Spór wokół mleczarni. Woda w rzece Białej nie jest już czarna. Ale pojawił się nowy problem
Bielsk Podlaski. Nagrał jak w nocy 22 sierpnia z komina mleczarni leci dym
Źródło wideo: Marek Artemiuk
Źródło zdj. gł.: Marek Artemiuk
"Zastanawiam się jak to zostało wyliczone? Równe 100 tysięcy złotych za doznaną krzywdę przez to, że pokazałem, że w naszej rzece płynie czarny osad zamiast wody" – powiedział w jednym z najnowszych filmów opublikowanych na Facebooku Pan Kupka, czyli dr inż. Radosław Żyłka, który prowadzi na co dzień warsztaty dla dzieci i młodzieży z inżynierii środowiska.
Widział jak z komina unosił się dym (zdjęcie z 4 września)
Źródło zdjęcia: Marek Artemiuk
Woda zmieniła kolor na czarny
"Czuję silny zapach zgnilizny, co wskazuje na to, że jest tu odprowadzany osad czynny albo jakaś biomasa pochodząca z oczyszczania ścieków" – powiedział stojąc w wodzie.
W latach 2013-20 dr inż. Żyłka był głównym technologiem Spółdzielni Mleczarskiej Bielmlek. Firma miała pozwolenie na wpuszczanie do pobliskiego - i łączącego się z rzeką Białą - rowu melioracyjnego oczyszczonych ścieków.
Gdy Bielmlek upadł, pozwolenie przeszło na firmę Laktopol-B, która we wrześniu 2022 roku kupiła zakład od syndyka. Mieszkańcy mówili nam, że choć za czasów Bielmleku też zdarzało się, że woda była zanieczyszczona, to od wiosny 2023 roku zaczęła coraz bardziej zmieniać swój kolor, a najgorsza sytuacja była wiosną 2026 roku. Stąd też o sprawie zrobiło się głośno. Wspomniany Pan Kupka dostał z Laktopolu-B wezwanie do zaprzestania naruszania dóbr osobistych firmy i zapłaty 100 tys. zł tytułem zadośćuczynienia.
Społecznik: wezwanie do zapłaty 100 tys. zł to jakiś absurd
Podobne wezwanie dostał też Marek Artemiuk, fotograf i administrator profilu "Bielsk Podlaski z lotu ptaka", który od lat dokumentuje stan rzeki oraz informuje o działaniach Laktopolu-B.
- To jakiś absurd. Mam płacić ogromne pieniądze za to, że nagłaśniam problem, o którym mówią mieszkańcy. Sprawa Pana Kupki trafi do sądu. Moja na razie jeszcze nie trafiła – mówi nam Artemiuk.
Mleczarnia została kupiona przez Laktopol-B w 2022 roku
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Decyzja o wstrzymaniu pracy proszkowni
Po tym jak o czarnej wodzie zrobiło się głośno, starostwo powiatowe wydało 1 lipca decyzję wstrzymującą pracę jednej z dwóch zakładowych proszkowni (firma produkuje mleko w proszku). A ma to znaczenie dla stanu rzeki Białej, bo urzędnicy uznali, że w mleczarni był problem z tym, że niewielka oczyszczalnia nie dawała rady przerobić aż takiej ilości ścieków, jakie do niej trafiały. Zamknięcie jednej z proszkowni miało więc sprawić, że oczyszczalnia przyjmowałaby mniej ścieków i mogłaby je dokładnie doczyszczać.
Jak jednak mówił nam w czerwcu Olgierd Meysztowicz, prezes Laktopolu-B, decyzja starostwa oznacza konieczność zamknięcia całego zakładu. Mleczarnia nie może bowiem korzystać z drugiej proszkowni, bo jest ona przedmiotem sporu własnościowego z inną firmą. Meysztowicz zapowiedział więc, że zakład zostanie przeniesiony do innego miasta, a pracę straci 150 zatrudnionych tu osób. Na razie nic takiego się nie stało, a prezes zaskarżył decyzję starostwa do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i zapowiedział, że jeśli wygra to wystąpi do samorządu o – liczone w milionach złotych - odszkodowanie za czas przestoju w pracy zakładu.
- Czekamy wszyscy na rozstrzygnięcie SKO. Na razie jeśli chodzi o rzekę, to jej stan jest dobry. Nie jest już czarna – mówi Artemiuk.
Tak woda w rzece Białej wyglądała w czerwcu 2026 roku
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Widział dym. Wzywana była policja
Niemniej zaniepokoił go dym z komina, który widział dwa razy jak unosił się nad mleczarnią. – Za pierwszym razem było to w sobotę 22 sierpnia w ciągu dnia. Wezwani na miejsce policjanci sporządzili notatkę. Ja natomiast wróciłem w nocy i nagrałem film w termowizji jako dowód, że w komina wydobywał się dym – wspomina.
Po raz drugi widział dym w sobotę, 4 września, w godzinach popołudniowych. Na miejscu oprócz policji, pojawili się przedstawiciele starostwa oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Nie zostali jednak wpuszczeni do środka. Jak czytamy w oświadczeniu, które zostało zamieszczone na stronie WIOŚ, złożone zostało w związku z tym zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na utrudnieniu kontroli.
W czerwcu miało miejsce spotkanie wszystkich stron w urzędzie miasta
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Starostwo żąda wyjaśnień
Kiedy WIOŚ próbował, również w asyście policji, wejść na teren zakładu po raz drugi (15 września), został już wpuszczony. Trwa postępowanie, które ma wyjaśnić czy dymiący komin oznaczał, że prezes firmy naruszył zakaz funkcjonowania proszkowni czy może komin dymił w związku z jakimiś innymi działaniami mleczarni. Ustala to również starostwo.
- Wezwaliśmy prezesa firmy do złożenia wyjaśnień. Jeszcze ich nie otrzymaliśmy. Jeśli okaże się, że złamany został zakaz funkcjonowania proszkowni, możemy nałożyć kary pieniężne - mówi wicestarosta Piotr Bożko.
Pytany o wszystkie te kwestie prezes Laktopolu-B tym razem odmówił nam komentarza.
Na placu nie ma już osadów ściekowych
Warto dodać, że przy okazji wejścia na teren zakładu kontrolerzy z WIOŚ stwierdzili, że uprzątnięty został plac magazynowy z zalegających tam osadów ściekowych. Dzięki czemu mieszkańcy sąsiadujących z mleczarnią posesji nie muszą już borykać się z problemem uciążliwych odorów, które zmuszały niektórych nawet do wyprowadzki na okres letni.
- To na pewno bardzo dobra wiadomość. Jeszcze pod koniec lipca zrobiłem film, jak na łąkę sąsiadującą z ogrodzeniem mleczarni wypływały te osady. Pochyliłem się, żeby powąchać i od razu tego pożałowałem – mówi nam Marek Artemiuk.
WIOŚ informuje też, że cały czas sprawdza czystość wody w rzece Białej i obecnie jakość ścieków wypływających z zakładu uległa poprawie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.