Naprzeciwko ich restauracji leżał postrzelony mężczyzna. Relacja świadka
Jak relacjonuje w rozmowie z Wirtualną Polską pan Filip, pracownik restauracji przy ul. Grodzkiej, odgłosy wystrzałów były wyraźnie słyszalne w środku, a o całym zdarzeniu zaalarmowali go klienci opuszczający lokal, którzy natknęli się na tłum uciekających ludzi.
– W środku restauracji było wszystko słychać, strzały. Nabiegli goście, którzy chcieli się schować – relacjonuje.
Dodaje, że jedna z kul zamachowca niestety dosięgła mężczyznę, który znajdował się na ulicy, w bezpośrednim pobliżu restauracji.
– Przez dłuższy czas naprzeciwko restauracji leżał pan postrzelony – opowiada pan Filip.
Według relacji świadka poszkodowany to mężczyzna w wieku około 40–50 lat, wyglądający na obcokrajowca z południa Europy, któremu najprawdopodobniej towarzyszyła żona. Został trafiony w okolice prawego barku.
– Przez chwilę był przytomny – relacjonuje pracownik lokalu, dodając, że w momencie zabierania rannego przez ratowników mężczyzna jeszcze się poruszał.
W obliczu zagrożenia i po wbiegnięciu ludzi, którzy chcieli się ukryć, obsługa lokalu zdecydowała o zabarykadowaniu drzwi, aby zapewnić bezpieczeństwo osobom znajdującym się w środku.
– Mieliśmy w pewnym momencie, obstawiam, z 20-25 osób, które się u nas skryły. Zamknęliśmy restaurację, nikogo nie wypuszczaliśmy przez dłuższy okres, dopóki policja tu nie przyjechała – mówi rozmówca Wirtualnej Polski.
– Zajęliśmy się gośćmi i na tym nam najbardziej zależało, żeby każdy czuł się bezpiecznie. Zamknęliśmy drzwi, zajęliśmy się osobami, które były w środku – podkreśla.
Dopiero po przybyciu patroli policji i zabezpieczeniu terenu przed lokalem obsługa otworzyła drzwi.
Relacje pracowników restauracji na Starym Mieście w Krakowie
Zamachowiec na krakowski Rynek prawdopodobnie wjechał od ul. Sławkowskiej. Pracownica jednego z punktów gastronomicznych wspomina w rozmowie z WP, że "jedyne, co, to było słychać strzały od strony Carrefoura, na rogu Sławkowskiej i św. Tomasza".
Z kolei w jednym z salonów masażu przy ulicy Grodzkiej huk był tak potężny, że wywołał drgania konstrukcji kamienicy. – Około 15:10 właśnie słychać było rundę jakichś strzałów i tak czuć było wręcz po budynku, że tak się lekko zatrzęsło – relacjonuje w rozmowie z WP recepcjonistka lokalu, dodając, że "klienci tutaj czekali dłużej po masażach i nie wychodzili".
Panika udzieliła się również przechodniom na ulicy Grodzkiej, którzy w popłochu szukali ratunku w pobliskich lokalach gastronomicznych.
– Po prostu do nas wbiegli ludzie i słyszałyśmy tylko właśnie tak jakby strzały, ale nie wiedziałyśmy, co to jest. Wbiegli ludzie przestraszeni – mówi pracownica kolejnej restauracji przy tej ulicy.
Gdy służby zablokowały główną część Starego Miasta, tłumy turystów i mieszkańców przeniosły się do lokali na obrzeżach. – My w tej chwili mamy bardzo dużo klientów, bo prawdopodobnie cały Rynek zamknęli. Tutaj ludzie siedzą, ale jest bardzo spokojnie, nikt nie rozmawia, taka cisza – podsumowuje nasza rozmówczyni.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.