"Interwencja na granicy". Sąsiad Polski alarmuje, wskazują na Rosję

Prezydent Litwy Gitanas Nauseda ocenił, że choć Rosja nie jest gotowa do otwartej wojny z NATO w ciągu najbliższych dwóch lat, to należy spodziewać się ataków hybrydowych.
Litewskie władze przygotowują się na potencjalne "interwencje graniczne", wzorowane na incydencie z początku października na granicy łotewsko-białoruskiej.
Do agresywnej próby przekroczenia granicy przez migrantów z uzbrojoną eskortą doszło na Łotwie, gdzie zamaskowani sprawcy ukradli również kamery monitoringu.
Prezydent Litwy Gitanas Nauseda uważa, że Rosja nie będzie gotowa do wojny z NATO w ciągu najbliższych dwóch lat, ale może testować jedność Sojuszu za pomocą ataków hybrydowych.
Litwa alarmuje w sprawie Rosji. Nie wykluczają wydarzeń na wzór tych na Łotwie
Zdaniem polityka nie można wykluczyć naruszania granic przez Rosję w postaci "interwencji na granicy". Przykładem takiej interwencji była sytuacja na granicy Łotwy i Białorusi na początku października.
- Operacje hybrydowe mogą obejmować nie tylko obszary, które zostały wcześniej określone, jak krytyczna infrastruktura energetyczna. Widzimy również oznaki możliwych prowokacji różnego rodzaju na granicach. Operacja tego typu miała miejsce na Łotwie. Nie można wykluczyć interwencji przygranicznych i odpowiednio się do nich przygotowujemy - mówił Nauseda po posiedzeniu litewskiej Rady Obrony Państwa.
Jednocześnie prezydent Litwy podkreślał, iż nie spodziewa się pełnoskalowego ataku Rosji na kraje NATO w ciągu najbliższych dwóch lat.
Uzbrojona grupa eskortowała migrantów. Zamaskowani mężczyźni grozili żołnierzom
W nocy z 5 na 6 października - jak informował szef MSW Łotwy Janis Dombrava - doszło do "szczególnie agresywnej" próby przekroczenia granicy białorusko-łotewskiej przez grupę nielegalnych migrantów i ich uzbrojoną eskortę. Członkowie tej eskorty usiłowali przepchnąć migrantów i grozili żołnierzom.
Uzbrojeni mężczyźni w maskach próbowali przeprowadzić z Białorusi na terytorium Łotwy grupę 20 nielegalnych migrantów. Osoby towarzyszące nielegalnym migrantom po stronie białoruskiej "aktywnie popychały i wypędzały grupę migrantów w kierunku Łotwy" - informował minister.
Dombrava dodał, że wkrótce potem grupa zamaskowanych osób nielegalnie przekroczyła granicę i ukradła kamery monitoringu po stronie łotewskiej. Przed przybyciem straży granicznej udało im się wrócić na terytorium Białorusi.
To nie pierwszy taki incydent. Łukaszenka zrzuca winę na Łotwę
Szef Straży Granicznej Łotwy Guntis Pujats powiedział agencji LETA, że jego zdaniem zbrojna ochrona migrantów mogła składać się z członków zorganizowanych grup przestępczych, które wykorzystują przychylne nastawienie białoruskich służb specjalnych do nielegalnego przerzucania obywateli państw trzecich przez granicę.
Odpowiedzialność za ten incydent wzięła potem na siebie mało znana dotąd grupa "Czarni Rusini".
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, komentując te wydarzenia, stwierdził, że stoi za nimi Moskwa.
Przywódca Białorusi Alaksandr Łukaszenka o rzekome zainscenizowanie całej sprawy oskarżył z kolei stronę łotewską. Jego zdaniem Ryga zrobiła to po to, by wymóc środki finansowe od Unii Europejskiej.
Podobne incydenty zdarzały się już w przeszłości, a UE nałożyła w 2021 roku na Białoruś sankcje za instrumentalizację nielegalnej migracji.
Źródło: LRT, Ukraińska Prawda
"Polityczny WF": Parzący ziemniak. Opozycja niekoniecznie chce rządzić od 2027INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.