Reforma zdrowotna na wirażu w Sejmie? Zaskakujący zwrot w koalicji
- Sejm ma przegłosować na tym posiedzeniu rządowy projekt na nowo regulujący wynagrodzenia kadr medycznych.
- Na ostatniej prostej pojawiły się komplikacje, bo ciężkie działa wytoczyli koalicjanci. – Związki zawodowe słusznie biją na alarm – słyszymy w lewicy.
- Opozycja z kolei sugeruje, że trzeba liczyć się z wetem prezydenta. A rozmówcy WP przestrzegają przed "armageddonem swoich w okręgach wyborczych" w czasie kampanii.
- W tej sytuacji KO przygotowała pakiet poprawek "last minute", które mają rozbroić te argumenty.
Projekt to długo wyczekiwana odpowiedź rządu na aferę w Szpitalu Południowym w Warszawie oraz towarzyszące temu patologie w systemie wynagradzania i sposobu wykonywania pracy przez lekarzy, zwłaszcza na kontraktach – licznie ujawnianych przez różne media.
DLA CIEBIE
Kraków Airport inwestuje miliardy
DLA CIEBIE
Rządowe pomysły dotyczą "uporządkowania zasad zatrudniania i wynagradzania personelu medycznego". Chodzi m.in. o wprowadzenie maksymalnych stawek godzinowych i miesięcznych wynagrodzeń za świadczenia finansowane przez NFZ (około 240 zł/h brutto), większe związanie lekarza z jedną placówką (łączny czas pracy u wszystkich świadczeniodawców, razem z praktyką, nie może przekroczyć 2 pełnych etatów miesięcznie; minimum zatrudnienia w jednym miejscu to pół etatu), ograniczenie możliwości zawierania umów za pośrednictwem spółek czy spółdzielni lekarskich, czy wreszcie zakaz uzależniania wynagrodzenia pracownika medycznego od wysokości kontraktu placówki z NFZ. Projekt przewiduje też wzmocnienie kontroli NFZ oraz większe kompetencje Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.
– Proponowane przepisy czynią system bardziej przejrzystym i sprawiedliwym – mówiła z sejmowej trybuny o intencjach zmian Marta Golbik z KO.
Związkowcy biją na alarm
Prace nad pakietem przebiegały z turbulencjami. Jak opisywaliśmy, w pewnym momencie resort zdrowia chciał rocznego vacatio legis, ale ostatecznie nie zgodził się na to premier i system będzie miał pół roku na dopasowanie się do zmian.
Projekt ostro krytykują związki zawodowe. – Związki zawodowe solidarnie twierdzą, że wejście tej ustawy w życie narusza kodeks pracy – potwierdza Wojciech Wiśniewski, współprzewodniczący Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia przy Ministerstwie Zdrowia. W dużej części chodzi o zmiany, które weszły w życie po konsultacjach publicznych projektu w rządzie i nie były w ich trakcie omawiane.
I tak np. Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych przekonuje, że ustawa, zamiast likwidować patologie kontraktowe, uderza wprost w pracowników zatrudnionych na umowach o pracę. OPZZ zarzuca też, że posłowie koalicji w ciągu zaledwie 4 godzin przyjęli "najbardziej antypracownicze przepisy w ochronie zdrowia".
W przyjętym stanowisku OPZZ wskazuje, że największe zastrzeżenia dotyczyły m.in. wyłączenia podstawowej ochrony pracowniczej z Kodeksu pracy pracownikom medycznym (w tym: brak obowiązku konsultacji wypowiedzeń ze związkami zawodowymi, brak ochrony pracowników w wieku przedemerytalnym, możliwość wypowiedzenia umowy podczas urlopu lub choroby, wyłączenie ochrony działaczy związkowych i kobiet w ciąży).
"Projekt przewiduje także, że układy zbiorowe i regulaminy wynagradzania automatycznie wygasną, jeśli nie zostaną dostosowane do nowych limitów płacowych w ciągu 6 miesięcy. Będzie także możliwość rozwiązania umowy o pracę w 3 dni bez okresu wypowiedzenia, jeśli pracownik nie zgodzi się na obniżkę wynagrodzenia" – przestrzega OPZZ.
Bunt na koalicyjnym pokładzie
Narrację związkowców na gruncie koalicji rządzącej najbardziej podbija lewica.
– Związki zawodowe słusznie biją na alarm w sprawie tej ustawy i trudno się ich oburzeniu dziwić. Po zakończeniu konsultacji społecznych dorzucono do ustawy zapisy, które podważają istotne prawa wynikające z Kodeksu pracy: ochronę przed zwolnieniem na zwolnieniu chorobowym, podczas urlopu macierzyńskiego czy ochronę pracowników przed emeryturą – mówi posłanka tej formacji Joanna Wicha.
W rozmowie z nami zapowiada poprawki "przywracające kodeksową ochronę dla pracowników ochrony zdrowia". – Trwają negocjacje o tym, jak poprawić projekt, by spełniał założenia reformy – mówi Joanna Wicha. – Czekamy na ruch Ministerstwa Zdrowia. Jeśli nie będzie porozumienia, złożymy własne poprawki zgodne z postulatami związków zawodowych, bo nie możemy dopuścić do demolki kodeksu pracy. Nie możemy kosztem pracowników łatać dziur w budżecie szpitali, bo ucierpi na tym pacjent, który w tym całym chaosie po prostu zginie – przestrzega posłanka lewicy.
– Przeprowadzenie takiej operacji w momencie, gdy mamy rynek pracownika, naraża cały system na zamieszanie i wielu dyrektorów placówek może się zdziwić, jak się okaże, że ci, których chcieli zatrudnić, znajdą sobie pracę gdzie indziej. Pacjenci też będą zdezorientowani – podkreśla.
Swoje trzy grosze w tej dyskusji dorzucać ma także PSL, który nie jest zadowolony z tego, że jego propozycje systemowe (zakładające m.in. przeniesienie władztwa nad szpitalami powiatowymi do marszałków województw) trafiły do szuflady.
– Słyszymy te głosy ze strony koalicjantów. Przypomnę jednak, że to projekt rządowy; zrozumiałbym jakieś poprawki o charakterze technicznym czy przyniesione przez sejmowych legislatorów, natomiast takie stawianie sprawy nie jest odpowiedzialne – utyskuje nasz rozmówca z Koalicji Obywatelskiej.
Wojciech Wiśniewski z Zespołu Trójstronnego przyznaje, że temat jest w dużej mierze polityczny. – Dyrektorzy szpitali chodzili do posłów, mówiąc im, że będą mieli armagedon swoich w okręgach wyborczych i to w trakcie kampanii wyborczej – mówi ekspert.
Opozycja mówi "nie"
Jeszcze bardziej krytyczna jest opozycja.
– Są ustawy rozwiązujące problemy i są takie, które mają udawać, że to robią. I do tego drugiego zbliża się ten projekt. Skutki ustawy mogą być inne od zapowiadanych – przestrzegała Katarzyna Sójka z PiS, była minister zdrowia.
Także Janusz Cieszyński, były wiceminister zdrowia, aktualnie w Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego, uważa, że "żaden element tej reformy nie odpowiada na rzeczywiste problemy ochrony zdrowia".
– Rządzący posługują się sloganami. To wszystko jest źle pomyślane. Chcieliśmy się dogadać, zgłosiliśmy poprawki "lex Kacprzyk", zgodnie z którymi jak lekarz wyłudza świadczenia z NFZ, to najpierw karą jest czasowe wyłączenie go z możliwości wykonywania zawodu, a po kolejnym przewinieniu dożywotnie. Ale nie było zgody premiera i poprawki nie przeszły – wskazuje Cieszyński.
KO reaguje
Koalicja Obywatelska ma świadomość potencjalnej burzy i postanowiła zejść z linii strzału. Marta Golbik w trakcie debaty zapowiedziała zmiany, które mają likwidować kontrowersyjne zapisy dotyczące Kodeksu pracy i wyjść naprzeciw obawom związkowców.
– Składamy poprawki, żeby ustawa została przyjęta najlepiej jednogłośnie i podpisana przez prezydenta. Dlatego wśród poprawek znalazły się te, które wyłączają najbardziej kontrowersyjne zapisy ustawy, czyli te dotyczące kwestii praw pracowniczych i kodeksu. Po ich przyjęciu powinna być zgoda co do kształtu ustawy, który przewiduje to, czego społeczeństwo oczekuje, czyli ograniczenie zarobków z państwowych pieniędzy i czasu pracy – mówi Wirtualnej Polsce Marta Golbik.
Poprawki zakładają m.in. rozszerzenie wyjątków dla zatrudnienia na minimum pół etatu dla geriatrów, patomorfologów lub psychiatrów. inne propozycje KO nie wyłączają ochrony osób w wieku przedemerytalnym, na zwolnieniach czy urlopach w trakcie akcji masowej zmiany zasad zatrudnienia.
Zmiany dotyczą jednak głównie kwestii podnoszonych przez związki zawodowe; jeśli chodzi o samą konstrukcję zmian systemowych czy rolę prezesa NFZ, to nic się nie zmienia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.