Barack Obama wbija szpilkę Donaldowi Trumpowi. "Biały Dom wygląda tak, jakby Saddam Husajn otworzył Cheesecake Factory"
"Jesteście podekscytowani? Gotowi? No to zaczynajmy!". Barack Obama wbiegł na scenę w sali gimnastycznej liceum w Detroit przy aplauzie swoich zwolenników. Zakasał rękawy — wszystko po to, by wesprzeć demokratycznego kandydata do Senatu, Abdula El-Sayeda.
Podczas finału kampanii przed wyborami do Kongresu, 3 listopada, na Republikanach i Donaldzie Trumpie ciąży ogromna presja, a Demokraci z Michigan znaleźli się w defensywie. Muszą obronić jeden z senackich mandatów. Ich szansą ma być polityczna charyzma Obamy. Były prezydent nie omieszkał też wbić szpilki urzędującemu Trumpowi.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Obama tym wystąpieniem znalazł się w samym środku wewnętrznego konfliktu Demokratów — między skrzydłem progresywnym a umiarkowanymi. Rosnąca siła lewicy sprawiła, że wojna w Strefie Gazy stała się głównym punktem spornym. Postępowi aktywiści domagają się jednoznacznego potępienia działań wojennych Izraela. Powoduje to napięcia między wyborcami prożydowskimi a umiarkowanymi. Zwycięstwo El-Sayeda w prawyborach, odniesione niewielką przewagą, zamieniło ten wyścig o mandat w pole zaciętej walki. Jego republikański rywal, Mike Rogers, wykorzystuje w kampanii zarzuty o rzekome powiązania El-Sayeda z radykalnymi organizacjami muzułmańskimi.
To, co zapowiadało się na pewniak wyborczy, przeobraziło się w thriller: El-Sayed, który chce przejść do historii jako pierwszy muzułmanin w Senacie USA, prowadził ostatnio zaledwie o kilka punktów procentowych. Lekarz został entuzjastycznie powitany przez około 3 tys. osób zgromadzonych w szkole. "Abdul, Abdul, Abdul!" — skandował tłum.
W swoim przemówieniu rozliczał "głupią wojnę Trumpa z Iranem", która negatywnie wpłynęła na gospodarkę USA. — Zamiast zrzucać bomby, Ameryka powinna inwestować w swoje dzieci i ich edukację — przekonywał.
Pełen wzruszenia wspominał też spotkanie z byłym prezydentem Billem Clintonem w 2007 r., który zachęcił go do polityki. Jego odpowiedź wtedy brzmiała: "Widział pan moje nazwisko?".
Obama kpi z remontów Trumpa w Białym Domu
Tymczasem Obama nie zwalniał tempa. Złośliwie drwił z remontów Trumpa w Białym Domu: — Biały Dom wygląda teraz tak, jakby Saddam Husajn[były iracki dyktator] otworzył Cheesecake Factory!
"Cheesecake Factory" to amerykańska sieć restauracji znana z ekstrawaganckiego wystroju, który zdaniem Obamy pasuje do ostentacyjnego remontu Białego Domu przeprowadzonego przez Trumpa.
— Te wybory to nasza ostatnia wielka szansa, by przynajmniej częściowo powstrzymać głupotę tej administracji — zaapelował dramatycznie Obama.
Szczególna więź między Obamą a El-Sayedem była wyczuwalna: dla kandydata na senatora były prezydent — sam przed laty atakowany z powodu swojego drugiego imienia Hussein — jest wzorem. Obama otwarcie bronił El-Sayeda przed atakami na jego nazwisko i muzułmańską wiarę.
Nastroje wyborców Demokratów
"BILD" rozmawiał przed wystąpieniem Obamy z wyborcami Demokratów. Nastroje: mieszanka nadziei i gniewu na Trumpa. Tom Moran, kierowca szkolnego autobusu z Fenton (Michigan), jest szczególnie zły z powodu wojny z Iranem i rosnących cen energii. — Benzyna podrożała, diesel podrożał, wszystko jest nieosiągalne — mówi.
Uważa Rogersa za "klakiera" Trumpa. Obama daje mu nadzieję. — Przypomina mi lepsze czasy i to, że nic nie trwa wiecznie — tłumaczy.
Heather Petersen, dostawczyni żywności z Port Huron, odrzuca zarzuty wobec El-Sayeda o związki z Bractwem Muzułmańskim: — Nie wierzę w te wszystkie bzdury, które rozgłasza Mike Rogers! — deklaruje.
Także konflikt w Strefie Gazy porusza demokratycznych wyborców. — Poza kosztami życia to dla wielu ludzi jedna z najważniejszych kwestii — mówi Lucy Sarnacki z Detroit. Przy wyborze kandydata zwraca szczególną uwagę na jego stanowisko w sprawie Palestyny.
Dla dr Sadaf Ali to wręcz kluczowa kwestia: — Jeśli ludobójstwo nie jest dla ciebie czerwoną linią, to nie jesteś kandydatem dla mnie. Nie zagłosowałabym na nikogo, kto nie sprzeciwia się ludobójstwu — mówi. Nie wierzy, że taka postawa może odstraszyć umiarkowanych wyborców.
Entuzjazm wśród demokratów jest wyczuwalny: kolejka do hali ciągnęła się wzdłuż całego bloku. Sprzedawcy oferowali przypinki z hasłami typu "Deportować ICE", plakaty i koszulki. Wrażenie na miejscu? Opozycja wobec Trumpa czuje, że nadchodzi jej czas.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.