The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, October 18, 2026

Weteran Legii ujawnia kulisy służby. Wspomina o absurdalnych zadaniach

Translate

Gościem Patrycjusza Wyżgi w programie "Didaskalia" był Sebastian Cybulski - pisarz, weteran i autor głośnych wspomnień z Legii Cudzoziemskiej, w której służył pod pseudonimem "Pitbull". W szczerej rozmowie zdemontował narosłe wokół formacji mity, ujawniając bezwzględne mechanizmy psychicznego łamania rekrutów oraz brutalną dyscyplinę.

Najważniejsze tematy rozmowy:

  • Legia to nie najemnicy: Gość kategorycznie zaprzecza tezom o bandyckim charakterze formacji, wskazując, że to integralna część francuskiej armii, niosąca m.in. pomoc humanitarną.
  • Brutalny reżim egalitarny: Rozmówca podkreśla, że celem morderczych kar i unifikacji jest całkowite "wyzerowanie" rekruta i zniszczenie jego ego na rzecz grupy.
  • Twardy kark przekreśla karierę: Były legionista przyznaje, że brak uległości wobec przełożonych zablokował mu awanse i doprowadził do odejścia ze służby, czego żałuje do dzisiaj.
  • Przygotowania na konflikt w Europie: Cybulski zauważa, że współczesne siły zbrojne muszą uczyć się realiów walki od armii ukraińskiej i rosyjskiej, zamiast skupiać się wyłącznie na misjach afrykańskich.

Wstępując do Legii Cudzoziemskiej w 1996 r., Sebastian Cybulski musiał zrezygnować z dotychczasowej tożsamości. Formacja opiera się na bezwzględnym posłuszeństwie i unifikacji kilkudziesięciu narodowości.

- Mamy około 140 różnych narodowości. Te sztywne karki biorą górę nad dyscypliną, więc trzeba ich złamać, doprowadzić do zera - tłumaczył weteran. Pisarz wspominał absurdalne na pozór zadania, jak wielogodzinne przenoszenie głazów. - Nie ja ci powiedziałem, kiedy masz skończyć. Będziesz je nosił do szóstej rano - usłyszał wówczas od instruktora. Jak argumentował: - W każdej najcięższej misji trzeba znaleźć posmak potrzeby wykonania zadania na sto procent.

Na krawędzi czystek etnicznych

Wspomnienia z misji operacyjnych dalekie są od awanturniczej legendy. W Kosowie pododdział Cybulskiego zapobiegł krwawej eskalacji konfliktu.

- Pewnego wieczoru nadjechały autobusy pełne niebezpiecznych ludzi, bardzo dobrze uzbrojonych, którzy pokazywali nam, że jak stąd wyjedziemy, to wyrżną całą wioskę - relacjonował gość programu. Zauważył przy tym, że formacja nie składa się ze zbrodniarzy: - Dla legionisty przeciwnik, który składa broń, już nie jest przeciwnikiem. Wbrew pozorom my nie jesteśmy sadystami ani mordercami.

Cena nieugiętości

Bezkompromisowość kosztowała go jednak utratę munduru. Konflikty z przełożonymi i obrona bitego kaprala przypieczętowały jego los w armii.

- Zastanówcie się czasami pięć razy, zanim coś zrobicie, bo będziecie tego żałować całe życie - przestrzegał ludzi o trudnym charakterze. Mimo upływu ponad dwóch dekad więź nie wygasła: - Półtora roku temu napisałem list do generała, że chcę wrócić. Ta Legia jest największą miłością.

Zobacz, o czym jeszcze rozmawiamy:

  • Jak Francuzi omijają zakaz służby we własnej formacji? - Poznaj kulisy procedury tzw. elektryfikacji i fikcyjnych paszportów.
  • Dlaczego żołnierze dygoczą ze strachu na Polach Elizejskich? - O kulisach defilady 14 lipca i paraliżującym lęku przed zgubieniem kroku.
  • Szpiedzy i bagniska Gujany Francuskiej - Na czym polega ochrona europejskiego kosmodromu w Kourou po katastrofach rakiet Ariane?
  • Polski patriota w obcym mundurze - Dlaczego służba pod obcą flagą paradoksalnie wzbudza nostalgię i miłość do ojczyzny?
  • Dramaty weteranów i syndrom PTSD - Kulisy nowej książki Cybulskiego o traumach bojowych, o których wojsko woli milczeć.

Powyższy tekst to jedynie skrót rozmowy - obejrzyj nagranie, by poznać pełny kontekst i wszystkie argumenty gościa.

P. Wyżga, oprac. S. Michalski

W strukturach Wirtualnej Polski od 2018 roku. Wywodzi się ze sportu i to w tej dziedzinie zaczynał przygodę z dziennikarstwem. Opolanin na emigracji w Krakowie. Po powrotach do domu rodzinnego wita go stęskniony (i głodny) kocur brytyjski.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.