Dlaczego 14-latek leżał skuty? Ekspert: winna głupota rodziców
W czwartek wieczorem w Rybniku za uciekającymi ruszył patrol Grupy Speed z komendy miejskiej. Pościg skończył się po kilkuset metrach: na łuku drogi pierwszy z motocyklistów nie wyhamował, uderzył w metalową barierkę nad przepustem i się wywrócił, drugi wjechał w niego. Policjanci byli tuż za nimi. Sprawa obu nastolatków trafiła do sądu rodzinnego, a ich rodzice dostali mandaty po 1000 zł.
Policja podkreśla, że kierujący od początku ignorowali wezwania do zatrzymania. Uciekali ulicami Rybnika, a gdy zjechali na drogę dla pieszych i rowerów, wciąż nie reagowali na polecenia funkcjonariuszy.
- Dopiero kiedy zostali zatrzymani, okazało się, że to osoby nieletnie. Pojazdy nie miały tablic rejestracyjnych, jak się okazało, nie miały także ważnego ubezpieczenia - mówi WP podkom. Bogusława Kobeszko, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Rybniku.
Jak dodaje podkom. Kobeszko, przy takich pojazdach wymagane jest prawo jazdy przynajmniej kategorii AM, na motorower. Nie miał go żaden z nastolatków.
Rzeczniczka dodaje, że mieszkańcy tej części Rybnika sami zwracali się wcześniej do policji z pisemną prośbą o częstsze kontrole. Powodem byli właśnie młodzi ludzie jeżdżący agresywnie hulajnogami i podobnym sprzętem. Interwencja z pościgiem była więc odpowiedzią na sygnał, który leżał w komendzie już wcześniej.
Dlaczego policjanci zakuli w kajdanki 14- i 16-latka? Bo przepisy na to pozwalają. Ustawa o środkach przymusu bezpośredniego dopuszcza użycie kajdanek m.in. przy zatrzymaniu osoby, udaremnieniu jej ucieczki i w pościgu.
Wyłączenie ze względu na wiek jest, ale dotyczy osób, których wygląd wskazuje na mniej niż 13 lat. Wobec nich funkcjonariusz może użyć wyłącznie technik obezwładnienia. Rybniccy policjanci przez cały pościg nie wiedzieli zresztą, kogo ścigają. Zobaczyli to dopiero na ziemi, przy barierce.
Narasta liczba zdarzeń, są ofiary śmiertelne
Rybnik nie jest wyjątkiem. Od początku roku do 3 września policjanci obsłużyli 1087 wypadków z udziałem użytkowników elektrycznych hulajnóg. - O 235 więcej niż w tym samym okresie 2025 r. - mówi WP podinsp. Robert Opas z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. - W tych zdarzeniach zginęło 14 osób, a 969 zostało rannych. Rok temu zginęło 10 osób, a rannych zostało 779.
To jednak dane o hulajnogach. Elektrycznych motocykli i motorowerów, takich jak te z Rybnika, policja w tej statystyce osobno nie wykazuje - choć to właśnie one rozwijają prędkości porównywalne z motorowerem i to one najczęściej trafiają w ręce nastolatków.
Łukasz Zboralski, ekspert w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego, widzi kilka źródeł tego wzrostu.
"Winna głupota rodziców"
Jak mówi Wirtualnej Polsce, na Facebooku, Instagramie i TikToku nastolatkowie chwalą się brawurową, czasem wręcz szaloną jazdą na elektrycznych motocyklach i hulajnogach. Nagrania z takich popisów układają się w osobny nurt.
- W dużych miastach dochodzi do tego jeszcze problem kurierów i różnej maści dostarczycieli jedzenia, którzy używają elektrycznych maszyn udających normalne rowery czy hulajnogi - wskazuje Zboralski. Widać jednak, dodaje, że policja zaczęła działać i te kontrole przynoszą efekty. Jest też projekt zmian w prawie, który ma zmusić importerów tych urządzeń - najczęściej chińskich - do właściwego oznakowania sprzętu.
Zboralski podkreśla, że mowa o pojazdach, które osiągają całkiem spore prędkości i formalnie są motocyklami albo motorowerami, choć sprzedaje się je jak elektroniczny gadżet.
- Niestety, wynika to, najprościej rzecz ujmując, z głupoty rodziców, którzy z jakiegoś powodu myślą, że jeśli coś jest elektryczne, to jest zabawką i nie trzeba na to mieć stosownych uprawnień - mówi WP.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.