"Dwie Polski". Tak wyglądają "igrzyska" przed Trybunałem
Przepychanki pod Trybunałem Konstytucyjnym. Głównymi aktorami Bąkiewicz i Borowski
Źródło wideo: TVn24
Źródło zdj. gł.: PAP/Marcin Obara
Warszawska aleja Szucha była w środę prawdopodobnie jedną z najtrudniej przejezdnych ulic w mieście. A przy tym najbardziej rozgrzanym politycznie adresem w Polsce.
Szereg radiowozów ustawionych od wczesnych godzin przy placu na Rozdrożu zwiastował napięcie. Kilkadziesiąt metrów dalej, przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego, rozgrywały się sceny znane już od tygodni. Zwolennicy prawicy, w licznym towarzystwie przedstawicieli sprzyjających jej mediów, protestowali - jak przekonywali - w obronie instytucji przed jej przejęciem. Tym razem atmosfera była jednak bardziej podniosła. Wybiła bowiem godzina zero. Maciej Berek złożył w Sejmie ślubowanie wobec prezydenta, choć bez jego udziału.
"Legiony powstania" przed trybunałem
"Święczkowski oddaj nam trybunał", "Nigdy więcej PiS-u" - z jednej strony. "Stop bezprawiu Tuska", "Kasta basta, precz z komuną", "ruda WRON-a Orła nie pokona" - z drugiej. Transparenty i trzymających je ludzi dzieliło najwyżej kilkadziesiąt metrów. Społecznie i politycznie - całe kilometry. W środę przed Trybunałem Konstytucyjnym jak w soczewce skupiły się najbardziej palące emocje.
Byli aktywiści, politycy, zwykli obywatele. Zdecydowanie przeważali jednak przeciwnicy dopuszczenia do orzekania pięciorga legalnie wybranych sędziów. Atmosfera szybko się zaostrzyła. Doszło do przepychanek z policją, protestujący próbowali zablokować sędziom wjazd na teren trybunału. Rozmontowano też barierki ustawione wcześniej przez manifestujących.
Były głośne przemówienia, skandowanie haseł wymierzonych w obecną władzę, niekiedy okraszonych dosadnymi wtrętami. A do tego cała oprawa i symbolika, które od lat towarzyszą politycznym manifestacjom prawicy. Wzdłuż ulicy rozstawiono namioty klubów "Gazety Polskiej", z głośników rozbrzmiewały patriotyczne pieśni, był nawet wspólnie odmawiany różaniec.
Zabierający głos raz po raz uderzali w katastroficzny ton. "Bądźmy razem przeciwko tej patowładzy", "potrzebujemy Solidarności jak w 1980 roku", "mamy mało czasu, bo nam Polskę zabiorą, zlikwidują", "wszyscy jesteśmy legionami tego powstania" - to tylko niektóre z haseł kierowanych do zgromadzonych. Sądząc po reakcjach, padały na podatny grunt. Co jakiś czas ktoś z tłumu dorzucał coś od siebie, a kolejne wystąpienia spotykały się z głośnym aplauzem.
Wystarczyło tu przyjść, by zobaczyć, jak wyraźna stała się linia społecznego podziału. Spór o Trybunał Konstytucyjny jest bowiem tylko jednym z wielu frontów politycznego konfliktu, który od lat dzieli Polaków.
- Dwie Polski - kwituje jeden z posłów sejmowej większości.
Protest przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego
Źródło zdjęcia: TVN24+
"Zaczęły się igrzyska"
Wydarzenia w Trybunale Konstytucyjnym wymusiły reakcję wszystkich najważniejszych osób w państwie. Głos zabrali prezydent, premier, marszałek Sejmu, minister sprawiedliwości, a także były premier.
Szczególnie mocno w sprawę zaangażowało się Prawo i Sprawiedliwość. W środę aktywność polityków tej partii osiągnęła apogeum. Posłowie PiS licznie zgromadzili się przed trybunałem, gdzie od pewnego czasu pełnią słynne już "dyżury". Tym razem na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Głos zabrał również kandydat partii na premiera Przemysław Czarnek, a parlamentarzyści publikowali w mediach społecznościowych krótkie nagrania, w których grzmieli o "zamachu stanu" inspirowanym przez Donalda Tuska.
Zaprzęgnięto także specjalistów do politycznego podgrzewania emocji. Wśród nich Roberta Bąkiewicza, skrajnie prawicowego działacza środowisk narodowych, lidera samozwańczego Ruchu Obrony Granic czy posła PiS Mariusza Goska, regularnie uczestniczącego w politycznych happeningach.
Mariusz Gosek podczas protestu przed Trybunałem Konstytucyjnym
Źródło zdjęcia: PAP/Paweł Supernak
- Zaczęły się igrzyska - komentuje jeden z posłów koalicji rządzącej. Podobnego określenia użył jeden z parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, który już krótko po ogłoszeniu kandydatury Macieja Berka stwierdził, że "Tusk zrobi igrzyska w Trybunale".
Z Nowogrodzkiej dochodziły jednak sygnały, że taki rozwój wydarzeń może być dla PiS politycznie korzystny. W nieoficjalnych rozmowach politycy tej partii przyznawali, że liczą na mobilizację własnego elektoratu, a także aktywne włączenie się prezydenta w spór o trybunał. I rzeczywiście, w środę po południu Karol Nawrocki pojawił się w siedzibie TK.
To, co dla niektórych mogło być pewnym zaskoczeniem, z perspektywy samego prezydenta było ruchem naturalnym. Jak słyszymy, Nawrocki musiał "wejść do gry", zaznaczyć swoją obecność i pokazać, że zamierza być jednym z kluczowych uczestników tego sporu.
Jarosław Kaczyński przed Trybunałem Konstytucyjnym
Źródło zdjęcia: PAP/Paweł Supernak
"Bramkarz PiS-u i Nawrockiego"
Nie zabrakło też symbolicznych obrazków. Robert Bąkiewicz wspinający się na ogrodzenie przed trybunałem czy poseł Mariusz Gosek przepychający się ze Strażą Marszałkowską jeszcze w Sejmie, podczas ślubowania Macieja Berka - to sceny, które dobrze oddawały temperaturę sporu.
Lider Ruchu Obrony Granic Robert Bąkiewicz podczas protestu przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie
Źródło zdjęcia: PAP/Paweł Supernak
Ale to inne zdjęcie ma szansę przejść do historii. Widać na nim prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego, który własnym ciałem blokuje wejście do pomieszczenia sędziom, których nie uznaje za członków TK. Wśród nich jest Maciej Berek.
- On stoi na bramce jak w jakimś prywatnym klubie. Zachowuje się jak bramkarz PiS-u i Nawrockiego, który nie wpuści nikogo, kto nie jest na liście, którą zatwierdza Nawrocki - komentuje jeden z przedstawicieli obozu rządowego.
Święczkowski własnym ciałem blokuje wejście do pokoi sędziowskich
Źródło zdjęcia: TVN24
A co dalej? W Trybunale trwa swoista próba sił i przeciąganie proceduralnej liny do granic możliwości.
- To początkowa faza stawiania już ostatecznego oporu przez władze państwowe bezprawiu, które wprowadził tam PiS. Dzisiaj nie da się tego zrobić inaczej niż poprzez metody, które wydają się być na pierwszy rzut oka drastyczne, ale są nieuniknione. Dobrym słowem z przemocą prawną się nie zwycięży - ocenia jeden z posłów rządzącej koalicji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.