Dostała SMS od córki: "Mamo, jest atak w szkole". Wstrząsająca relacja z Ostrołęki
Najpierw krótki SMS od córki, a potem ponad trzy godziny bez wieści. Wirtualna Polska rozmawiała przed Zespołem Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce z matkami, które wciąż nie mogą porozmawiać ze swoimi dziećmi. Rozmawiała też z uczniem, który zna 19-letniego napastnika.
Wstrząsająca relacja po ataku w Ostrołęce. "Wszyscy wybiegli z szkoły. Napastnik też"
Źródło zdjęć: © WP
- Wirtualna Polska rozmawiała z rodzicami przed szkołą w Ostrołęce, w której 19-latek ranił nożem co najmniej osiem osób. Kilka godzin po ataku rodzice nadal nie mogą porozmawiać z dziećmi, które są pod opieką psychologów.
- Kolega napastnika mówi Wirtualnej Polsce, że był on cichym uczniem bez wyraźnych konfliktów. Według świadka nic nie zapowiadało ataku.
- Uczniowie dostali polecenie, by z nikim nie rozmawiać przed przesłuchaniami. Szkoła jest zamknięta, a miasto ograniczyło wstęp do pozostałych placówek.
Do ataku doszło w środę przed południem. Według policji ranne zostały co najmniej osiem osób: sześcioro nastolatków i dwoje dorosłych. Dwie osoby mają poważne obrażenia. Część poszkodowanych napastnik zaatakował poza budynkiem szkoły. 19-latek, uczeń tej placówki, uciekł. Policjanci zatrzymali go w okolicach plaży miejskiej.
W szkole wybuchła panika. — Wszyscy wybiegli z tej szkoły. Napastnik też wybiegł — relacjonuje WP jeden ze świadków.
"Nikt się tego nie spodziewał"
Kolega napastnika opowiada Wirtualnej Polsce, że 19-latek był uczniem klasy o profilu technik handlowiec. Według niego chłopak nie miał wielu znajomych i był raczej cichy. Nikt nie spodziewał się po nim ataku.
Świadek podkreśla, że nie słyszał o żadnym konflikcie, który mógłby sprowokować taki atak. Nie wie też, by chłopak był przez kogoś dręczony. Motyw napastnika ustalają śledczy.
SMS i trzy godziny czekania
Kilka godzin po ataku przed szkołą wciąż stoją rodzice. Wirtualna Polska rozmawiała z dwiema matkami uczennic, które widziały atak, a potem panikę i ucieczkę.
Jedna z nich dostała od córki tylko krótką wiadomość: "Mamo, jest atak w szkole, jestem bezpieczna, to zajmie dużo czasu". Od tamtej pory minęły ponad trzy godziny. — Mało nie oszalałam z niepokoju. Wsiadłam do samochodu i przyjechałam tutaj ze wsi pod Ostrołęką — mówi WP.
Córkę zobaczyła tylko przez chwilę, gdy psycholog prowadził ją przez podwórze do innego pomieszczenia. — Czekam cały czas. Dzieci nie mogą rozmawiać z nikim — mówi.
Podobnie jest z innymi rodzicami, którzy czekają na miejscu. Oni również wiedzą niewiele: dostali tylko wiadomość, że w szkole doszło do ataku, a ich dzieci są bezpieczne.
Zakaz rozmów
Część uczniów wciąż jest w szkole. Nauczyciele polecili im, by z nikim nie rozmawiali i nie przekazywali żadnych informacji, bo będą przesłuchiwani. Nauczyciele nie pozwolili dziennikarzowi Wirtualnej Polski porozmawiać z uczniami ani nagrywać materiałów na terenie szkoły.
Prezydent Ostrołęki Paweł Niewiadomski zdecydował o zamknięciu szkoły. Do pozostałych szkół miejskich nie są wpuszczane osoby postronne. Miasto zapowiada wsparcie psychologiczne dla wszystkich, którzy będą go potrzebować po środowych wydarzeniach.
Matka, która od rana czeka przed budynkiem, wciąż nie wie, kiedy porozmawia z córką. — Mam nadzieję, że są pod dobrą opieką — mówi.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.