Bolsonaro uciekł do USA. Media ustaliły, kto mu pomagał
- Bolsonaro i jego rodzina mieli przejechać z Brazylii do Argentyny dwoma vanami.
- Według CNN Brasil były agent Mosadu znalazł się w pojeździe z brazylijskim politykiem.
- Trasa ucieczki do USA prowadziła przez Argentynę i Ekwador.
- Donald Trump zadeklarował, że Bolsonaro może pozostać w Stanach Zjednoczonych tak długo, jak zechce.
Jak poinformowała stacja CNN Brasil, powołując się na źródła w brazylijskich organach ścigania, w ucieczce polityka do USA przez terytorium Argentyny i Ekwadoru kluczową rolę odegrała "międzynarodowa pomoc z co najmniej dwóch państw". Sam Bolsonaro po dotarciu na miejsce publicznie podziękował za wsparcie prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi oraz prezydentowi Argentyny Javierowi Mileiowi.
Tajna operacja na granicy i ślad wywiadu
Z ustaleń brazylijskich śledczych wynika, że Flávio Bolsonaro wraz z najbliższymi opuścił terytorium Brazylii dwoma vanami. W jednym z pojazdów jechał sam polityk, w drugim – jego żona oraz dwie córki.
Dodatkowo, w samochodzie senatora w momencie przekraczania granicy z Argentyną znajdował się były agent izraelskiej służby wywiadowczej Mosadu, legitymujący się obecnie obywatelstwem USA. Z ustaleń wynika, że mężczyzna ten przybył do Brazylii już 19 października – na kilka dni przed drugą turą głosowania – po czym bezpośrednio asystował politykowi w drodze do Argentyny. Stacja CNN Brasil nie ujawniła jego tożsamości.
Dziennik "New York Times", opierając się na anonimowych źródłach, podał z kolei, że dalszy etap ucieczki – przelot prywatnym odrzutowcem z Argentyny do USA – został zorganizowany przez urzędnika Białego Domu, Jasona Millera. Równolegle argentyńskie media ujawniły, że w trakcie operacji wyjazdu Bolsonaro w przygranicznym Puerto Iguazu przebywał Santiago Caputo, jeden z najbliższych i najbardziej zaufanych doradców prezydenta Javiera Mileia.
Oficjalne dementi i reakcje Waszyngtonu
Ujawnione informacje wywołały natychmiastowe napięcia dyplomatyczne. Sekretarz stanu USA Marco Rubio w sobotnim oświadczeniu zapewnił, że rząd Stanów Zjednoczonych nie brał udziału w organizacji ucieczki brazylijskiego polityka.
Głos w sprawie zabrał również Donald Trump. Oświadczył on, że Flavio Bolsonaro może pozostać na terytorium USA "tak długo, jak będzie chciał", zaznaczając jednocześnie, że obecnie nie planuje z nim bezpośredniego spotkania. Choć Trump publicznie oceniał, że wybory w Brazylii "wyglądały na sfałszowane", to według źródeł agencji Reutera amerykańska administracja nie zamierza oficjalnie uznawać Bolsonaro za głowę państwa.
Rząd w Buenos Aires poinformował z kolei krótko, że Bolsonaro wraz z rodziną wjechał do Argentyny na podstawie w pełni ważnych dokumentów.
Wyborcza porażka i widmo procesu
Bezpośrednim powodem ucieczki była porażka Bolsonaro w drugiej turze wyborów prezydenckich, w której uległ urzędującemu prezydentowi Luizowi Inácio Luli da Silvie. Według oficjalnych danych brazylijskiego Najwyższego Trybunału Wyborczego (TSE) Lula uzyskał niespełna 51,8 proc. głosów, podczas gdy Bolsonaro zdobył nieco ponad 48,2 proc. poparcia.
Po dotarciu do Stanów Zjednoczonych senator wydał oświadczenie, w którym odmówił uznania wyniku, mianując się "prawowitym przywódcą Brazylii" i twierdząc, że "przestępcy ukradli wybory".
W samej Brazylii sytuacja prawna polityka była dramatyczna. Choć formalnie nie usłyszał jeszcze aktu oskarżenia, objęty jest kilkoma poważnymi śledztwami dotyczącymi m.in. nielegalnego, zagranicznego finansowania kampanii wyborczej, prania brudnych pieniędzy oraz uchylania się od płacenia podatków.
W ramach środków zapobiegawczych sąd nałożył na niego bezwzględny zakaz opuszczania kraju, a władze unieważniły jego brazylijski paszport. Aby ominąć blokadę, polityk podczas przekraczania granicy posłużył się posiadanym paszportem włoskim.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.