Barbara Mróz-Gorgoń w pierwszym wywiadzie po głośnej dymisji. "Żaden bandyta tak nie zapłacił"
Dr Barbara Mróz-Gorgoń udzieliła TVN24 pierwszego wywiadu po głośnej dymisji z funkcji pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski. Pełniła tę rolę jedynie 23 dni. Dymisja była związana z opublikowanym na stronach jej fundacji Marka Polska dokumentem "Polaków portret własny", który powstał przy pomocy sztucznej inteligencji.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Mróz-Gorgoń o raporcie stworzonym przez AI. "Brudnopis za który nie zapłacono"
Czytaj nas częściej w Google
W trakcie rozmowy w programie "Czarno na białym" Barbara Mróz-Gorgoń tłumaczyła, że czym innym jest raport "Strategia Marka Polska", a czym innym dokument "Polaków portret własny", z którego pochodziła większość szeroko komentowanych cytatów. To za stworzenie obszernego 156-stronicowego opracowania "Strategia Marka Polska" Ministerstwo Sportu zapłaciło w całości 179 tys. zł (za całość projektu, w tym prowadzenie badań), z czego Barbara Mróz-Gorgoń otrzymała dwie płatności po 30 tys. zł brutto każda.
— Te wnioski są autorskie, oparte na badaniach, które są udokumentowane, są z nich filmy, relacje wideo. Mało tego, ponad 100 osób jest świadkami tego, że te badania się odbywały — wskazała dr Mróz-Gorgoń. — Sztuczna inteligencja w tamtym okresie była przeze mnie wykorzystywana do lingwistycznej oprawy, stylistycznego poprawiania. Czasami w innych publikacjach układania na przykład bibliografii — stwierdziła, dopytywana o udział sztucznej inteligencji w pracy nad tym projektem.
Jeśli zaś chodzi o opublikowany dokument "Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska", to naukowczyni tłumaczyła, że był to tylko "brudnopis [...] niefortunnie zamieszczony na stronie internetowej".
Mróz-Gorgoń twierdzi, że w tym miejscu miała się znaleźć prezentacja, którą wygłosiła na konferencji w listopadzie 2025 r. Dokument, który znalazł się na stronie i do którego uczestnicy konferencji dostali link, a który był przygotowywany przy pomocy sztucznej inteligencji, miał być jedynie notatkami do jej prezentacji.
— Ten dokument stanowił jeden z materiałów roboczych, brudnopis został omyłkowo, pomyłkowo przeze mnie wysłany i zamieszczony na stronach think tanku Marka Polska. Za co przepraszam i żałuję, że nie dopilnowałam — wskazuje. — To absolutnie ludzki błąd. Nie złodziejstwo. W ogóle nie część projektu, za nic tutaj nie zapłacono. To część notatek — przekonuje w rozmowie z TVN24.
"Nie przejrzałam pliku przed opublikowaniem"
Pytana o okładkę z logo Ministerstwa Sportu, zamieszczoną na oficjalnej stronie tytułowej informację o finansowaniu z zadania publicznego "Marka Polska" czy numerację stron, Mróz-Gorgoń stwierdziła, że w ten sposób usystematyzowała swoje notatki podczas pracy nad tym dokumentem, ale nie był to gotowy, przeznaczony do publikacji raport.
Mróz-Gorgoń przyznała, że nie przejrzała pliku przed opublikowaniem. — I za to się biję w piersi i płacę dzisiaj cenę, myślę taką, jaką żaden bandyta w tym kraju nie zapłacił — wskazała.
— Żyłam w przekonaniu, że ten "Polaków portret własny", to jest ten power point, który prezentowałam na Akademii Leona Koźmińskiego — wskazała — Ponieważ gnałam dalej, robiłam kolejne rzeczy, zrobiłam niesamowite kolejne raporty i badania w całej Polsce, faktycznie nie popatrzyłam wstecz i nie śledziłam własnej strony co chwila. Zwykły ludzki błąd — dodała.
Naukowczyni przyznała, że samo przeprowadzenie konferencji było częścią projektu, za który zapłaciło Ministerstwo Sportu i Turystyki, podobnie jak za prezentację, która miała znaleźć się na stronie, ale nie za dokument, który ostatecznie tam trafił.
Była pełnomocniczka rządu o opluciu na stacji benzynowej: Obcy człowiek nazwał mnie "szmatą"
Mróz-Gorgoń wskazała, że miała do czynienia z "tsunami, najpierw złych opinii, a potem samonakręcających się wręcz nienawistnych treści".
— Średnio co 6 minut dostawałam w pierwszych dobach bardzo przykre SMS-y czy maile — stwierdziła. — Spotykały mnie też rzeczy, które wcześniej wydawały mi się niemożliwe. Że ktoś, kogo kompletnie nie znam, jest w stanie podejść do mnie na stacji benzynowej, opluć mnie i nazwać "sz***ą". Był to przypadek jednorazowy, przy czym zaowocował tym, że później przez wiele dni, nawet w tygodniach to chyba można policzyć, raczej nie wychodziłam z domu — dodała.
Ekspertka miał być zaskoczona, kiedy zaproponowano jej stanowisko pełnomocniczki rządu. — Bardzo chciałam, żeby takie stanowisko było, natomiast do ostatniej chwili w ogóle nie wskazywałam na siebie, bo jestem ekspertem, nie politykiem — powiedziała.
Pytana, czy dymisja była jej pomysłem nie chciała tego szerzej komentować, ale przyznała, że w tamtym momencie "poczuła się ciężarem".
Naukowczyni stwierdziła, że nie może szerzej komentować toczącego się śledztwa prokuratury. Przyznała także, że toczy się wobec niej postępowanie dyscyplinarne na uczelni, ale "nie może o tym rozmawiać". Obecnie znajduje się na zwolnieniu lekarskim.
Mróz-Gorgoń broni "chlebowości". "Mam nadzieję, że na nagrobku mi to wyryją"
Pod koniec rozmowy naukowczyni stanęła w obronie pojęcia "chlebowości", które było szeroko komentowane w przestrzeni publicznej po nagłośnieniu raportu.
— "Chlebowość" to jest coś, co ze mną zostanie naprawdę. Mam nadzieję, powiem żartobliwie, że nawet na nagrobku mi to wyryją. To jest piękno o Polsce — stwierdziła. — "Naturalna chlebowość" to nasza cecha. To cytat z badań. To opowieść o tym, że jesteśmy gościnni, naturalni — dodała.
Stwierdziła, że z tego pojęcia nie będzie się śmiała. — Śmiać się mogę z memów. Najśmieszniejsze o mnie, to chyba te, gdzie zamiast AI jest moje zdjęcie — dodała.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.