40-latek ukradł naklejki na maskotki. Teraz grozi mu surowa kara

Do zdarzenia doszło pod koniec czerwca w Płońsku na Mazowszu. 40-letni mężczyzna stał obok pustego stanowiska kasowego, na którym leżała szpula naklejek uprawniających do odbioru maskotek.
Kamera do monitoringu uchwyciła moment, w którym mężczyzna sięga po szpulę, chowa ją do kieszeni i jak gdyby nigdy nic wychodzi z supermarketu.
Jak zauważa mazowiecka policja, "choć same naklejki nie wyglądają na cenny łup, ich liczba sprawiła, że wartość skradzionego towaru oszacowano na blisko 960 złotych".
Płońsk. Ukradł naklejki na maskotki. Grozi mu surowa kara
Płońscy policjanci zabezpieczyli nagrania, przesłuchali świadków i ustalili samochód, którym mężczyzna odjechał z miejsca zdarzenia. Okazało się, że kradzieży dopuścił się 40-letni mieszkaniec gminy Dzierzążnia.
Gdy policjanci zapukali do jego drzwi, mężczyzna nie krył zaskoczenia i wstydu. Przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego go popełnił. Wyjaśnił jedynie funkcjonariuszom, że stojąc przy kasie "po prostu wziął szpulę".
40-latek myślał, że naklejek jest niewiele i mają małą wartość. "Ostatecznie nie wykorzystał ich do odbioru maskotek - odłożył szpulę w domu" - relacjonuje policja.
ZOBACZ: Złodziej myślał, że "najciemniej pod latarnią". Policji nie przechytrzył
"Policjanci ustalili, że na skradzionej szpuli znajdowało się około 500 naklejek. Ich liczba odpowiadała wartości 16 pluszowych misiów, które można było odebrać w ramach promocji lub kupić. Wartość jednego misia wynosiła około 60 zł, co oznacza, że łączną wartość naklejek oszacowano na blisko 960 zł" - czytamy w oświadczeniu policji.
Szpula została zwrócona do sklepu w dniu przesłuchania i przedstawienia zarzutów mężczyźnie. "Zgodnie z obowiązującymi przepisami za kradzież cudzej rzeczy grozi kara od trzech miesięcy do nawet pięciu lat pozbawienia wolności" - podkreśla na koniec policja.
Nagranie z monitoringu można obejrzeć na stronie Policji Mazowieckiej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.