Żołnierze w Krężnicy Jarej pod Lublinem. Mieszkańcy oceniają reakcję służb

Kilkudziesięciu żołnierzy wojsk obrony terytorialnej wznowiło w poniedziałek rano poszukiwania obiektu, który mógł spaść w nocy z soboty na niedzielę koło Lublina. Dzisiejsze poszukiwania rozpoczęły się w miejscowości Krężnica Jara, kilka kilometrów na południe od granic Lublina.
Okoliczni mieszkańcy byli zaskoczeni, że wojsko pojawiło się w ich miejscowości, chociaż słyszeli również o rozpoczętych dzień wcześniej poszukiwaniach w pobliżu Zalewu Zemborzyckiego.
Ewa Budziak z Krężnicy Jarej ocenia w rozmowie z WP, że informacje, które pojawiły się w niedzielę rano, mogły być przypomnieniem dla wszystkich, że wojna jednak jest bardzo blisko.
– To było takie postawienie na baczność – mówi pani Ewa. – Trochę się przestraszyłam, bo mimo świadomości tego, że ta wojna jest, to nie liczyłam się z tym, że ona może gdzieś tutaj dotrzeć aż do nas. Każdy ma nadzieję, że gdzieś to jest daleko jednak – dodaje.
Natalia Pasierbowicz, podobnie jak wielu innych mieszkańców Lubelszczyzny, podkreśla, że przyzwyczaiła się już do alertów i ostrzeżeń. Zazwyczaj już na nie nie reaguje.
– Ja się przyzwyczaiłam już. To jest tak często, że naprawdę nie zwracamy na to uwagi, bo to jest przesadzone. Tak samo jak coś wpada do nas, to oni nie widzą, tylko mieszkańcy reagują – ocenia Natalia.
Chodzi o to, że dotychczasowe doniesienia ws. ewentualnego obiektu nad Polską opierają się wyłącznie na zgłoszeniach od mieszkańców, którzy słyszeli dziwny dźwięk. Natalia nie jest tym zaskoczona.
– Mnie to wcale nie dziwi. Tu nie można się spodziewać czegoś innego, bo już wiele sytuacji było takich, że nie zareagowali tak, jak potrzeba i to mieszkańcy muszą sami zadbać o siebie – uważa młoda mieszkanka Krężnicy Jarej.
Ewa Budziak również przyznaje, że liczne alerty mogą być denerwujące, ale jest zdania, że są potrzebne.
– Ja się nimi przejmuję. Są denerwujące i niepokojące oczywiście, ale uważam, że dobrze, że są, bo bardzo łatwo zapomnieć, jak blisko jest ta wojna. A przecież jest 80 kilometrów od nas. Więc myślę, że to dobrze, żebyśmy wszyscy o tym pamiętali, co się tam dzieje. No i oczywiście uważali na własne bezpieczeństwo – dodaje kobieta.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.