InquirerPiston protests World Bank-led transport conference in BaguioCNN TürkBeşiktaş'a yıldız futbolcularından iyi haberInquirer EntertainmentMiss Universe factions clash over 2027 host country claimsThe Jerusalem PostThree killed, several wounded following two attacks on Saudi Arabia's King Khalid airportESPN DeportesMessi entrenó con Inter Miami tras homenajePunchMother, daughter die in Anambra three-storey building collapseBollywood HungamaMeezaan Jafri headlines Killer Jeans' Genes of India campaignEl ComercioTrump niega un ataque contra Irán antes de las elecciones, pero el Pentágono prepara opciones de combateZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioStraits Times SportMaddinson's test return for Australia after cancer treatment ends in duckCollider10 Essential Anime Shows That Belong on Every Fan's Bucket ListBBC News BrasilQuem é Navi Pillay, sul-africana que ganhou o Nobel da Paz 2026 e julgou genocídio em Ruanda
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, October 9, 2026

Afera wokół interwencji Horny-Cieślak. „Krążą nieprawdziwe informacje”

Translate

„Nie żałuję tego, co się stało. Mam wgląd w akta sprawy, wiem, co się działo w tej rodzinie i czego byłam świadkiem. Uważam, że interwencja była potrzebna” - tak Monika Horna-Cieślak, rzeczniczka praw dziecka, komentowała w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 zamieszanie wokół głośnej interwencji na Białołęce, w wyniku której trzy- i czterolatka zostały umieszczone w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Ujawniała również kulisy akcji CBA w biurze Rzecznika Praw Dziecka, podkreślając, że „krążą nieprawdziwe informacje w przestrzeni medialnej”.

Afera wokół interwencji Horny-Cieślak. „Krążą nieprawdziwe informacje”

Monika Horna-Cieślak, fot. Wojciech Olkusnik /East News

Sprawa sięga sierpnia tego roku. Wówczas Monika Horna-Cieślak, spacerując chodnikiem na warszawskiej Białołęce, zauważyła kobietę, która szarpie swoje dziecko i na nie krzyczy, używając wulgarnych słów. Rzeczniczka zwróciła jej uwagę, na co kobieta odpowiedziała również w wulgarny sposób. O sprawie Horna-Cieślak zawiadomiła policję, która - jak twierdził portal Zero.pl - pod presją wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. To poskutkowało umieszczeniem trzy- i czterolatka w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Portal Zero.pl, powołując się na słowa sądu rodzinnego, przekazał, że podjęte przez RPD działania „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”, a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.

W Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 Monika Horna-Cieślak odniosła się do sprawy:

Nie żałuję tego, co się stało. Mam wgląd w akta sprawy, wiem, co się działo w tej rodzinie i czego byłam świadkiem. Uważam, że interwencja była potrzebna. W obu tych przypadkach dochodziło do przemocy domowej. Pytanie jest, czy i w jakim zakresie ta rodzina otrzymywała wsparcie. Ja byłam świadkiem przemocy domowej - podkreślała rzeczniczka praw dziecka.

Horna-Cieślak: Nie zgadzam się z orzeczeniem sądu

Nie zgodziła się z orzeczeniem sądu rodzinnego, który orzekł, że decyzja o odebraniu dzieci była nieuzasadniona, a działania wobec rodziny „mogły nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej” i były „rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia”. Sędzia zwrócił uwagę, że jednym z argumentów za odebraniem dzieci były… dwie butelki piwa znalezione w mieszkaniu. Sąd określił ten powód jako „całkowicie chybiony i wręcz absurdalny”.

Kompletnie nie zgadzam się z tym orzeczeniem sądu - skomentowała w Radiu RMF24 Horna-Cieślak. 

Przeanalizowałam akta sprawy i dokonałam analizy czynników ryzyka zagrożenia życia oraz zdrowia dziecka. Postąpiłam zgodnie z prawem. Nie możemy czekać na tragedię, musimy o wiele wcześniej podejmować działania w zakresie bezpieczeństwa dzieci. W tej sytuacji dokonana analiza rodziny była jednoznaczna: Życie i zdrowie dzieci było zagrożone - tłumaczyła.

Rzeczniczka praw dziecka odniosła się również do śledztwa, które prowadzi prokuratura w Szczecinie w sprawie podejrzenia popełnienia przez Rzecznika Praw Dziecka przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia.

Kontaktowałam się z prokuraturą i powiedziałam, że jestem w gotowości do składania zeznań, nie mam nic do ukrycia, pełna współpraca. Jestem gotowa opowiedzieć o tym, czego byłam świadkiem. Jestem też adwokatem i wiem, na czym polega składanie zeznań. Wiem, czego byłam świadkiem i jak funkcjonowała wcześniej ta rodzina - tłumaczyła Horna-Cieślak w Radiu RMF24.

Musimy reagować na przemoc wobec dzieci. Wielokrotnie jako rzeczniczka praw dziecka nie zgadzam się z orzeczeniem sądów rodzinnych, choć oczywiście są też takie, z którymi się zgadzamy i za które jestem ogromnie wdzięczna - dodała.

„Krążą nieprawdziwe informacje w przestrzeni medialnej”

Monika Horna-Cieślak komentowała również informację, że Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeszukali w ostatnim czasie biuro Rzecznika Praw Dziecka i wynieśli stamtąd dokumenty.

Krążą nieprawdziwe informacje w przestrzeni medialnej. Przedstawiciele CBA stawili się w biurze i dobrowolnie przekazałam im wszystkie dokumenty, które były w postanowieniu prokuratury, jak i te związane z interwencją (zarówno w formie papierowej, jak i elektronicznej). Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to było CBA, a nie policja - powiedziała Horna-Cieślak.

Pytana o kolejną sprawę, o której jest głośno - mobbing w biurze Rzecznika Praw Dziecka - podkreśliła, że nie dochodziło do takich sytuacji i do tej pory nie wpłynął żaden pozew.

Kiedy obejmowałam urząd Rzecznika Praw Dziecka, musiałam podejmować wiele odpowiedzialnych decyzji i wiedziałam, że wiele z nich może się nie spodobać moim byłym pracownikom. Wiemy, kto rozmawiał z mediami. Do tej pory nie wpłynął żaden pozew odnośnie kierowanych zarzutów, które były do nas kierowane. Do dnia dzisiejszego żadnego pozwu nie otrzymaliśmy. Toczą się dwie sprawy w sądzie o przywrócenie do pracy, więc gdyby sytuacja była taka dramatyczna, myślę, że pracownicy nie chcieliby w sądzie domagać się przywrócenia do pracy - podkreśliła w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24.

Dodała, że nieprawidłowości w funkcjonowaniu biura dotyczyły jednostkowych sytuacji, gdy konsultant dziecięcego telefonu zaufania pracował godzinę dłużej na dyżurze w związku z interwencją dotyczącą pomocy określonemu dziecku. Zachęciła również do zapoznania się z protokołem pokontrolnym, który znajduje się na stronie BIP.

Monika Horna-Cieślak ustąpi ze stanowiska?

Pytana wprost, czy zastanawiała się nad ustąpieniem ze stanowiska, podkreśliła, że „podczas swoich działań zawsze kieruje się dobrem dziecka i zawsze będzie w taki sposób działać”. 

Wiem, jak przez ponad 20 lat pomagałam krzywdzonym dzieciom. Wiem, ile dzieci zbyt późno otrzymało pomoc i wsparcie. Zawsze będę kierowała się tylko i wyłącznie dobrem dziecka. Jako biuro Rzecznika Praw Dziecka pracujemy stabilnie. Byliśmy i w Ostrołęce, i pod Wyszkowem. Zaufanie do biura Rzecznika Praw Dziecka, mimo tych wszystkich medialnych informacji, wzrasta. We wrześniu mieliśmy ponad 11 tys. zgłoszeń. To jest rekord, więc obywatele widzą, że konsekwentnie walczymy o dobro dziecka - podsumowała.

View the original on RMF24 →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.