Minister uderza w prezydenta. "Może, jak się jeździ konno, nie widać problemów"
— Widzieliśmy, że CPN to dla niektórych znaczyło "ceny paszy niżej" i woleli inwestować w konie w momencie, kiedy Polacy płacili rekordowo dużo na stacjach benzynowych i kiedy można było podjąć ustawę, która trafiła na biurko tej osoby. Szkoda, że pan prezydent wolał wtedy inne atrakcje, jakieś występy w Juracie, wczasy, a można było podpisać ustawę wtedy. My naprawdę mogliśmy wprowadzić obniżkę cen wcześniej — komentuje Motyka, nawiązując do sprawy koni w rezydencji prezydenta.
Czytaj nas częściej w Google
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Minister krytycznie o prezydencie. "Powinien współpracować"
Polityk podkreśla, że dobrze, że prezydent podpisał ustawę, ocenia jednak, że "wykorzystanie orędzia do walki z rządem, w momencie, kiedy jest się prezydentem wszystkich Polaków, jest niewłaściwe".
— Prezydent jest zobligowany, żeby współpracować. W sytuacji ekstraordynaryjnej, kiedy narażone jest nasze bezpieczeństwo, czy mamy jakiś kryzys, to prezydent szczególnie powinien współpracować z rządem, a nie jeszcze ostrzej wchodzić w spór z premierem. Do pewnego momentu wydawało się, że to będzie polityczne złoto dla prezydenta, że zwali winę na rząd, że rząd jest nieskuteczny, premier nie dowiózł niższych cen i Polacy, teraz możecie w wyborach się na tym rządzie "zemścić" — mówi Motyka.
Podkreśla, że okazało się jednak, że Polacy wywarli presję na prezydenta, gdy zobaczyli konkretny plan przygotowany przez rząd.
Miłosz Motyka ostro o opozycji w Polsce. "Banda nieudaczników"
Minister wskazuje, że jest to pierwszy raz, kiedy orędzie prezydenta jest wykorzystywane do tego, by "zaostrzyć kurs wobec rządu i permanentnie atakować". Jak mówi, "do tej pory w taki sposób zachowywała się opozycja", jednak nie aż tak agresywnie i nie w aż tak trudnych czasach.
Kiedy prowadząca rozmowę Odeta Moro zauważyła, że opozycja dziś jest w rozsypce, polityk zaznacza, że go to nie interesuje. — Nie interesuje mnie ta opozycja, to jest banda nieudaczników, a jeszcze jak słyszę tą PiS-owskiego ciamajdę Daniela Obajtka, za którego pierwszy raz w historii doszło do braków paliw na stacjach [...], to generalnie obywatelowi się nóż w portfelu otwiera — mówi.
— Jeśli chodzi o prezydenta... Może jak się jeździ konno i siedzi w Juracie na plaży, to się nie widzi tych wszystkich problemów, myślę, że przez tygodnie nie dostrzegał tego, jak Polacy dostają po kieszeni — kontynuuje Motyka. Zaznacza, że rząd, pracując nad tym projektem, nie robił tego po to, by zwalać winę za wysokie ceny na prezydenta.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.