Śmierć na S10. Na liczniku 270 kilometrów na godzinę. Śledczy sprawdzą czarną skrzynkę
Śmiertelny wypadek na S10 pod Kobylanką. Oskarżeni kierowca i pasażer
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: KWP w Szczecinie
Prokuratura zapowiedziała, że będzie analizować zapisy czarnej skrzynki BMW, które brało udział w śmiertelnym wypadku na drodze S10 pod Kobylanką. Ważnym dowodem ma być również nagranie z telefonu pasażera. Według śledczych samochód poruszał się z ogromną prędkością.
- Ostatnia prędkość, która została zarejestrowana na nagraniu, to 270 kilometrów na godzinę. Ostateczną oczywiście poznamy dopiero wtedy, gdy uzyskamy opinię biegłego z zakresu ruchu drogowego - przekazała Julia Szozda, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
Jechali z prędkością 270 kilometrów na godzinę
Źródło zdjęcia: KWP w Szczecinie
Jak dodała, telefon pasażera zostanie poddany szczegółowym oględzinom. Śledczy sprawdzą, czy znajdują się na nim również inne nagrania pokazujące sposób jazdy BMW.
Kierowca BMW, doprowadzony na posiedzenie aresztowe, powiedział, że żałuje tego, co się stało. Zapytany o prędkość, z jaką jechał, odparł, że nie wie.
Oskarżono kierowcę i pasażera
W piątek sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące zarówno jego, jak i świadka. Obaj podejrzani mają około 40 lat i usłyszeli zarzuty za spowodowanie śmiertelnego wypadku.
- Sąd przychylił się do tego, że zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na sprawstwo i winę podejrzanych. Wskazał nadto, że zaistniały przesłanki szczególne do stosowania najsurowszego środka zapobiegawczego, to jest obawa ucieczki bądź ukrywania się podejrzanych, obawa matactwa procesowego, a także surowa kara, która samoistnie stanowi o tym, że jest możliwość zastosowania takiego środka zapobiegawczego - powiedziała Martyna Skierska z Prokuratury Rejonowej w Stargardzie.
Postanowienie o aresztowaniu nie jest prawomocne. Stronom przysługuje zażalenie. Obrońca kierowcy BMW Sebastian Kliński przekazał, że rozważa złożenie odwołania.
Za zarzucane podejrzanym przestępstwo grozi od pięciu do 20 lat pozbawienia wolności. Chodzi o zaostrzone przepisy dotyczące między innymi udziału w nielegalnych wyścigach oraz drastycznego przekraczania dozwolonej prędkości.
Nie tylko kierowca odpowiada za bezpieczeństwo
Odpowiedzialność za bezpieczeństwo na drodze nie spoczywa wyłącznie na kierowcy. W programie "Wstajesz i weekend" mówiła o tym psycholog transportu Magdalena Wit-Wesołowska.
- Wszystkie okoliczności, które powodują, że kierowca decyduje się na to, by mimo wszystko łamać przepisy ruchu drogowego i narażać inne, niewinne osoby na śmiertelne niebezpieczeństwo, będą tutaj brane pod uwagę. Nie można nie wziąć pod uwagę tego, że pasażer drastycznie nakłaniał kierowcę do łamania przepisów. Inną kwestią pozostaje, że kierowca temu uległ, ale mimo wszystko jest to jakiś czynnik, który należy wziąć pod uwagę. Każda osoba, która jest uczestnikiem ruchu drogowego, obojętnie, czy jesteśmy kierowcą, pasażerem, pieszym czy rowerzystą, jest odpowiedzialna za (...) to, żeby było bezpiecznie - tłumaczyła ekspertka.
Zapytana, czy nagłaśnianie takich spraw może działać prewencyjnie i skłaniać kierowców do refleksji nad własnym zachowaniem na drodze, Wit-Wesołowska przyznała, że nie zawsze przynosi to oczekiwany efekt.
- To nie do końca pełni taką rolę prewencyjną, jaką byśmy chcieli. Niestety na drodze możemy zauważyć takie zjawisko, w którym kierowcy, mając bardzo dobre mniemanie o swoich umiejętnościach, mają też takie myślenie życzeniowe, że mi się to nie przydarzy. Jest ono na drodze bardzo popularne - zauważyła psycholog transportu.
Kierowca najpierw uciekł, potem zgłosił się na policję
Przypomnijmy: do wypadku doszło w nocy 6 października na drodze S10 w okolicach Kobylanki w powiecie stargardzkim. Rozpędzone BMW uderzyło w tył jadącej przed nim Toyoty. 70-letni kierowca drugiego samochodu zginął na miejscu, a jego pasażerka w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Mężczyźni podróżujący BMW nie odnieśli obrażeń.
Po wypadku kierowca BMW uciekł z miejsca zdarzenia. Pasażer, który był pod wpływem alkoholu, pozostał na miejscu. Niecałą godzinę później kierowca został przywieziony do Komendy Powiatowej Policji w Stargardzie przez bliską mu osobę.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.