Rosjanie się wściekli. Nie narzekają jednak na ukraińskie drony

8 października ukraińskie drony pokonały około 2,5 tys. km, by zadać dotkliwy cios. Cel? Największa w Rosji rafineria ropy naftowej w Omsku, należąca do rosyjskiego przedsiębiorstwa petrochemicznego Gazpromnieft. To zakład, który jest w stanie przetworzyć do 22 mln ton ropy rocznie.
Kolejne celne uderzenia Ukraińców mogą znów pogłębić i tak trudną już sytuację na wewnętrznym rynku paliw w Rosji. A to kwestia, na którą tzw. "zwykli obywatele" nie pozostają obojętni.
Rosja. Narzekają na braki paliwa, limity nawet 20 litrów
- Moja przyjaciółka, która mieszka w Kraju Krasnodarskim, nie narzeka na ukraińskie naloty, tylko na brak paliwa. Najbardziej irytują ją ogromne kolejki aut, które tworzą się na stacjach - mówi Interii Aleks, Rosjanin, który jeszcze przed inwazją jego ojczystego kraju na Ukrainę zamieszkał w Polsce.
- Kiedy rozmawiamy, w zasadzie bagatelizuje zagrożenie spowodowane ukraińskimi dronami. Syreny alarmowe wyją, ale w zasadzie mało kto się tym przejmuje. Najbardziej przeszkadza jej to, że nie może normalnie zatankować auta - słyszymy.
Docieramy też do Poliny, z pochodzenia Białorusinki, która wraz z chłopakiem Rosjaninem od lat mieszka w Moskwie. Jej także doskwiera ten sam problem.
Opowiada, jak w rosyjskiej stolicy dochodziło do racjonowania paliw. Bywały dni, że na stacjach benzynowych ustawiały się ogromne kolejki. W jednej z nich Polina czekała ponad cztery godziny, by zatankować jedynie 20 litrów benzyny.
Pierwsza fala kryzysu rozpoczęła się w czerwcu. To wtedy, jak podawał Reuters, na części stacji w południowej Moskwie limit wynosił 20 l benzyny i 40 l diesla. To wtedy Polina nie zatankowała więcej. Ale jak opowiada, sytuacja powtarzała się w późniejszym czasie.
Rosyjskie rafinerie wstrzymują prace. Rekordowe spadki
Od lata sytuacja na wewnętrznym rynku w Rosji przypomina sinusoidę. Poprawia się, a potem nadchodzą kolejne fale niedoborów.
Ukraińcy atakują przemysł paliwowy, a Rosjanie złorzeczą na stacjach. Jak opisywały rosyjskie niezależne media, we wrześniu osiem rafinerii ropy naftowej wstrzymało prace z powodu ukraińskich nalotów.
Według Rystad Energy, norweskiej firmy zajmującej się analizą rynku energii, wolumen rafinacji ropy naftowej w Rosji spadł do najniższych w ciągu dwóch dekad - około 4 mln baryłek dziennie.
Jak wskazano, to o jedną trzecią poniżej normy sezonowej.
- W październiku ataki wyhamowały pod względem liczbowym - odnotowano dotąd trzy uderzenia na rafinerie w Wołgogradzie, Baszkirii oraz Omsku. Mimo to moce rafineryjne w Rosji są wciąż znacznie ograniczone, a około 30 proc. z nich pozostaje wyłączonych z użytku - mówi Interii Filip Rudnik, specjalista ds. Rosji z Ośrodka Studiów Wschodnich.
- Nie ma jednak zagrożenia ogólnego deficytu, choć lokalnie mogą pojawiać się niedobory. Tak było niedawno w obwodach niżnonowogrodzkim czy swierdłowskim, gdzie stacje narzekały na brak benzyny z powodu priorytetyzacji dostaw do innych regionów - dodaje.

Petersburg, kolejka na stacji paliwTIMUR KASUMOVAFP
Deficyt paliwa. Kolejka na ponad 100 samochodów
Niezależny "The Moscow Times" opisywał, jak w położonym na południowy zachód od Moskwy, liczącym ponad 300 tys. mieszkańców mieście Kaługa pod koniec września 40 proc. stacji benzynowych zostało czasowo zamkniętych, a do tych działających ustawiały się kolejki na ponad 100 samochodów.
- Należy rozróżnić sytuację stacji należących do wielkich koncernów paliwowych, takich jak Łukoil, Gazprom Nieft czy Rosnieft, od stacji niezależnych. Koncerny mają własny surowiec i zakłady przetwórcze, natomiast stacje niezależne muszą kupować paliwo na giełdzie. Gdy paliwa na rynku było mniej, stało się ono droższe, a marża detaliczna stacji niezależnych drastycznie spadła. W efekcie zakupy drogiego paliwa i sprzedaż ze stratą stały się dla nich po prostu nieopłacalne - mówi ekspert.
Do tego dochodzą fizyczne braki w konkretnych magazynach.
Jednak zdaniem eksperta z OSW, sytuacja na rosyjskim rynku paliwowym uległa obecnie pewnej stabilizacji.
- Nastąpiło to po wprowadzeniu zakazu eksportu oleju napędowego oraz po spadku ogólnego zapotrzebowania na paliwa, w tym benzynę, co jest naturalnym zjawiskiem po zakończeniu sezonu urlopowego w Rosji - mówi Interii Filip Rudnik.
Choć w związku z kolejnymi atakami, jak ten najnowszy w Omsku, wspominana stabilizacja może okazać się niezwykle krucha.
- Kluczowa dla konsumenta indywidualnego jest benzyna, ponieważ około 90 proc. rynku samochodowego w Rosji stanowią pojazdy z silnikami benzynowymi. Ceny benzyny wciąż rosną i wyprzedzają ogólne tempo inflacji. Nie są to już jednak tak skokowe wzrosty, jak latem, podczas szczytu ataków na rosyjskie rafinerie - tłumaczy.
Ukraina doprowadziła do bezprecedensowego zwrotu
Filip Rudnik przyznaje jednak, że strategia Ukraińców doprowadziła do sytuacji bez precedensu. Na rosyjskim rynku paliw w ostatnim czasie nastąpił zwrot. Rosja, która zarabiała na eksporcie surowca, w obliczu ukraińskich uderzeń zaczęła go importować.
- Nie tylko z tradycyjnego kierunku, czyli z Białorusi, która jest bardzo ważnym dostawcą benzyny, ale również drogą morską z Indii. Co więcej, w Rosji zmieniono nawet prawo, które umożliwiło dotowanie importu - wskazuje Rudnik.
Ceny detaliczne paliw w Rosji nie są rynkowe. Jak wyjaśnia specjalista, utrzymują się dzięki subwencjom z budżetu państwa przekazywanym koncernom paliwowym.
- Subsydia te mają rekompensować brak eksportu i zachęcać firmy do pozostawiania paliwa w kraju. Analogiczny mechanizm zastosowano wobec paliwa importowanego - wyjaśnia specjalista.
Rząd sztucznie zaniża ceny, próbując zagwarantować obywatelom możliwość tankowania samochodów.
- Przy rekordowo wysokich światowych marżach rafineryjnych rosyjski budżet musi dopłacać koncernom coraz większe kwoty. W sierpniu i wrześniu dopłaty te pochłonęły niemal połowę dochodów budżetowych ze sprzedaży ropy i gazu. Jest to ogromne obciążenie dla budżetu państwa w sytuacji rosnącego deficytu, gdy każdy rubel jest na wagę złota. Rosjanie decydują się na to, ponieważ kwestia cen paliw jest w społeczeństwie niezwykle wrażliwa - podsumowuje.
Wielu Rosjan obawia się dziś bardziej pustego baku niż syren ostrzegających przed nadciągającym ukraińskim atakiem. Choć paradoksalnie, to pierwsze jest ścisłym następstwem drugiego.
Jolanta Kamińska-Samolej
"Polityczny WF": Polacy mają dość. Koniec z nowymi dopłatami od rządu?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.