zginąć w sobotę.
– Wnioskujemy, że do śmierci tych osób doszło wczoraj, natomiast jest to bardzo wstępne ustalenie, nie przesądzamy tego kategorycznie. Czynności, które będziemy wykonywać na dalszym etapie, w szczególności sekcje zwłok, mogą pozwolić nam na określenie bardziej precyzyjnego momentu śmierci tych osób – zaznacza prokurator Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Ustalenia WP: każda z ofiar dostała po dwa strzały
Wirtualna Polska nieoficjalnie dowiedziała się, że każdy z członków rodziny Michała O., których ciała znaleziono w mieszkaniu w Ostrowcu Świętokrzyskim, dostał po dwa strzały w głowę. Do ataku doszło najprawdopodobniej w trakcie ich snu. Jak ustaliliśmy, młody mężczyzna nie poprzestał na zabiciu członków swojej rodziny. Miał również oddać po jednym strzale do każdego z dwóch kotów zamieszkujących z rodziną.
Ustalenia o tym, kiedy prawdopodobnie doszło do śmierci trójki członków rodziny Michała O. mogą zaskakiwać. Na miejscu rozmawialiśmy z wieloma sąsiadami i nikt nie stwierdził, że słyszałby w ostatnich godzinach lub dniach jakieś niepokojące odgłosy, przypominające strzały. Żadnych takich zgłoszeń nie miała też policja.
W mieszkaniu zabezpieczono znaczną ilość amunicji oraz siedem sztuk broni palnej. Wśród odnalezionych przedmiotów nie było jednak tłumika, który mógłby wyjaśniać, dlaczego strzały nie były słyszalne.
– Nie słyszałam żadnych strzałów, absolutnie nic. Nie wiedziałam też, że oni mają tyle broni w mieszkaniu, normalna rodzina – mówiła w niedzielę w rozmowie z WP Zofia, mieszkanka tej samej klatki w bloku, w którym mieszkała rodzina O.
Żadnych odgłosów nie słyszał także pan Zbigniew, mieszkający naprzeciwko rodziny O. Ani noc wcześniej, ani w sobotę rano.
Tutaj pracował Michał O. w Ostrowcu Świętokrzyskim
Michał O. był pracownikiem Ostrowieckich Zakładów Materiałów Ogniotrwałych OZMO. Pracował tam na warsztacie. W niedzielę firma nie pracuje i nie zastaliśmy na miejscu żadnych przedstawicieli dyrekcji zakładu.
– Nie znałem go zbyt dobrze. To było tylko na cześć, cześć. Bardzo cichy człowiek – powiedział WP jeden z pracowników firmy.
Pierwsza weryfikacja niesprawdzonych informacji
Wśród mieszkańców Ostrowca Świętokrzyskiego krąży wiele niesprawdzonych informacji. Jedna z nich przedostała się w sobotę do sieci podczas wywiadu na żywo z jednym z mieszkańców w Kanale Zero.
– Podobno ten Michał już zastrzelił kogoś w miejscowości Waśniów, kilkanaście kilometrów od Ostrowca. To było kilka lat temu. Informację mam, bo teściowie jednej z sióstr chodzili razem do szkoły z mamą i ojcem tego Michała – opowiadał z przekonaniem mężczyzna.
Dziennikarka Kanału Zero dopytywała, czy mężczyzna za to odpowiedział.
– Nie wiem, czy odpowiedział, czy nie odpowiedział, czy tylko szpital psychiatryczny wtedy – dodał.
Dziennikarze dodali, że te informacje muszą być zweryfikowane. Prokuratura już jednak podaje, że nie ma informacji o tego typu zdarzeniu.
– Wątpię, że byłaby taka sytuacja, że kogoś postrzelił z broni i dalej ją ma, i nie ma konsekwencji z tego tytułu – powiedział WP prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Prokuratorzy byli w niedzielę również pytani o weryfikację doniesień podanych w sobotę przez szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, który wskazywał, że zamachowiec "miał poglądy bardzo, bardzo radykalne" i był "zafascynowany ideologiami skrajnie prawicowymi". Na pytanie o to, czy w mieszkaniu znaleziono jakieś ulotki czy książki świadczące o jego zainteresowaniach, prokurator w niedzielę zaprzeczył.
– Nie mamy informacji, aby były ujawnione jakieś ślady, które by wskazywały na jakąś aktywną działalność, generalnie jakąkolwiek polityczną czy ekstremistyczną. Natomiast oczywiście będzie to wszystko analizowane – powiedział prokurator Piotr Sokół.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.