Takie pensje odstraszają młodych naukowców. Na uczelniach brakuje ponad 1,3 tys. pracowników

Nowy rok akademicki wystartował, ale na wielu polskich uczelniach wciąż brakuje wykładowców. Jak wynika z danych Akademickiej Bazy Ogłoszeń, na początku października 2026 roku dostępnych było aż 1382 ogłoszeń dotyczących stanowisk akademickich i naukowych - donosi Bankier.pl. Uczelnie – zarówno publiczne, jak i prywatne – mierzą się z poważnymi problemami kadrowymi, które szczególnie dotykają mniejsze ośrodki akademickie.
Zdjęcie ilustracyjne /Shutterstock
Ile zarabia wykładowca?
Według danych Grupy Progres, przeciętne wynagrodzenie oferowane wykładowcy to obecnie 7 399 zł brutto miesięcznie, co daje niespełna 89 tys. zł rocznie. Widełki wynagrodzeń mieszczą się w przedziale od 7 095 zł do 7 879 zł brutto miesięcznie. Choć dla wielu to atrakcyjna kwota, w porównaniu z ofertami firm prywatnych – zwłaszcza w branżach technicznych i IT – uczelnie wypadają blado.
W dużych aglomeracjach, takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław, uczelnie mają większe możliwości pozyskiwania młodej kadry, m.in. dzięki szkołom doktorskim i dostępowi do grantów – tłumaczy w rozmowie z Bankier.pl Janusz Szczerba, prezes Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP. Jednak nawet tam młodzi naukowcy często wybierają lepiej płatne stanowiska w biznesie.
Regionalne uczelnie w najtrudniejszej sytuacji
Największe problemy kadrowe mają uczelnie w mniejszych miastach. Brak szkół doktorskich i ograniczony dostęp do grantów sprawiają, że ponad połowa nauczycieli akademickich w tych ośrodkach to osoby w wieku przedemerytalnym. Zatrudnienie młodych naukowców jest tu prawdziwym wyzwaniem.
W administracji sytuacja wygląda nieco lepiej – w mniejszych miejscowościach uczelnie są często największymi pracodawcami, a stabilność zatrudnienia przyciąga lokalnych mieszkańców. Jednak w dużych miastach konkurencja z sektorem prywatnym sprawia, że nawet na stanowiska administracyjne trudno znaleźć chętnych.
Największe braki w naukach technicznych i przyrodniczych
Z danych ZNP, które przytacza Bankier.pl, wynika, że największe niedobory kadrowe dotyczą nauk technicznych (mechanika, energetyka, informatyka), przyrodniczych, ekonomicznych i prawnych. W tych dziedzinach firmy oferują znacznie wyższe wynagrodzenia, przez co uczelnie mają ogromne trudności z obsadzeniem stanowisk.
Dodatkowym problemem jest czas potrzebny na osiągnięcie wyższych zarobków w nauce – ścieżka od doktoratu do profesury to nawet 12-15 lat, podczas gdy w sektorze prywatnym podobne wynagrodzenie można osiągnąć już po kilku latach pracy.
Ostrożne rekrutacje i nieobsadzone wakaty
Uczelnie coraz ostrożniej podchodzą do odtwarzania wakatów. Przykład? Jak donosi Bankier.pl, na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu w 2026 roku przeprowadzono dziewięć konkursów na stanowiska nauczycieli akademickich, z czego dwa zakończyły się brakiem zatrudnienia z powodu braku odpowiednich kandydatów.
Każde odejście pracownika analizujemy indywidualnie, biorąc pod uwagę rzeczywiste potrzeby kadrowe i prognozy demograficzne – podkreśla w rozmowie z Bankier.pl Joanna Borkowska, rzecznik uczelni.
Starzejąca się kadra i coraz mniej młodych naukowców
Według GUS, na koniec 2024 roku średni wiek nauczyciela akademickiego wynosił 49 lat, a niemal połowa kadry to kobiety. Niskie wynagrodzenia i przeciążenie pracą powodują, że młodzi naukowcy coraz częściej rezygnują z pracy na uczelni. W efekcie uczelnie zwiększają liczebność grup wykładowych, co niestety odbija się na jakości kształcenia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.