Czy "niebieska fala" zatopi Trumpa? [OPINIA]
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
A Trump jest wyjątkowo niepopularnym prezydentem: w drugim roku drugiej kadencji gorsze notowania od niego miał w historii sondaży tylko Richard Nixon, już po aferze Watergate. Poparcie dla Trumpa deklaruje dziś średnio 37 proc. Amerykanów, dezaprobatę – 60 proc. Jak nietrudno policzyć, poparcie netto prezydenta wynosi więc minus 23 proc. Republikanie obawiają się, że za trochę ponad trzy tygodnie słono zapłacą za to przy urnach.
Idzie niebieska fala?
Eksperci od analizy sondaży, jak G. Elliott Morris, mówią wręcz o nadchodzącej w wyborach "niebieskiej fali", która może zagwarantować demokratom kontrolę nie tylko nad Izbą Reprezentantów, ale nawet nad Senatem.
To, że demokraci przejmą kontrolę nad izbą niższą Kongresu, wydaje się dziś niemal pewne – inny analityk danych sondażowych, Nate Silver, w swojej ostatniej wyborczej prognozie ocenia prawdopodobieństwo kontrolowanej przez demokratów Izby na 94 proc. I to mimo tego, że w takich stanach jak Teksas republikańska legislatura dokonała zmiany granic okręgów wyborczych tak, by wycisnąć jak najwięcej mandatów dla swojej partii. W ostatnim sondażu "New York Timesa" przewaga demokratów w wyborach do Izby Reprezentantów wynosi 9 punktów proc. – według prognozy G. Elliotta Morrisa, by demokraci mogli zapewnić sobie zwycięstwo, w wyborach do Izby powinna im wystarczyć przewaga na poziomie 3,5 punktu proc.
Demokraci w zasadzie od początku drugiej kadencji Trumpa stawiali sobie za cel odbicie Izby w 2026 r.; do niedawna nie liczyli jednak realistycznie na to, że uda się im odbić Senat. By zdobyć kontrolę nad tą izbą, ich kandydaci musieliby wygrać w czterech stanach dziś reprezentowanych w Senacie przez Republikanów i utrzymać wszystkie reprezentowane dziś przez siebie stany – co oznacza konieczność zwycięstwa w kilku stanach, które dwa lata temu poparły Trumpa.
Trzy tygodnie przed wyborami sondaże wskazują, że demokraci mają na to realną szansę – G. Elliot Morris ocenia prawdopodobieństwo ich zwycięstwa w Senacie na 73 proc. W Karolinie Północnej sami republikanie uznali już właściwie, że przegrali wybory i lepiej środki przeznaczone na kampanię w tym stanie skierować na wsparcie innych, dających większe nadzieje na sukces wyścigów. Poza Michigan, gdzie sondaże wskazują na remis, demokratyczni kandydaci prowadzą w stanach reprezentowanych obecnie przez tę partię – także w Georgii, gdzie Trump wygrał dwa lata temu, Jon Ossoff, jak wszystko wskazuje, obroni swój mandat. Wreszcie w pięciu stanach reprezentowanych dziś w Senacie przez republikanów mamy remis, a w dwóch niewielką przewagę republikanów.
W grze jest nawet Teksas
Wśród nich znajdują się stany, które do niedawna uchodziły za najbardziej niewzruszone republikańskie twierdze – w tym Teksas. Wybory do Senatu w tym stanie budzą w tym roku największe emocje i angażują największe finansowe środki. Jak podało amerykańskie radio NPR, kampania dwóch kandydatów – republikanina Kena Paxtona i demokraty Jamesa Talarico – kosztowała już ponad 240 milionów dolarów, z czego 171 milionów wydali zwolennicy wyboru republikanina.
Mimo tak wielkich pieniędzy i konserwatywnego charakteru Teksasu Talarico prowadzi w większości sondaży, a według prognozy Silvera szanse na jego zwycięstwo wynoszą 60 proc.
Dlaczego kandydatowi republikanów idzie tak słabo? To efekt polityki Trumpa. Brutalna polityka migracyjna zraziła do republikanów wyborców latynoskich – Latynosi stanowią ok. 40 proc. ludności Teksasu. A chaotyczna polityka gospodarcza i zagraniczna – bardziej umiarkowanych, zamożnych wyborców partii z przedmieść. Talarico jest też po prostu dobrym kandydatem: jest młody, telegeniczny, łączy społeczną wrażliwość z chrześcijaństwem. Paxton tymczasem jest znienawidzony przez dużą część teksańskich republikanów, ciągną się za nim obyczajowe, finansowe i polityczne skandale, nie wypada też dobrze w mediach.
Niektóre sondaże pokazują nawet, że demokraci mieliby szansę na zwycięstwo w wyborach na gubernatora Teksasu. Prawdopodobieństwo tego, że Gina Hinojosa pokona urzędującego Grega Abbotta, nie wydaje się wielkie; gdyby jednak do tego doszło, to byłoby to dla republikanów trzęsienie ziemi. Teksas od 30 lat był kluczowym zwornikiem republikańskiej koalicji, największym z solidnie republikańskich stanów. To zamożni mieszkańcy Teksasu tworzyli istotną część sieci republikańskich darczyńców. Utrata władzy w takim miejscu może wywołać egzystencjalny kryzys w partii.
Trump już w 2016 r. pokazał, że potrafi wygrywać na terytoriach, które demokraci przynajmniej w wyborach prezydenckich uznawali za swoje podwórko, takich jak Michigan czy Pensylwania. Dziś jednak republikanom ciężko będzie obronić mandaty w takich stanach jak Ohio, Alaska, Iowa czy Nebraska.
Bez październikowej niespodzianki?
Oczywiście, zasadne jest pytanie, czy sondaże nie przeszacowują poparcia demokratów, tak jak robiły to wielokrotnie, odkąd Trump wkroczył do polityki. G. Eliot Morris w opublikowanej niedawno analizie pokazuje jednak, że przeszłych błędów sondażowych nie można ekstrapolować na obecny wyścig, a sondaże, które w 2022 próbowały brać poprawkę na "niedoszacowanie republikanów", na ogół się myliły. W 2025 r. w wyborach gubernatorskich w Virginii i New Jersey to demokraci okazali się niedoszacowani.
Amerykańskie media donoszą, że kandydaci republikanów w prywatnych rozmowach przyznają, że ich spotkania z wyborcami w kampanii potwierdzają to, co pokazują sondaże: ludzie są wściekli na obecną administrację. Republikanie najpewniej zapłacą więc cenę za politykę Trumpa. Głównie za to, że wbrew obietnicom z kampanii prezydentowi nie udało się obniżyć kosztów życia, a chaotyczna polityka celna i wojna z Iranem przyczyniły się do ich podwyższenia.
Czasem na ostatniej prostej kampanii zdarza się "październikowa niespodzianka", odwracająca losy wyborów. Na razie się na nią nie zanosi. Wątpliwe, by tę rolę odegrało ogłoszone w piątek w nocy polskiego czasu porozumienie Trumpa z Putinem, w ramach którego Rosja ma wyeksportować do Stanów 300 tysięcy ton oleju napędowego do listopada, co – jak obwieścił amerykański prezydent – obniży ceny dla farmerów i ranczerów. Problem w tym, że – jak na X wyliczył dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciech Konończuk – Rosja ze względu na ukraińskie ataki sama ma problem z produkcją oleju napędowego i nie wiadomo, czy będzie w stanie wywiązać się ze zobowiązania. Stany konsumują miesięcznie 15 milionów ton oleju napędowego, 300 tysięcy ton to więc kropla w morzu potrzeb i – przy założeniu, że Rosja faktycznie zdoła dostarczyć taką ilość – nie wpłynie znacząco na wzrost cen. Porozumienie z niepopularnym w Stanach dyktatorem może za to zrazić do Trumpa kolejne grupy wyborców.
Pojawiają się też spekulacje, że Trump może spróbować spektakularnie zakończyć wojnę w Iranie przed wyborami. Nie udaje się mu to jednak od początku roku, a reżim w Teheranie nie ma żadnego interesu, by teraz iść Trumpowi na rękę.
Końcówka kadencji na hamulcu ręcznym
Co, jeśli republikanie przegrają? Pierwsze pytanie brzmi: jak zareaguje na to Trump? Czy nie zachowa się jak w 2020 r. i nie będzie próbował podważyć wyników wyborów, powołując się na rzekome "oszustwa"? Z Trumpem nigdy nic nie wiadomo, w interesie demokratów – ale też stabilności amerykańskiego systemu – jest więc to, by demokraci wygrali na tyle zdecydowanie, by administracja nie miała politycznej przestrzeni na żadne podobne działania.
Jeśli demokraci będą kontrolować obie izby Kongresu, to ostatnie dwa lata Trump będzie rządził z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Nie będzie w stanie przeprowadzić żadnej zmiany, do której konieczna będzie zgoda legislatury. Demokratyczny Senat będzie mógł skutecznie blokować jego sędziowskie nominacje. Wreszcie, można się spodziewać, że sam Trump i urzędnicy jego administracji mogą zostać objęci procedurą impeachmentu.
W Senacie raczej nie znajdzie się większość konieczna do usunięcia Trumpa z urzędu – ciągłe grillowanie przez demokratów nie jest jednak chyba scenariuszem, jaki Trump i jego ludzie przewidywali na końcówkę kadencji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.