Afera wokół interwencji Horny-Cieślak. „Krążą nieprawdziwe informacje”

„Nie żałuję tego, co się stało. Mam wgląd w akta sprawy, wiem, co się działo w tej rodzinie i czego byłam świadkiem. Uważam, że interwencja była potrzebna” - tak Monika Horna-Cieślak, rzeczniczka praw dziecka, komentowała w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 zamieszanie wokół głośnej interwencji na Białołęce, w wyniku której trzy- i czterolatka zostały umieszczone w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Ujawniała również kulisy akcji CBA w biurze Rzecznika Praw Dziecka, podkreślając, że „krążą nieprawdziwe informacje w przestrzeni medialnej”.
Monika Horna-Cieślak, fot. Wojciech Olkusnik /East News
Sprawa sięga sierpnia tego roku. Wówczas Monika Horna-Cieślak, spacerując chodnikiem na warszawskiej Białołęce, zauważyła kobietę, która szarpie swoje dziecko i na nie krzyczy, używając wulgarnych słów. Rzeczniczka zwróciła jej uwagę, na co kobieta odpowiedziała również w wulgarny sposób. O sprawie Horna-Cieślak zawiadomiła policję, która - jak twierdził portal Zero.pl - pod presją wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. To poskutkowało umieszczeniem trzy- i czterolatka w placówce opiekuńczo-wychowawczej.
Portal Zero.pl, powołując się na słowa sądu rodzinnego, przekazał, że podjęte przez RPD działania „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”, a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.
W Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 Monika Horna-Cieślak odniosła się do sprawy:
Nie żałuję tego, co się stało. Mam wgląd w akta sprawy, wiem, co się działo w tej rodzinie i czego byłam świadkiem. Uważam, że interwencja była potrzebna. W obu tych przypadkach dochodziło do przemocy domowej. Pytanie jest, czy i w jakim zakresie ta rodzina otrzymywała wsparcie. Ja byłam świadkiem przemocy domowej - podkreślała rzeczniczka praw dziecka.
Horna-Cieślak: Nie zgadzam się z orzeczeniem sądu
Nie zgodziła się z orzeczeniem sądu rodzinnego, który orzekł, że decyzja o odebraniu dzieci była nieuzasadniona, a działania wobec rodziny „mogły nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej” i były „rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia”. Sędzia zwrócił uwagę, że jednym z argumentów za odebraniem dzieci były… dwie butelki piwa znalezione w mieszkaniu. Sąd określił ten powód jako „całkowicie chybiony i wręcz absurdalny”.
Kompletnie nie zgadzam się z tym orzeczeniem sądu - skomentowała w Radiu RMF24 Horna-Cieślak.
Przeanalizowałam akta sprawy i dokonałam analizy czynników ryzyka zagrożenia życia oraz zdrowia dziecka. Postąpiłam zgodnie z prawem. Nie możemy czekać na tragedię, musimy o wiele wcześniej podejmować działania w zakresie bezpieczeństwa dzieci. W tej sytuacji dokonana analiza rodziny była jednoznaczna: Życie i zdrowie dzieci było zagrożone - tłumaczyła.
Rzeczniczka praw dziecka odniosła się również do śledztwa, które prowadzi prokuratura w Szczecinie w sprawie podejrzenia popełnienia przez Rzecznika Praw Dziecka przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia.
Kontaktowałam się z prokuraturą i powiedziałam, że jestem w gotowości do składania zeznań, nie mam nic do ukrycia, pełna współpraca. Jestem gotowa opowiedzieć o tym, czego byłam świadkiem. Jestem też adwokatem i wiem, na czym polega składanie zeznań. Wiem, czego byłam świadkiem i jak funkcjonowała wcześniej ta rodzina - tłumaczyła Horna-Cieślak w Radiu RMF24.
Musimy reagować na przemoc wobec dzieci. Wielokrotnie jako rzeczniczka praw dziecka nie zgadzam się z orzeczeniem sądów rodzinnych, choć oczywiście są też takie, z którymi się zgadzamy i za które jestem ogromnie wdzięczna - dodała.
„Krążą nieprawdziwe informacje w przestrzeni medialnej”
Monika Horna-Cieślak komentowała również informację, że Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeszukali w ostatnim czasie biuro Rzecznika Praw Dziecka i wynieśli stamtąd dokumenty.
Krążą nieprawdziwe informacje w przestrzeni medialnej. Przedstawiciele CBA stawili się w biurze i dobrowolnie przekazałam im wszystkie dokumenty, które były w postanowieniu prokuratury, jak i te związane z interwencją (zarówno w formie papierowej, jak i elektronicznej). Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to było CBA, a nie policja - powiedziała Horna-Cieślak.
Pytana o kolejną sprawę, o której jest głośno - mobbing w biurze Rzecznika Praw Dziecka - podkreśliła, że nie dochodziło do takich sytuacji i do tej pory nie wpłynął żaden pozew.
Kiedy obejmowałam urząd Rzecznika Praw Dziecka, musiałam podejmować wiele odpowiedzialnych decyzji i wiedziałam, że wiele z nich może się nie spodobać moim byłym pracownikom. Wiemy, kto rozmawiał z mediami. Do tej pory nie wpłynął żaden pozew odnośnie kierowanych zarzutów, które były do nas kierowane. Do dnia dzisiejszego żadnego pozwu nie otrzymaliśmy. Toczą się dwie sprawy w sądzie o przywrócenie do pracy, więc gdyby sytuacja była taka dramatyczna, myślę, że pracownicy nie chcieliby w sądzie domagać się przywrócenia do pracy - podkreśliła w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24.
Dodała, że nieprawidłowości w funkcjonowaniu biura dotyczyły jednostkowych sytuacji, gdy konsultant dziecięcego telefonu zaufania pracował godzinę dłużej na dyżurze w związku z interwencją dotyczącą pomocy określonemu dziecku. Zachęciła również do zapoznania się z protokołem pokontrolnym, który znajduje się na stronie BIP.
Monika Horna-Cieślak ustąpi ze stanowiska?
Pytana wprost, czy zastanawiała się nad ustąpieniem ze stanowiska, podkreśliła, że „podczas swoich działań zawsze kieruje się dobrem dziecka i zawsze będzie w taki sposób działać”.
Wiem, jak przez ponad 20 lat pomagałam krzywdzonym dzieciom. Wiem, ile dzieci zbyt późno otrzymało pomoc i wsparcie. Zawsze będę kierowała się tylko i wyłącznie dobrem dziecka. Jako biuro Rzecznika Praw Dziecka pracujemy stabilnie. Byliśmy i w Ostrołęce, i pod Wyszkowem. Zaufanie do biura Rzecznika Praw Dziecka, mimo tych wszystkich medialnych informacji, wzrasta. We wrześniu mieliśmy ponad 11 tys. zgłoszeń. To jest rekord, więc obywatele widzą, że konsekwentnie walczymy o dobro dziecka - podsumowała.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.