Laura po wypadku jest przykuta do łóżka, nauczycielka skazana. Rodzice o wyroku
Nauczycielka, która potrąciła 8-latkę, usłyszała wyrok. Jak oceniają go rodzice Laury?
Źródło wideo: "Uwaga!" TVN
Źródło zdj. gł.: "Uwaga" TVN
Dwa i pół roku temu ośmioletnia Laura biegła na lekcję. Było tuż przed ósmą. W tym czasie pod szkołę podjeżdżała nauczycielka Justyna G. Doszło do wypadku.
- Laura potknęła się i upadła. Dziecko zaczęło się podnosić, machało ręką, w tym momencie podjechała pani, "schowała" dziecko pod samochodem i kontynuowała jazdę do stanowiska parkingowego, cały czas z dzieckiem pod samochodem - opowiadał w rozmowie z "Uwaga" TVN Mariusz Borkowski, ojciec dziewczynki.
Sprawa sądowa
Ostatniej rozprawie procesie dotyczącym dramatu, jaki wydarzył się na parkingu Szkoły Podstawowej nr 4 w Bielawie towarzyszyły duże emocje. Zastanawiano się, jak sąd potraktuje to, że nauczycielka nie zauważyła dziecka.
- Jak wynika z opinii, pani oskarżona potrąciła dziecko. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak, ponieważ na monitoringu dokładnie widać, że na chwilę zapalają się światła stopu. I do tego momentu, jak wynika z opinii biegłych, obrażenia nie były znaczne - mówił na sali sądowej Maciej Kowalewski, pełnomocnik pokrzywdzonej.
- To powinno znaleźć odzwierciedlenie w karze, ponieważ pani kontynuuje jazdę. Wlecze dziecko, które znajduje się wkręcone w mechanizm pojazdu pod zderzakiem przez kilka metrów do miejsca parkingowego, aby wygodnie wysiąść z pojazdu i sprawdzić, co się stało. To nie jest działanie nauczyciela, to nie jest działanie osoby, której rodzice powierzają dobro i bezpieczeństwo dziecka oddając je do szkoły - podkreślał adwokat Maciej Kowalewski.
Dziś Laura byłaby uczennicą piątej klasy i pewnie dalej chodziłaby z wielką radością do szkoły. Rozwijałaby przyjaźnie i tańczyła zumbę. Dziewczynka od dwóch i pół roku jest przykuta do łóżka.
Laura jest przykuta do łóżka
Źródło zdjęcia: "Uwaga" TVN
- Żyjemy z dnia na dzień. Ciężko się rozmawia, jeżeli druga strona nie odpowiada. Trzeba mówić do niej i jakby sobie tak żartobliwie troszkę odpowiadać, jakby to odpowiadała ona. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale rozmawiamy z nią o wszystkim. My jako rodzice wierzymy, że ona nas słyszy, może niedokładnie, nie wszystko, ale mamy taką nadzieję, że coś do niej dociera z tego co my mówimy - mówi pan Mariusz.
- Często wspominamy jej co robiła. Pytamy, czy pamięta to, że ją bardzo kochamy, tęsknimy za nią - mówi Malwina Borkowska, matka dziewczynki.
"Dożywotni wyrok cierpienia"
- Wysoki sądzie, jako rodzice małoletniej, pokrzywdzonej, kochanej córki Laury, dzisiejsze słowa kierujemy do oskarżonej Justyny. Oskarżona nie wykazywała przez dwa lata najmniejszej skruchy i empatii. Korzystała i korzysta z życia, jeżdżąc nadal autem i pracując w szkole z dziećmi. Za to dla nas, rodziców i siostry, jest to dożywotni wyrok cierpienia, tęsknoty i codziennej walki z bólem, którego żaden rodzic nie powinien nigdy doświadczyć - mówiła w sądzie matka Laury.
Pół roku temu na rozprawie pojawiła się oskarżona nauczycielka Justyna G. Przyznała się do winy i chciała dobrowolnie poddać się karze - roku w zawieszeniu na trzy lata. Tak tłumaczyła swoje zachowanie za kierownicą.
- Ja sama nie wiem, dlaczego doszło do tego wypadku. Jak mogłam nie zauważyć Laury. Jechałam bardzo ostrożnie. I nagle poczułam, jak auto lekko podskoczyło do góry. Pomyślałam, że najechałam na kamień, gałąź lub coś mi odpadło z auta. Przez myśl mi nie przyszło, że mogłam najechać na dziecko – mówiła wówczas kobieta.
- Nie miała odwagi spojrzeć nam w oczy. Dla nas to była czysta reżyserka. I tak jest do dziś - ocenia pan Mariusz.
Telefon w samochodzie
Przez prawie dwa lata biegli wnikliwie badali, czy nauczycielka mogła widzieć dziecko wjeżdżając na parking, powstała symulacja 3D. Brano też pod uwagę, czy prowadzącej samochód nauczycielki nie rozkojarzył znajdujący się w samochodzie telefon.
- Na jednym ze zdjęć widać tak jakby odblask telefonu, który znajduje się w miejscu, w którym siedzi oskarżona. Ale trudno określić, czy faktycznie oskarżona trzymała telefon w rękach. Mamy wydruk od operatora, z którego wynika, że tego dnia był jakiś przesył danych. Mamy dwa monitoringi. Na monitoringu, który znajduje się na szkole, moment krytyczny, zetknięcie się samochodu z Laurą, jest o 7.45 i 31 sekund. Natomiast przesył danych pierwszy nastąpi o 7.45 i 45 sekund, czyli po ponad 10 sekundach od zetknięcia się. Ale mamy też drugi monitoring, na którym czas jest zupełnie inny i przesunięty do przodu - mówił sędzia Łukasz Tecław z Sądu Rejonowego w Dzierżoniowie.
Dlaczego parking szkolny był jednocześnie dojściem do szkoły dla uczniów? W sądzie pojawiła się wezwana w charakterze świadka dyrektor szkoły w Bielawie.
- Nie będę odpowiadała na żadne pytania - stwierdziła kobieta, kiedy chciał porozmawiać z nią reporter "Uwagi".
Na sali sądowej dyrektor odmawiała też odpowiedzi na niektóre pytania.
Oskarżona nauczycielka nie pojawiła się w sądzie podczas ogłaszania wyroku.
- Sąd uznaje oskarżoną Justynę G. za winną tego, że w dniu 31 stycznia 2024 roku nieumyślnie naruszyła zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym i spowodowała wypadek w ten sposób, że gdy pokrzywdzona potknęła się i upadła, a w konsekwencji oskarżona Justyna G. uderzyła przednią prawą dolną częścią nadwozia prowadzonego pojazdu i nie zatrzymując się, a jedynie nieznacznie przyhamowując kontynuowała jazdę z pokrzywdzoną zakleszczoną pod przednią częścią nadwozia pojazdu. Za to wymierza jej karę jednego roku pozbawienia wolności. Wykonanie orzeczonej kary zawiesza na okres próby wynoszący trzy lata - mówił sędzia.
- Kpina, szok i niedowierzanie - tak po opuszczeniu sali sądowej skomentował wyrok ojciec Laury.
- Będziemy się odwoływać, ale dzisiaj nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co dalej, bo wszelkie nadzieje na sprawiedliwość zostały rozdmuchane - kwituje pan Mariusz.
Sąd zakazał Justynie G. prowadzenia pojazdów przez rok oraz zobowiązał ją, aby zapłaciła Laurze 100 tysięcy złotych tytułem nawiązki.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.