Torturowanie księży. To rosyjska tradycja
Informacje o torturowaniu księdza Chudinowycza, któremu rosyjscy funkcjonariusze grozili gwałtem i próbowali wymusić współpracę, nie powinny w zasadzie nikogo dziwić. W czasie rosyjskiej okupacji Chersonia duchowni byli jedną z grup szczególnie narażonych na represje. Rosjanie zatrzymywali księży, przetrzymywali ich w katowniach, bili, razili prądem i próbowali zmuszać do współpracy. W jednym z udokumentowanych przypadków duchowny został rozebrany, pobity i duszony, a funkcjonariusze grozili mu zgwałceniem pałką.
Nie jest to przypadek. Jeszcze przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę ambasador USA przy ONZ Bathsheba Nell Crocker informowała Michelle Bachelet, wysoką komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka, że Rosja tworzy listy osób przeznaczonych do zabicia lub wysyłki do obozów. Miało to miejsce na początku lutego 2022 r. Trzy tygodnie przed rozpoczęciem wojny. Na liście znaleźli się ukraińscy politycy, działacze społeczni, księża, rosyjscy i białoruscy opozycjoniści, artyści oraz ludzie nauki. Informacja wyciekła do mediów 17 lutego, tydzień przed rosyjskim atakiem.
W Chersoniu widać to bardzo wyraźnie. Rosjanie zatrzymywali duchownych nie tylko za działalność polityczną. W przypadku jednego z księży przesłuchujący chcieli zmusić go do współpracy i publicznego powtarzania rosyjskiej propagandy. Innego duchownego prawosławnego przetrzymywano przez wiele miesięcy i poddawano torturom. Represje dotknęły również muzułmańskich przywódców religijnych. Imama Rustema Asanowa Rosjanie zatrzymali po tym, jak uczestniczył w demonstracji przeciwko okupacji. Założono mu worek na głowę, zabrano do improwizowanej celi, bito, a następnie próbowano zmusić do współpracy.
Rosyjska tradycja
Podobne działania Moskwa prowadziła od dawna. Zwłaszcza w przypadku księży, którzy byli w opozycji do rosyjskich okupantów. W Polsce po powstaniu styczniowym duchowni byli traktowani przez władze carskie jako jedna z grup, które mogą podtrzymywać polską tożsamość i wspierać opór przeciwko imperium. Tysiące uczestników powstania zesłano na Syberię, wśród nich liczne grono księży. W samej Tunce w latach 1865-1875 internowano ok. 150 polskich duchownych.
Władze carskie próbowały odciąć polskie społeczeństwo od ludzi, którzy byli jego naturalnymi przywódcami. A wówczas rola szeregowych proboszczów była dość znaczna. W końcu często wbrew hierarchom stawiali opór rusyfikacji.
Jeszcze wyraźniej było widać to podejście po 17 września 1939 r. Wówczas Sowieci rozpoczęli masowe aresztowania polskich oficerów, policjantów, urzędników, nauczycieli, lekarzy, prawników, działaczy społecznych i duchownych. Listy były przygotowane znacznie wcześniej. NKWD interesowało się ludźmi, którzy przed wojną pełnili funkcje publiczne i mogli stać się problematyczni dla władz okupacyjnych.
Katyń był kulminacją tego procesu. Wiosną 1940 r. na podstawie decyzji najwyższych władz sowieckich zamordowano blisko 22 tys. obywateli polskich. Wśród ofiar byli oficerowie, policjanci i przedstawiciele polskiej inteligencji, ale również duchowni. Według ustaleń IPN w ramach zbrodni katyńskiej zamordowano 31 duchownych, w tym 25 księży rzymskokatolickich, trzech prawosławnych i jednego duchownego wyznania mojżeszowego.
Cios w cerkiew
Sowieci dobrze wiedzieli, dlaczego duchowni są dla nich problemem. W obozach NKWD wyszukiwano księży, ponieważ ich posługa podtrzymywała morale i polską tożsamość. Przez moskiewskie służby duchowni byli po prostu traktowani jako "element niebezpieczny". Wyselekcjonowanych księży oddzielano od pozostałych jeńców i przekazywano NKWD.
I właśnie teraz na Ukrainie Rosjanie działają w podobnym duchu. Zwłaszcza w stosunku do duchownych Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej, która jest bardzo istotna dla ukraińskiego ruchu narodowego. Zresztą zarówno władze sowieckie, jak i później rosyjskie traktowały Cerkiew greckokatolicką jako zagrożenie polityczne, a nie wyłącznie instytucję religijną.
W 1946 r. Sowieci przeprowadzili tzw. pseudosobór lwowski, który doprowadził do likwidacji struktur Cerkwi greckokatolickiej w ZSRR i podporządkowania jej wiernych Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. I teraz działo się podobnie. Rosjanie w grudniu 2022 r. formalnie zakazali działalności ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego na terenach okupowanych. Z tego powodu rozpoczęli aresztowania księży, którzy aktywnie przed wojną wspierali ruchy nacjonalistyczne.
W listopadzie 2022 r. aresztowani zostali Iwan Lewicki i Bohdan Heleta, księża z Berdiańska. Zostali uwolnieni dopiero po dwóch latach w ramach wymiany jeńców. W tym samym czasie w Melitopolu zatrzymani zostali Petro Krynicki i Ołeksandr Bohomaz, którzy po śledztwie zostali deportowani. W maju 2023 r. aresztowany został w Tokmaku Konstantyn Maksimow.
Jego przypadek jest dość ciekawy, ponieważ aż do lutego 2024 r. nie znano jego losów. Dopiero wówczas okazało się, że znajduje się w areszcie śledczym w Symferopolu. Wtedy rozpoczęła się jego rozprawa. Rosyjski sąd okupacyjny oskarżył go o szpiegostwo i 2 sierpnia 2024 r. skazał na 14 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.
W raporcie International Religious Freedom or Belief Alliance cytowanym przez Wall Street Journal pojawiają się nazwiska 26 duchownych przetrzymywanych przez Rosjan, a co najmniej 30 kolejnych zostało zamordowanych. Parafie Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej i Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego zostały przejęte przez księży Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.