Mniej list, więcej mandatów [OPINIA]
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
O wyniku w 2027 r. zdecydują przede wszystkim dwie rzeczy: rozbicie prawicy na kilka list i kondycja mniejszych partnerów obecnej koalicji. Z badania IBRiS by Surveys dla Wirtualnej Polski wynika, że wspólna lista przybliża Koalicję 15 października do większości, ale jej nie gwarantuje.
Idące osobno KO i Lewica miałyby 217 mandatów, wspólna lista to 228, a do większości potrzeba 231. Sama silna KO zatem nie wystarczy. Kluczem będzie pozycja mniejszych partii, z których żadna nie może sobie dziś pozwolić na samodzielny start. I to dość silny trend i widoczny od dawna. Dlatego partie nie powinny go lekceważyć.
PSL i Polska 2050: być albo nie być
Najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym PSL i Polska 2050 startują z list KO. Klimat do takich rozmów jest jednak trudny. Odejście Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu i jej usunięcie z Polski 2050 pozostawiły negatywne emocje po wszystkich stronach. Władysław Kosiniak-Kamysz jest zawiedziony przegranym głosowaniem w sprawie dwukadencyjności w samorządach. To nie polepsza atmosfery w koalicji.
Jeszcze niedawno z PSL dało się słyszeć głosy, że wspólnej listy nie będzie. Dziś samodzielny start wygląda na bardzo ryzykowną grę: PSL ma w sondażach 3–5 proc. Z poparcia Polski 2050 zostało niewiele, od 0,4 do ok. 1 proc. zależnie od ośrodka. Wspólna lista to dla niej praktycznie jedyna droga do Sejmu. Ryzyka dla tożsamości mniejszych partii są oczywiste, ale dla obu ugrupowań to sprawa przetrwania.
Dwa warianty dla lewicy
Na stole są dziś dwa scenariusze. Pierwszy to lista KO, PSL i Polski 2050 oraz osobna lista Nowej Lewicy i Razem. Drugi to wszystkie partie koalicji rządzącej na jednej liście. Każdy ma plusy i minusy. Nowa Lewica i Razem mają dziś łącznie 8–10 proc. poparcia, ale wspólna lista rzadko zbiera całą sumę. Mogą jednak głosować na tę listę wyborczą ci, którzy są niechętni Donaldowi Tuskowi.
Teoretycznie taka konfiguracja pozwala zdobywać głosy nieco szerzej, choć warto z drugiej strony pamiętać, że elektorat lewicowy przyparty do muru głosuje na KO. Czy na tym obserwowanym wcześniej przepływie można opierać strategię wyborczą? Konieczna jest duża ostrożność w tym względzie. Klimat kampanii i kontekst robią różnicę. Ten wariant jest więc niepewny, bo relacje między obiema partiami są napięte. Bez porozumienia ryzykują jednak cały obóz i samo Razem, które krąży wokół progu (4,1 proc. w badaniu WP). Kampania i emocje zrobią swoje, ale to ryzyko Razem musi brać pod uwagę.
Prawica płaci za rozdrobnienie
Po drugiej stronie widać lustrzane odbicie. Prawica startuje z czterech list: PiS, Konfederacji, Korony Brauna i Rozwoju Plus. W wariancie wspólnej listy koalicji w sondażu WP prawica zyskuje ponad 3 pkt, a mimo to traci 11 mandatów. W systemie D’Hondta skonsolidowani zyskują, a rozdrobnieni tracą.
Rok przed wyborami wygląda więc na to, że o wyniku w 2027 r. zdecyduje nie tyle liczba głosów, ile liczba list. To ona przełoży się na konkretne mandaty.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.