„Nigdzie na świecie nie było takiej propozycji”. Miliarderzy wydają miliony, by zablokować podatek

W wyborach, które odbędą się 3 listopada Kalifornijczycy wyłonią wszystkich swoich przedstawicieli do Izby Reprezentantów, gubernatora i cały szereg osób piastujących ważne stanowe stanowiska. Nie mniej uwagi niż polityczny wyścig przykuwa jednak referendum, które zostanie zorganizowane przy okazji wyborów, a konkretnie kwestia propozycji nr 40.
Chodzi o poprawkę do stanowej konstytucji, która na miliarderów mieszkających w Kalifornii nakładałaby jednorazowy podatek w wysokości 5 proc. od zgromadzonego majątku. Danina obejmowałaby posiadane przedsiębiorstwa, papiery wartościowe, dzieła sztuki, przedmioty kolekcjonerskie oraz własność intelektualną. Nieruchomości oraz środki zgromadzone na kontach emerytalnych byłyby zwolnione z podatku.
Jak nietrudno sobie wyobrazić, ten pomysł nie podoba się jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Już sam fakt, że propozycja będzie głosowana. spowodował, że niektórzy miliarderzy - tacy jak Peter Thiel, twórca Palantir Technologies oraz współzałożyciele Google’a Larry Page i Sergey Brin - wyprowadzili się z Kalifornii.
„Sytuacja kryzysowa”
Dave Regan, szef związków ochrony zdrowia, przekonuje w rozmowie z CBS News, że wprowadzenie podatku jest konieczne, ze względu na „sytuację kryzysową”, która jest wynikiem „wielkiej, pięknej ustawy” Donalda Trumpa. Rozwiązanie reklamowane przez prezydenta obejmuje bowiem cięcia funduszy federalnych przeznaczonych na program Medicaid w ciągu najbliższych kilku lat.
Staramy się odzyskać środki w wysokości 100 miliardów dolarów, które zostały wycięte z budżetu opieki zdrowotnej – powiedział Regan, który prognozuje, że bez tych pieniędzy 3,5 mln osób straci ubezpieczenie zdrowotne, a szpitale, kliniki i oddziały ratunkowe zostaną zamknięte.
Pracę może stracić też sam Regan, dlatego razem z innymi związkowcami zainicjował akcję zbierania podpisów pod petycją mającą na celu umieszczenie w listopadowym głosowaniu podatku stanowego od majątku netto dla około 200 kalifornijskich miliarderów.
Regan przyznaje, że podatek byłby tylko tymczasowym rozwiązaniem problemu. Ale rozwiązanie na pięć lat jest lepsze niż brak jakiegokolwiek rozwiązania. Dałoby stanowi Kalifornia szansę na ustalenie, jakie uporać się z tą kwestią na stałe – zaznaczył.
Bogaci inwestują w kampanię referendalną
Najbogatsi starają się przekonać mniej majętnych mieszkańców stanu, by głosowali przeciwko propozycji. Z oficjalnych dokumentów wynika, że na kampanię zachęcającą do odrzucenia podatku wydawany jest ponad milion dolarów dziennie – podaje „The Guardian”.
Wśród sponsorów przeciwników kampanii znaleźli się najwięksi gracze z Doliny Krzemowej – w tym wymieniony już Peter Thiel, były szef Google Eric Schmidt, szef DoorDash Tony Xu, szef Stripe Patrick Collison, kryptowalutowy magnat Chris Larsen oraz kilkunastu znanych inwestorów. Największym darczyńcą jest bez wątpienia współzałożyciel Google, Sergey Brin, który przekazał co najmniej 102 mln dolarów. W sumie zebrano już 340 mln. Zebrana przez zwolenników podatku kwota 33 mln dolarów wygląda przy tym śmiesznie.
Do wyborów pozostał mniej niż miesiąc, więc przeciwnicy podatku wydają pieniądze w coraz szybszym tempie. W ciągu pierwszych 19 dni września kampania opozycyjna wydała co najmniej 21,2 mln dolarów na walkę z propozycją – to ponad milion dolarów dziennie. Wyborcy są zalewani SMS-ami, ulotkami i reklamami, które ostrzegają, że podatek od miliarderów „narazi wszystkich Kalifornijczyków na wyższe podatki”. W reklamach nauczyciele, stolarze i strażacy sprzeciwiają się podatkowi majątkowemu, określając go jako „niebezpieczny eksperyment”.
Na rzecz kampanii opozycji pracuje m.in. prawnicza kancelaria Nielsen Merksamer, znana z reprezentowania firm tytoniowych oraz polityczne konsorcjum PCI Campaigns, znane z walki przeciwko likwidacji kary śmierci i obligatoryjnemu używaniu prezerwatyw w filmach pornograficznych.
Jakie są szanse na przyjęcie podatku?
Najnowsze sondaże wskazują, że podatek może zostać przyjęty, choć poparcie dla niego topnieje wraz ze wzrostem wydatków na kampanię przeciwko propozycji. Sondaż przeprowadzony przez Uniwersytet Południowej Kalifornii z końca września wskazuje, że 45 proc. wyborców planuje zagłosować na ‘tak’, a 42 proc. na ‘nie’. Jeszcze miesiąc wcześniej propozycja cieszyła się przewagą 7 pp.
Sytuację komplikują dwie kontrpropozycje, które przeciwnicy podatku zdołali umieścić na listopadowej karcie wyborczej – propozycja nr 41 i nr 42. Pierwsza z nich jest bezpośrednio wymierzona w podatek od miliarderów, podczas gdy nr 42 to bardziej ogólne założenie mające chronić obywateli przed nowymi podatkami. Jeśli któraś z tych propozycji zdobędzie więcej głosów na ‘tak’ niż nr 40, zablokuje to wejście w życie podatku dla miliarderów – nawet jeśli sama propozycja nr 40 zostanie przyjęta.
Nietypowi sojusznicy miliarderów
Miliarderzy znaleźli sojuszników w kilku związkach zawodowych służby zdrowia, edukacji, budownictwa i bezpieczeństwa publicznego. Gubernator Gavin Newsom, a także kandydaci na gubernatora, Xavier Becerra i Steve Hilton, skrytykowali podatek dla miliarderów.
Nawet była progresywna demokratyczna kongresmenka Katie Porter jest przeciwko.
Ogólnie rzecz biorąc, walczyłam o to, by najbogatsi płacili więcej. Jednak ten podatek nie spełnia tego zadania prawidłowo, powodując, że ci ludzie pakują się i wyjeżdżają. Chcemy, aby miliarderzy tworzyli tu miejsca pracy, zakładali tu firmy – stwierdziła i dodawała: Kiedy ktoś opuszcza Kalifornię, nie możemy już go opodatkować. To problem na stałe.
„Nie możemy pozwolić im na kupowanie naszych wyborów”
Do głosowania za podatkiem namawia wieloletni senator demokratów Bernie Sanders. Podczas spotkania ze swoimi zwolennikami przekonywał, że propozycja jest „najważniejszą inicjatywą referendalną w kraju”.
Cały kraj, a szczerze mówiąc i świat, przygląda się temu, co się tu dzieje. Nie jest łatwo prowadzić kampanię, gdy zostajesz wielokrotnie przelicytowany. Ale tak właśnie się dzieje i cały kraj jest z was dumny – zaznaczał.
Przewodnicząca Kalifornijskiej Federacji Związków Zawodowych twierdzi, że najbogatsi wydają miliony dolarów na manipulację w sprawie propozycji nr 40, bo wiedzą, ze pomysł opodatkowania najbardziej majętnych cieszy się sporym poparciem. Nie możemy pozwolić im na kupowanie naszych wyborów i decydowanie o tym, kto ma żyć, a kto umrzeć – przekonuje.
Problemu w propozycji nr 40 nie widzi założyciel Nvidii, producenta układów scalonych. Nie mam nic przeciwko płaceniu podatków; im więcej zarabiasz, tym więcej podatków płacisz, więc mi to nie przeszkadza. Nie podoba mi się marnowanie pieniędzy podatników. Ale popieram też wszystko, co reprezentuje ten kraj – powiedział CBS Jensen Huang, który pełni dyrektor generalny amerykańskiego producenta układów scalonych Nvidia z siedzibą w Dolinie Krzemowej.
To, że stać mnie na zapłacenie 8 miliardów dolarów podatków w ciągu pięciu lat, to przywilej. Nie boję się płacić podatków. Boję się tylko bycia biednym – stwierdził Huang, który zaczynał karierę zawodową od pracy na zmywaku w restauracji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.